Co jakiś czas zdarza mi się dyskutować na temat przyszłości rozwoju osobistego w Polsce, kierunków w jakim on zmierza i możliwości ukształtowania tej zmiany. Jak naprowadzić ją na dobre tory i utrzymać na nich?

Z pewnością nie ma jednego słusznego rozwiązania i jest na pewno wiele różnych możliwych rozwiązań. Pomyślałem, że – uprzedzając przyszłe dyskusje tego typu – warto opisać rozwiązania, które uważam za najsensowniejsze, jak również wyjaśnić czemu niektóre po prostu nie mają szans zadziałać.


Co nie przejdzie, czyli Model Kompetentnego Guru

Jedną z najczęstszych argumentacji, z którą się spotykam jest to, że guru na swoich eventach mają dużo ludzi i przez to docierają do większej grupy, więc należy pójść w tą stronę i robić również eventy dla dużych grup, wciąż utrzymane w typologii guru’owania nad uczestnikami, tylko bardziej merytoryczne.

To założenie, że podstawowym problemem z guru jest to, że gadają bzdury i truizmy i wystarczy zastąpić taką osobę mądrym, merytorycznym guru i problem z głowy.

Niestety, to nie działa. Rola guru wymusza porzucenia merytoryki, a trzymanie się merytoryki uniemożliwia funkcjonowanie w roli guru. Co więcej, sama forma przekazu jest wadliwa i sprzeczna z merytoryką.

Miałem takie propozycje i po prostu odmawiałem. Tak jak w zasadzie musiałaby odmówić każda osoba faktycznie rozumiejąca na czym polega skuteczny, oparty o merytorykę rozwój. Jeśli bowiem eventy nie działają dla trwałej zmiany postaw, to udział w nich i tak nie zmieni postaw uczestników co do absurdalności eventów, a jedynie osłabi pozycję osób wyjaśniających czemu takie eventy nie mają sensu. Eventowcy – słusznie – będą im mogli zarzucać hipokryzję.

Idea “bardziej merytorycznego guru” jest więc, ze swojej natury, mrzonką.


Co więcej, nawet gdyby nie była, to specyfiką eventów jest brak zmiany realnej postawy czy zachowań uczestników. Dlatego nie ma znaczenia do jakiej grupy osób uda się dotrzeć przez eventy – absolutnie nic to nie zmieni, bo te osoby i tak dalej będą tkwiły w swoich starych uwarunkowaniach i zachowaniach. Taki “merytoryczny guru” będzie więc – podobnie jak każdy inny guru – po prostu impotentem. Będzie niezdolny do wywołania realnej zmiany (chyba, że w stanie własnego konta).


To jednak nie wszystko. Wchodząc w rolę “merytorycznego guru”, taka osoba banalnie łatwo mogłaby zatracić sens swojej pracy. Zamiast promować merytoryczne treści, potrzebowałaby bowiem – aby być skutecznym guru – promować samą siebie. To zaś nie tylko oddala odbiorców od faktycznego skupienia na wartościowych treściach jako takich. Niesie też dużo większe zagrożenie.

Rola guru bowiem, ze swojej natury, potwornie mocno warunkuje samego guru i robi mu ogromną krzywdę. Generuje narcyzm na niespotykaną skalę, ucząc osobę “to na Ciebie reagują, Ty nie reagujesz na innych”. Sądzę, że nawet najbardziej patologiczne przypadki guru w większości wypadków wychodziły z dobrymi intencjami. Jasne, będzie w branży pewnie ponadprzeciętna ilość psychopatów, którzy dostrzegli po prostu okazję do dostatniego życia kosztem naiwnych. Większość guru będzie jednak, moim zdaniem, miała bardzo dobre intencje, po prostu ich postawa została wypaczona przez długie lata warunkowania.

To samo spotkałoby też naszego hipotetycznego “merytorycznego guru”. Jasne, superwizja, itp. mogłaby to opóźnić, ale koniec końców byłby to proces bardzo, bardzo trudny do powstrzymania. A gdy taki guru już raz “upadnie”, to pozamiatane. Merytoryka ustępuje “takmisięwydajezmowi” i “wyssanezzadkizmom”. A odbiorcy, przyzwyczajeni do bezmyślnego przyjmowania treści guru, przyjmą również te.

I tak ktoś startujący z ideą walki z patologicznym systemem sam staje się jego kolejnym pionkiem.

mont-st-michel-343642_640

Czy przyszłość należy do guru? Raczej nie :)

Nie jest to też pusta teoria – takie zjawiska pięknie widać np. w środowiskach sceptycznych (ku mojemu wielkiemu żalowi). Niestety, ale Model Merytorycznego Guru po prostu odpada.

To co innego?


Co również nie przejdzie, czyli Model Cichej Myszki

Drugą popularną opcją, z jaką się spotykam, jest “siedź cicho, rób swoje, ludzie się w końcu poznają”. To pochodna Smithsowskich idei o “niewidzialnej ręce rynku”, która ma wszystko idealnie rozwiązywać.

Są z nim dwa problemy.

Po pierwsze, model Smitha zakłada idealną przejrzystość informacyjną, której niestety nie mamy, zwłaszcza w takich branżach jak rozwojowa.

Po drugie, “niewidzialna ręka rynku” była u Smitha de facto ręką chrześcijańskiego Boga, rozszerzeniem idei “niewidzialnego zegarmistrza, który wprowadził świat w działanie.” To idea religijna, nie realna.

Rzeczywistość jest zaś taka, że fałszywe obietnice, zwłaszcza niepodważane, łatwo zaślepiają ludzi. Dlatego kontrargumenty, wykazywanie kłamstw i manipulacji jest po prostu potrzebne. Nie można siedzieć cicho i liczyć, że będzie dobrze. Ludzi trzeba edukować i docierać do nich. Zmiana postaw i uświadamianie wymaga czasu i wysiłku, ale jest możliwa, jest też, przede wszystkim potrzebna.

Jasne, poszczególni guru są prędzej czy później obnażani, ale co z tego? Kolejni zaraz zajmą ich miejsce. Guru są objawami systemowej choroby, nie jej przyczyną. Są pasożytami wykorzystującymi słabość systemu by się pożywić, niekiedy tą słabość umacniającymi, ale koniec końców – są konsekwencją, nie przyczyną.

Skuteczna edukacja zajmuje się przyczynami i zmniejsza zapotrzebowanie ludzi na guru w ogóle.


No dobrze, więc co w zamian?

Skoro nie można pokonać guru ich własną bronią, nie można też siedzieć cicho, to jakie są alternatywy?

No dobra, czas wyjawić mój tajny plan zdobycia władzy nad światem. No, a przynajmniej strategię, jaką przyjmuję w kontekście zmiany rozwoju osobistego na lepsze. Strategię, do której gorąco zachęcam i zapraszam.


1. Samemu nic nie zdziałasz

Esencją działania guru jest kult jednostki. Jedna konkretna osoba wzbudzająca posłuch i uwielbienie. Alternatywa zdaje się być oczywista – nie ma żadnej jednej osoby odpowiedzialnej za zmianę. Jest coraz szerszy krąg osób angażujących swój czas i energię w promowanie zdrowego rozwoju. Każdy w swojej działce, w swoim obszarze, dla swojej grupy docelowej.

Każda z tych osób, indywidualnie, będzie miała zasięg mniejszy niż typowi guru. Ale razem ich działalność będzie miała skalę nieporównywalną z jakimkolwiek guru. A przy tym będzie nieskończenie bardziej zindywidualizowana, a w efekcie dużo skuteczniejsza.

Zamiast jednego dużego centrum, jednego silnego głosu, szeroka grupa osób mówiąca rzeczy nieco odmienne, ale w podobnym to nie i o podobnym przekazie. Świadoma, że na tym etapie dbamy o powiększanie tortu i wszyscy zyskujemy na współpracy i promowaniu jakości i merytoryki, że guru szkodzą wszystkim odstraszając typowych ludzi od rozwoju jako od “tej dziwnej sekty”.

To właśnie podstawa mojej strategii. Podstawa, do której guru, przez ów uwarunkowany narcyzm, po prostu nie są zdolni. Jasne, pewna doza promocji siebie jest istotna – w końcu funkcjonujemy na określonym rynku. Ale równie ważne jest wspieranie różnych innych, obiecujących osób oraz wspólne działania.

Z każdego mojego Praktyka wychodziła co najmniej jedna osoba, która później bezpośrednio promowała i promuje w ten sposób zdrowe podejście i rozwój. Ze szkoleń tych osób wychodzą kolejne takie osoby. To powolny proces i wymagający cierpliwości, ale też nieporównywalnie bardziej odporny na przeszkody. Gdybym dziś zupełnie zostawił ten temat i zajął się np. prowadzeniem zakładu pogrzebowego, proces trwałby dalej. Dorzuciłem nieco swoich kamyczków do wspólnej górki, kolejne osoby dorzucają swoje i będą dorzucać zupełnie niezależnie ode mnie.

Strasznie mnie to cieszy i daje naprawdę duży komfort – bo wiem, że proces ruszył i będzie trwać dalej.


2. Zrozum prawdziwą skalę

Wspomniałem o tym, że osoby promujące merytorykę będą miały mniejszy zasięg od guru, ale nie jest to do końca prawda. Będą od tego bowiem wyjątki i będą w to się angażowały również osoby o bardzo dużym zasięgu, przebijające wszystkich guru. To o tyle ważne, że i końcowy cel jest dużo większy, niż typowy zasięg guru. Powiedzmy sobie szczerze, cały rynek rozwoju osobistego w Polsce to może, bardzo optymistycznie licząc, 50-100 tysięcy zaangażowanych osób, plus jakieś 200-500 tysięcy “z doskoku”. Polska liczy natomiast 36 milionów ludzi – i to do nich potrzeba dotrzeć z przekazem, że działania rozwojowe mają wartość, tylko muszą być merytoryczne i konkretne. Nie chodzi o kiszenie się we własnym sosie i własnych towarzystwach wzajemnej adoracji p.t. “my jesteśmy super, a inni to owieczki matrixa”. Chodzi o wyjście do ludzi. Do tych, którzy – często absolutnie słusznie – uważają typowych rozwojowców za dziwaków, frajerów i sekciarzy. O uświadomienie tych osób, że jest inna jakość rozwoju i inne możliwości.

Do wszystkich się nie dotrze, to jasne. Ale dotarcie nawet do kilku milionów to skala nieporównywalnie większa niż dotychczasowa sytuacja. To skala Doroty Zawadzkiej i jej wpływu na rodziców i podejście do wychowania dzieci. O takich efektach jest sens myśleć i do takich wyników warto zmierzać.

Oczywiście, jest to cel na naprawdę dużą skalę i na lata do przodu. Ale też mając ten cel dużo łatwiej zrozumieć realną skalę naszych “rozwojowych wojenek” i tego, że większość z tych kwestii – jakkolwiek niewątpliwie bolesna dla poszczególnych ofiar różnych guru – nie ma w szerszej skali większego znaczenia. Taka skala uczy cierpliwości i planowania – oraz przekłada się na konkretne efekty.


3. Działaj w grupie

Obydwa powyższe cele nie są czymś, co da się zrobić samemu. To wymaga wspólnego działania. Dlatego tak cieszy mnie fakt, że rynek rozwojowy powoli się profesjonalizuje. Czy to przez Izbę Coachingu, czy przez inne powstające powoli ciała, sprawy idą do przodu. Mimo masy politykierstwa jakie zawsze się w takich sytuacjach pojawia. Powoli zaczyna się wykształcać potrzeba konkretnych, oddolnych standardów, jasno wskazujących na wartość i jakość poszczególnych rozwiązań, standardów etycznych i podstawowych standardów obsługi klienta.

To powolny proces, ale konieczny, jeśli chcemy do czegoś dojść. Nikt samemu tego nie załatwi, tu potrzeba wspólnych działań i wspólnych standardów. A te muszą powstać oddolnie, narzucenie ich nie ma jak zadziałać.


I to by było na tyle

Inne podejście. Mniej popisowe. Bardziej strategiczne, niż taktyczne, przewidziane na lata i wpływ wielu, wielu osób, na wiele bardzo różnych sposobów, ale mówiących jednym głosem. To jest coś, co robię, różnymi metodami, od ładnych kilku lat i co zapewne będę robił jeszcze przez wiele kolejnych.

A nawet jeśli nie będę, to proces już ruszył i bez mojego udziału również będzie trwał :)

Oczywiście, im więcej nas tym lepiej, dlatego zachęcam Cię do udziału i mam nadzieję, że teraz lepiej rozumiesz co takiego staram się zrealizować :)


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis