W zeszłym tygodniu oddałem do wydawcy kolejną moją kolejną książkę, tytuł roboczy: Mit Talentu. W skrócie opowiada ona o tym, że jakiekolwiek talenty, predyspozycje, itp. mogą mieć znaczenie dla laików w danej dziedzinie, natomiast aby stać się ekspertem w wybranej dziedzinie należy wykonać ogrom pracy w postaci 10.000 godzin celowego ćwiczenia. Na ten temat powstało już kilka publikacji, a tym co wyróżnia Mit Talentu jest bardzo praktyczne podejście do sprawy i konkretny model treningu, umożliwiający zastosowanie celowego ćwiczenia w życiu czytelników.

Cieszę się, że ta książka powstała i mam nadzieje, że dotrze do jak najszerszego grona czytelników. Jednocześnie strasznie żałuję, że już po jej zakończeniu wziąłem się za lekturę książki zbierającej wybrane, w tym autobiograficzne, dzieła jednego z moich wielkich idoli – genialnego komika, Groucho Marxa. Żałuję tego dlatego, że Groucho jest niemal idealnym przykładem, na którym można zademonstrować celowe ćwiczenie.

Julius „Groucho” Marx nie urodził się komikiem z powołania. Jego marzeniem było zostać lekarzem, ale matka, wywodząca się z rodziny artystów zdecydowała się wyprawić synów na tą samą drogę i stała się ich menadżerem. Zaczynając od występów muzycznych, by stopniowo przejść w stronę komedii scenicznej, bracia Marx przeszli przez istne piekło treningów, nieustannych podróży i przedstawień, często w skandalicznych warunkach i na skraju głodu. Wcale nie byli wielcy od początku – trenowali przez kilkanaście lat, zanim dotarli do poziomu, na którym poznał ich świat, mając przy tym wsparcie w postaci porad wuja, zaprawionego kabareciarza.

Sam Groucho, który osiągnął z braci zdecydowanie największy sukces, był też tym, który zdecydowanie najwięcej trenował i stawiał sobie dalsze wyzwania. Do tego wręcz stopnia, że zniszczyło mu to pierwsze małżeństwo – po prostu w każdej sytuacji towarzyskiej musiał być zabawny, o zaczęło w końcu odbijać się na jego relacjach z żoną.

Pomagało rówież to, że rozwijał umiejętności, które na pierwszy rzut oka nie kojarzyły się z byciem komediantem, a w rzeczywistości bardzo mu w tym pomagały. Np. jego wspaniała umiejętność improwizacji i zabawy wieloznacznościami nie byłaby możliwa bez bogatego słownictwa, które zbudował czytając pasjami. A muszę tu wspomnieć, że jego edukacja zakończyła się na gimnazjum, więc jego sprawność posługiwania się słowem robi tym większe wrażenie. Takie podejście – rozwijanie umiejętności „pokrewnych” również jest zgodne z założeniami modelu ekspertów.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis