Co jakiś czas spotykam się ze stwierdzeniem, jakoby to “tajemniczość” efektu placebo pozwalała na wnioskowanie o różnych tajnych, nieodkrytych mocach ludzkiego umysłu, na których ten efekt rzekomo się opiera. Niekiedy wręcz zarzuca się naukowcom, że jak nie potrafią odrzucić jakiegoś cudownego uzdrowienia, to – żeby móc dalej utrzymać ten wredny, materialistyczny* światopogląd – upychają takie cuda do worka “placebo”.

*W rozumieniu “oparty na tym co materialne”, nie “motywowany pieniędzmi”.

Takie podejście jest efektem tego, że dla przeciętnego Kowalskiego, czy nawet dla przeciętnego rozwojowca, placebo faktycznie wydaje się być tym tajemniczym “czymś”, co rzekomo prowadzi do cudownych ozdrowień.  Warto więc pochylić się nad tematem i wyjaśnić, czym placebo faktycznie jest, a czym nie jest.


W popularnym rozumieniu, efekt placebo polega na tym, że podajemy pacjentowi substancję medycznie nieaktywną (lub np. stosujemy pseudo-psychoterapię, o której wiemy, że nie działa), a pacjentowi i tak się poprawia, bo jego umysł w jakiś sposób reaguje na tą substancję czy terapię.

Jak to zwykle bywa, jest w tym trochę prawdy, ale nie jest ona pełna.


W rzeczywistości, do kategorii zwanej efektem placebo zalicza się zwykle cały szereg oddzielnych zjawisk:

a) faktyczne sytuacje, w której pacjentowi podajemy substancję obojętną, a jemu poprawia się dzięki wierze w tą substancję. Siłę tak rozumianego efektu placebo jesteśmy w stanie bardzo praktycznie mierzyć i generalnie rzecz biorąc – im bardziej rozbudowany rytuał towarzyszący podaniu substancji, tym lepiej. Tak więc duża pigułka zadziała lepiej niż mała, czerwona lepiej niż niebieska, zastrzyk lepiej niż pigułka. Pigułka podana przez osobę w stroju lekarza zadziała lepiej niż pigułka podana przez osobę w stroju pielęgniarki, nie mówiąc nawet o osobie ubranej “po cywilnemu”.

Takie placebo faktycznie działa i jest mierzalne. Jest tylko jeden drobiazg, który nie jest zwykle wspominany: takie placebo działa doskonale, ale jedynie na wskaźniki subiektywne (w tym ból, który jest subiektywnym uczuciem). Innymi słowy, po placebo pacjent będzie się czuł lepiej, będzie uważał, że jest zdrowszy, ale obiektywne wskaźniki medyczne może mieć nawet gorsze. Np. astmatycy po placebo uważają, że są zdrowsi i że oddycha im się lepiej, ale pomiar poziomu płynu w płucach (jedno z ważnych kryteriów diagnostycznych w astmie) nie pokazuje żadnej poprawy.

Oczywiście, nie należy lekką ręką skreślać subiektywnej poprawy. Może być ona bardzo cenna, zwłaszcza w przypadku chorób przewlekłych i nieuleczalnych. Jednocześnie subiektywna poprawa, bez odpowiedniego nadzoru, może skłonić do rezygnacji z terapii dającej szanse na obiektywną poprawę, albo do wystawiania się na nadmierne obciążenia, groźne w sytuacji braku realnej poprawy. Przez analogię – istnieje zaburzenie neurologiczne prowadzące do zaniku uczucia bólu. Osoby nim dotknięte regularnie łamią sobie kończyny, raz za razem, nie pozwalając im nawet dobrze się zrosnąć. Brak sygnału alarmowego, jakim jest ból, prowadzi ich do pogłębiającego się kalectwa.

b) Pokrewnym przejawem placebo jest efekt warunkowania – zwykle dotyczący również subiektywnego odczucia, choć nie ograniczający się do niego. W dużym uproszczeniu – organizm może zostać nauczony, że ilekroć połykasz określoną pigułkę, o określonym kształcie, po kilku minutach ma produkować więcej określonej substancji (dokładnie tak samo, jak zapach jedzenia może automatycznie skłonić go do produkowania dodatkowej śliny). Ten proces wymaga jednak, aby pacjent najpierw przez odpowiednio długi okres czasu przyjmował prawdziwy lek i oczywiście dotyczy jedynie tych leków, które prowadzą do produkcji substancji, które organizm jest sam z siebie wygenerować.

Ten rodzaj placebo jest jednym z dwóch głównych występujących u małych dzieci i u zwierząt.

c) Kolejnym zjawiskiem, które klasyfikuje się do kategorii placebo jest błędna diagnoza wstępna, która nie uzyskuje potwierdzenia w diagnozie po terapii. Taki pacjent “na papierze” zdrowieje, natomiast w rzeczywistości nigdy nie był chory.

d) Pokrewnym zjawiskiem jest “placebo lekarza”. Wiele wskaźników diagnostycznych może być wieloznacznych i interpretowanych w świetle szerszej diagnozy. Lekarz, który wierzy, że pacjentowi się poprawia dzięki stosowanej terapii, może takie wskaźniki interpretować jako dowodzące poprawy. Co istotne, nie musi być świadomy tego zniekształcenia oceny. M.in. dlatego w terapii stosuje się, w miarę możliwości, tzw. podwójnie ślepe próby, czyli badania w których ani pacjent ani lekarz oceniający jego postępy nie wie, czy podawana jest substancja czynna czy obojętna.

Test tube

e) W podobny sposób sam pacjent może chcieć sprawić przyjemność lekarzowi i zgłaszać poprawę.

f) W przypadku dzieci i zwierząt występuje też zjawisko znane jako “placebo-by-proxy”, co luźno można przetłumaczyć jako “placebo-przez-pełnomocnika”. Polega ono na tym, że opiekunowie dziecka lub zwierzęcia, wierząc w skuteczność nieaktywnego leku, relaksują się i uspakajają gdy zostaje on podany ich podopiecznym. Dziecko lub zwierze wyłapuje to uspokojenie się i samo się uspokaja, co przez rodziców odczytane jest jako dowód na zadziałanie leku.

g) W końcu** należy wspomnieć o jeszcze jednym efekcie. Pewien procent pacjentów po prostu zdrowieje, bez żadnej terapii. Ot, ich organizm okazuje się wystarczająco silny (lub, niekiedy, wystarczająco słaby) i pokonuje chorobę. Czysta statystyka – niewiele jest chorób, które są w 100% śmiertelne i absolutnie nieuleczalne bez odpowiedniej terapii (co istotne, jeśli już są, w ich wypadku efekt placebo nie zachodzi). Gdyby takie choroby istniały – ludzkość wyginęłaby, zanim zdołalibyśmy wyrobić sobie na nie odporność.

**no, tak naprawdę skracając, bo możnaby do tej listy dodać jeszcze wiele rzadszych procesów, ale trzymajmy się najistotniejszych

To zaś oznacza, że pewien procent chorych wyzdrowiałby niezależnie od jakiejkolwiek interwencji. Nie przez “moc ich umysłu” czy cokolwiek innego, a przez zwykłe szczęście. Szczęście czy to na loterii genetycznej (np. pewna wrodzona odporność), czy to życiowej (np. zarażenie mniej zjadliwą odmianą choroby), ale po prostu zwykłe, ślepe szczęście. Wiem, trudno się z tym pogodzić, w końcu jesteśmy ludźmi, “zwieńczeniem ewolucji” i w ogóle, ale skoro tak to działa u zwierząt, czemu u nas miałoby działać jakkolwiek inaczej?

Taka grupa pacjentów, tzw. “no treatment” także podpada pod kategorię placebo. (Choć w niektórych badaniach, dla ich wyizolowania, wydziela się także tą trzecią grupę. Oczywiście tylko wtedy, gdy jest to etycznie możliwe do usprawiedliwienia.)


Jak więc widać, efekt placebo to coś nieco bardziej złożonego niż “worek do którego naukowcy wrzucają niewyjaśnione uzdrowienia”. Faktyczny efekt placebo, rozumiany jako skuteczne zmiany subiektywnych odczuć po obojętnym leku, owszem, istnieje, ale dotyczy, no właśnie, subiektywnych odczuć, nie zaś obiektywnego zdrowienia. Mam nadzieję, że ten artykuł przyczyni się do lepszego zrozumienia tematu i unikania błędnych nadinterpretacji tego, czym placebo jest, a czym nie jest.


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis