Wracając do cyklu n.t. błędów, które popełniłem i lekcji, które z nich wyciągnąłem, jedna z tych rzeczy, z którymi czuję się naprawdę głupio, a z drugiej strony – które nauczyły mnie bardzo dużo. Przede wszystkim pokazały, że ludzie są w stanie kupić absolutnie wszystko, absolutnie każdą, najgłupszą nawet rzecz.


A wszystko zaczęło się od wkurwu. Takiego ekstremalnego wkurzenia, z rodzaju tych, które znajomy określił kiedyś terminem „nie wiem, czy to świat oszalał, czy to ja jestem nienormalny.” Wkurw wziął się z obserwacji, jaką miałem na grouponie czy innym gruperze (było to jeszcze zanim sam testowałem tą usługę, o czym też kiedyś napiszę). Akurat kilku znajomych w niedługim czasie udostępniało swoje kursy (na żywo, lub online) na tym portalu. W tym samym czasie sprzedawane tam też były bransoletki X Balance (czy coś w tym stylu). Bransoletki „doładowane 1000 jonów dodatnich (sic!)”, które miały zwiększać osiągi sportowe i życiowe ludzi je noszących. Ewidentne, ekstremalne oszustwo i robienie ludziom wody z mózgu. Oczywiście, szły też jak woda (kilkaset w ciągu pierwszej godziny), podczas gdy usługi, o których wiedziałem, że są naprawdę niezłe i były w podobnej cenie, schodziły, ale w dużo mniejszych ilościach.


Z jakiegoś powodu – już nie pamiętam dokładnie jakiego – naprawdę mnie to wkurzyło.  Z perspektywy nie wiem czemu akurat to – wszak masę takich oszustw widziałem w różnych działkach na codzień, a akurat bransoletki były typowym przypadkiem „podatku od głupoty”, który w zasadzie nieszkodził nikomu poza kontami osób, którym nie chciało się poduczyć podstaw fizyki. Ale faktem jest, że się wkurzyłem.


Na tyle mocno, że zadałem sobie pewne pytanie „Ok, skoro ludzie są na tyle głupi, żeby coś takiego kupić, to zobaczmy jak absolutnie, kretyńsko głupią ideę da się im sprzedać.”

Patrząc z perspektywy, była tam też chyba pewna nadzieja p.t. „może jednak się okaże, że to przypadek i wcale nie są tak naiwni?”

Tak oto przyszedł pomysł na „Znaki Zmiany”. Bajeczka za znakami była tak absurdalna, że nikt nie miał się na to nabrać. E-booka na Kindle’a, który zawierał „znak mocy, stworzony przez Bezimiennego Starszego i Radę Starszych, dopasowujący wibracje wszechświata do Ciebie.” Po prostu patrzyłeś na znak, medytowałeś nad nim chwilę, a potem on podłączał się do baterii Kindle’a czy innego czytnika e-booków i wysyłał w świat odpowiednie, korygujące wibracje, mające przyciągnąć Ci – w zależności od wybranego znaku – Majątek albo Miłość. A i uważaj z uruchomieniem zbyt wielu znaków na raz na jednym Kindle, bo „niektórzy użytkownicy zgłosili, że zauważyli szybsze wyczerpywanie się baterii w takim przypadku.”

Słowem – medytuj, skup się na znaku, a będziesz bogaty i kochany. Szyte tak grubymi nićmi, że byłem pewien, że nikt się na to nie da nabrać. Do tego nigdzie tego nie reklamowałem. Ebook nie był nawet zbyt dobrze wyedytowany, ot, po prostu sobie był. Cena była nieduża – bodajże dolar czy dwa, tak na wszelki wypadek, ale nie sądziłem by miało to znaczenie – byłem pewien, że nie znajdzie to nabywców. Ot, chciałem po prostu się przekonać, że tak bzdurnej ściemy ludzie na pewno nie będą kupowali, a jeśli nawet ktoś przypadkiem kupi, to zaraz zwróci (Kindle dopuszcza taką opcje).


Jakby to ująć… Myliłem się.

Nawet bardzo.

Ludzie kupowali ten szajs. Bardzo chetnie.

A ku mojemu tym większemu przerażeniu, niemal nigdy go nie zwracali!


Gdy to zauważyłem (co miało miejsce po jakimś czasie, gdyż przyznam, po prostu o sprawie, na początku, zapomniałem),  szybko zdjąłem ten „produkt” z Amazona.

Nie oczekiwałem tego. Cały eksperyment miał na celu utwierdzenie się w przekonaniu, że ludzie jednak nie kupią wszystkiego, nie kupią ostatniego chłamu. A jednak kupowali. I nie, nie byli to tylko Amerykanie, część zakupów pochodziła z Europy, więc argument o naiwnym rynku Amerykańskim jest tu chybiony.


Powiem szczerze – nie czuję się komfortowo z tym, że to zrobiłem. Wciąż nie podjąłem tamtej gotówki z Amazona i chyba nigdy tego nie zrobię.

A jednocześnie było to bardzo cenne doświadczenie, bo pokazało to, czego nie chciałem tak naprawdę zobaczyć, a co okazało się prawdą. Pokazało, że ludzie kupią każde marzenie, każdą fantazję przed nimi postawioną. Nawet byle jak opakowaną i sprzedawaną w formie ewidentnych bredni.

Co też, jak sądzę, wpływa na moje obecne krytyczne podejście do rynku rozwojowego i argumentów typu „gdyby to nie było wartościowe, to ludzie by tego nie kupowali”. Przetestowałem i niestety tak to nie działa, bo ludzie często kupują po prostu swoje fantazje.

Smutna lekcja, ale cenna.

wealth3


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis