Przy okazji Anty-Guru dostałem wiele nowych wiadomości n.t. syfu dziejącego się na polskim rynku. Zgodnie z zapowiedzią, nie chcę ujawniać o kogo chodzi – zwłaszcza, że większość tych mechanizmów pojawia się niestety w wielu firmach – ale za zgodą piszących pozwolilem sobie umieścić dwa przykładowe listy (nieco przycięte, dla zachowania anonimowości osób piszących), jakie otrzymałem w tym roku, w ciągu zaledwie kilku tygodni. Obydwa dotyczą polskiego światka rozwojowego. Pierwszy jest nieco lżejszy (choć wciąż wredny), drugi sięga do naprawdę paskudnych rzeczy – a i tak część najgorszych syfów została wycięta na prośbę autora). To przykład informacji, które dochodzą do mnie regularnie – takie i gorsze – n.t. naszego rynku. Rzadko kiedy dostaję przy tym zgodę, jak w tym wypadku, na przynajmniej częściowe takich informacji ujawnienie. Czysto praktycznie – ludzie nie chcą wracać do doświadczonego syfu, zwłaszcza, że często wiąże się z tym sporo wstydu, złości czy bezsilności. Niewiele osób ma siłę by podzielić się takimi informacjami, a tym bardziej zgodzić się na publikację, ku przestrodze innych – i bardzo to doceniam.


List 1

„Chciałabym podzielić się informacjami które posiadam, co do funkcjonowania firmy XY. Sądzę że im więcej osób będzie wiedziało o stosowanych tam praktykach, tym mniej da się naciągnąć.

Zgłosiłam się tam na „praktyki”. Początkowo miały polegać na pomocy w organizacji warsztatów weekendowych. Trzeba było prowadzić przygotowania przez prawie cały piątek do 23-24, a później przyjść w sobotę na 8 i znowu do 23, w niedzielę tak samo. Uzasadnieniem była chęć przygotowania szkolenia na jak najwyższym poziomie. Zadania polegały, oprócz zwyczajnych czynności, na ustawieniu krzeseł co do centymetra w równych rządkach, jak na sali wykładowej, dodatkowo według odcieni obicia krzeseł, tego typu zajęcia pochłaniały większość czasu. W szkoleniach uczestniczy zazwyczaj kilkadziesiąt osób, chociaż bywają takie na które zgłasza się kilkanaście, ale w ostatnich uczestniczy już kilkaset.

Wszystko wygląda klasycznie, jak w opisanych przypadkach – darmowe lub tanie szkolenia służą przekonaniu o konieczności uczestniczenia w coraz droższych i dłuższych warsztatach. Ludzie dzwonili po nich w jakimś amoku, wykupywali szkolenia po 10 000 zł (jak można ocenić efektywność szkoleń po jednym jedno lub dwudniowym szkoleniu?). Niektórzy zobaczyli mechanizm i wprost przyznawali się, że chcą wziąć udział w szkoleniu tylko po to… żeby tak samo zarabiać na szkoleniach (coś w rodzaju piramidy finansowej).

Szybko miałam dostęp do większości informacji dotyczących działalności firmy – finansowych i instrukcji postępowania (w związku z czym uważam, że zarządzający nie zdają sobie sprawy z nieetyczności swojego postępowania, nie uważają daleko idącej manipulacji i ostrej sprzedaży za coś niewłaściwego, bo by to ukryli przed własnymi współpracownikami). W instrukcji prowadzenia warsztatu, obok przygotowania sali i jedzenia, były punkty dotyczące sprzedaży podczas szkoleń – minimum 6 razy należy wspomnieć o innych produktach firmy, na przerwach aktywna sprzedaż produktów.

Na wstępie dostaliśmy przykazanie, żeby być miłym dla uczestników i przede wszystkim namawiać ich do kupienia szkoleń, „praktykanci” z dłuższym stażem dostają za to wynagrodzenie od sprzedaży (czyli de facto są sprzedawcami udającymi bezinteresownych uczestników).

(…) Oczekiwano, że będę przychodzić kilka dni w tygodniu i wykonywać normalną pracę w zamian za szkolenia, które miałam organizować. Uznałam, że praca przez 12 godzin na dobę przez 2-3 dni z rzędu to za dużo, nie mówiąc o pracy  w tygodniu. Do tego doszła obsługa marketingu firmy, wymagająca dodatkowo pracy przez 2-3 godziny każdego dnia, 7 dni w tygodniu. Powiedziałam, że potrzebuję wynagrodzenia finansowego bo nie będę miała czasu na inną pracę przy takiej ilości zadań(co nie spotkało się ze zrozumieniem, bo firma nie ma takich dużych przychodów żeby płacić pracownikom, ale na jedno szkolenie weekendowe za 500 zł zapłaciło 250 osób). Zatrudniano więc osobę pracującą od 7 do 19 codziennie, a często do późnej nocy, praktycznie bez przerwy. Podczas urlopu miała jedynie odbierać telefony (około 40 dziennie) i maile (100-150 dziennie) i to wszystko za 2500 brutto (może dostawała jakieś bonusy, o których nie wiem). Tygodniowo ta dziewczyna pracowała niekiedy po 100 a nawet więcej godzin (etat to 40 godzin + max 8 nadgodzin). Tymczasem właściciel firmy zgarniał większość dla siebie, przychodził do firmy na kilka godzin, obnosił się z luksusowym stylem życia.

Jedno wydarzenie ostatecznie przesądziło o moim odejściu. Wtedy stwierdziłam że lepiej będzie poszukać po prostu pracy za którą będę dostawać pieniądze niż płatnej w szkoleniach na których głównie prowadzona jest sprzedaż (w końcu trzeba opłacić mieszkanie, jedzenie, ubranie.. a to nie pojawi się z powodu chodzenia na szkolenia). Uważam za dziwne samo to, że właściciel tego nie rozumiał, trochę jakby był na ciągłym haju, uśmiechnięty i nie przejmujący się doczesnością. (…)

Dziewczyna dostała urlop, chyba 1 w roku. Na urlopie musiała odpisywać dalej na większość maili i oddzwaniać do klientów „bo co to za problem?” jak powiedział właściciel.  Wtedy stwierdziłam, że nie chcę pracować w takiej firmie nawet jeśli by mi dużo płacili – a przecież nie płacili w ogóle. (…) Jest też chodzenie po węglach, spotkania na uczelniach, charytatywne szkolenia z których dochód przeznaczony jest na dobre cele – a de facto chodzi tylko o przyciągnięcie większej liczby klientów.

W taki sposób dla tej firmy pracuje bardzo wiele osób (kilkanaście na pewno, może kilkadziesiąt, bo szkolenia są w różnych miastach w całej polsce), dążeniem właściciela jest to, żeby nie musiał więcej pracować a tylko zbierać pieniądze za szkolenia prowadzone przez swoich wiernych uczniów.

Niektóre osoby muszą odpracować szkolenia  a godzina pracy, czyli wykonywania różnych poleceń i aktywnej sprzedaży, wyceniona została na 10 zł. Uważam całe funkcjonowanie firmy za nieetyczne. Oparta jest na chęci sprzedaży produktów, pod przykrywką rozwoju osobistego.

Zastosowano wobec mnie techniki akceptacji (pod warunkiem że będę pracować za darmo), straszenia (typu jeśli nie będę się rozwijać to moje głębokie ja się nie ujawni,), wykorzystanie mojej chęci pomocy innym, poczucia obowiązku, nadziei na pozytywną zmianę, poczucia związku z innymi (kiedy zostawałam do późna żeby pomóc dziewczynie która siedziała nad ulotkami na następny dzień).

Cieszę się jednak, że zamiast żyć mrzonkami przedstawianymi przez różnych pseudo-mędrców miałam okazję blisko współpracować z jednym z nich i poznać część mechanizmów stosowanych żeby wydobyć pieniądze z ludzi, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji.”


List 2

„Ok, no to przyszedł czas na spowiedź. Od razu zaznaczę – nie jestem z YZ (właściciel firmy) w przyjacielskich stosunkach, choć też nie jesteśmy wrogami. Wciąż żywię do niego sporo urazy. Pewnie jest to jednym z powodów, dla których wciąż mam potrzebę wyrzucenia tego całego syfu z siebie. Część z tych informacji będzie osobistych. Zaznaczę też, że wszystko to co jest związane ze mną i moimi doświadczeniami, jest prawdą. Jeśli chodzi o informacje od innych osób, które zapewne będą wplecione w tekst – mimo swojego przekonania o ich prawdziwości – nie dam głowy ściąć.

Zacznę od rzeczy, która uderzyła mnie najbardziej, jeśli chodzi o potraktowanie klienta, który to odważył się skrytykować YZ szkolenie. Otóż to, swego czasu YZ robił ceremonie, z użyciem psychoaktywnych roślin, pomimo swojego braku „szamańskich” uprawnień ku temu. Ja osobiście nie brałem w nich udziału, lecz nasi wpólni znajomi – owszem. Podczas jednej z takich ceremoni, był obecny chłopak, który odważył się skrytykować poziom szkoleń YZ z NLP. Kiedy wszyscy już byli na ‚haju’, YZ zaczął wkręcać temu chłopakowi, iż ten był pedofilem w poprzednim wcieleniu i dlatego w tym tak się ze sobą męczy. Ponadto zmanipulował grupę tak, aby potwierdzała jego słowa i ten chłopak naprawdę w to uwierzył. Skończyło się to tym, że chłopak miał przez dłuższy czas niezły spadek wiary w siebie i trochę czasu mu zajęło, aby to sobie odkręcić w głowie. Usłyszałem o tym od tego chłopaka i 2 innych osób, które uczestniczyły w ceremonii. Nie wytrzymałem i napisałam do YZ, czy jest to prawdą , (zaznaczając przy tym, że wiem to od innej osoby, niż tego chłopaka)- YZ oczywiście wszystkiemu zaprzeczył ale zaraz po tym, wysłał do tego chłopaka plik wiadomości z obelgami i jawnymi pogróżkami. Zresztą nie był to pierwszy raz, kiedy YZ komuś groził – już wcześniej zdarzało mu się grozić jakiemuś młodemu chłopakowi, który niezadowolony ze szkolenia, chcial za nie zwrot kosztów.

Kolejną sprawą, która mnie uderzyła było chodzenie po ogniu, które YZ organizował w ramach eventu <Zajebista Nazwa Eventu> – parę osób miało poparzone nogi po tym ogniu, jedna do takiego stopnia, że przyjechała po nią karetka. Myślisz, że on coś sobie z tego zrobił? – powiedział że, same są sobie winne, bo widocznie nie słuchali go uważnie i generalnie event udał się wyśmienicie..

Kolejny wielki temat to KOBIETY. O uwodzeniu klientek przez YZ wiedzą już chyba wszyscy, więc nie będę się rozpisywać ale napiszę trochę o wpółpracownicach YZ. Fakty są takie, że każda jedna menagerka kończy współpracę z YZ, po najwyżej pół roku. Pierwsza z nich, została zaproszona przez YZ na rozmowę kwalifikacyjną do pokoju hotelowego, gdzie ww czekał przy blasku świec z butelką wina. Dziewczyna jednak nie dała się uwieść i została co prawda zatrudniona ale YZ mimo wielkich obietnic, zrobił z niej sobie dziewuszkę typu: ‚przynieś, podaj, pozamiataj’. Kolejną juz udało mu się uwieść ale zwolnił ją po krótkim czasie ponieważ to uwiedzenie było równoznaczne ze zdradzeniem swojej narzeczonej. Szybko nawiązał współpracę z kolejną, z którą się na krótko związał. Dziewczyna po paru miesiącach oczywiście odeszła, mając dość obietnic bez pokrycia i uwłaczającego traktowania. Kolejna również pracowała krótko ale dlaczego? – tego już tylko możemy się domyślać. Ponadto normą u YZ było uwodzenie klientek a robi skutecznie – potrafił rozpalać energię seksualną w kobietach, które te mylnie biorą za miłość do jego osoby. Następnie YZ zatrudniał za darmo te dziewczyny, które pomagały, przynosiły, zamiatały aż do czasu stracenia nadziei na związek z guru.

Ponadto z rzeczy, które zakrawają o pomstę do nieba należą: przywłaszczanie sobie czyiś sentencji i podpisywanie się pod nimi swoim nazwiskiem.

To było również przepracowywanie trudnych tematów z klientami przez pseudo, nie wykwalifikowanych do tego asystentów, którzy stawali się nimi po przejściu jednego 3dniowego szkolenia np.

To było placenie ogromnych kwot za szkolenie, które się odbywało w ciaśniutkim pomieszczeniu.

To bylo niepłacenie za wynajem, w przypadku odwołania szkolenia po czasie i takie manipulowanie, że wynajmująca osoba, prawie że przepraszała, za to że odważyła się jakkolwiek skrytykować YZ za brak uczciwości.

To również dziesiątki pomniejszych manipulacji, kłamstewek, budowania swojego imienia, kosztem wielu jednostek. Ufff.. Z pewnością jest tego cała masa więcej jeśli chodzi o inne osoby, a i w moim przypadku zdążyłem już o wielu rzeczach zapomnieć.

Tak sobie myślę, że wiekszość złych rzeczy jakie wyrządza YZ, to rzeczy subtelnej materii – uderza w psychikę, mało jest w tym pewnej namacalności (nikogo nie pobił na szkoleniu, nie zgwałcił fizycznie, nie oszukał jawnie etc.) Ale chyba tymbardziej trudno z tym walczyć – większość ‚ofiar’ siedzi cicho, bo gdyby miała ujawnić krzywdy, musiałaby również pokazać kawałek swojego wnętrza, swoje problemy itp.

Ok, muszę kończyć. Wierzę, że nie wykorzystasz tych informacji, ku niczyjej zgubie..

Pozdrawiam,”


Cóż mogę rzec, poza – witajcie w moim świecie i w rozwoju, jaki ja – przy świadomości dużej wartości tam skrytej – widzę na codzień?

Nie cały rozwój tego jest. Ale jest tego dużo. I póki będziemy się godzili na milczenie w tych kwestiach, sytuacja specjalnie się nie zmieni.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis