Jakie czynniki wpływają na przewlekłość problemów?

“Od zawsze” wspominam, że żaden coach czy terapeuta nie jest cudotwórcą. Nikt nie ma 100% skuteczności. Ba, niestety realna skuteczność najlepszych dostępnych nam narzędzi jest, w przypadku wielu problemów, poniżej pięćdziesięciu procent. Nawet stosując najlepsze dostępne narzędzia, czasem po prostu nie jest to wystarczające.

(Ważne zastrzeżenie: realna skuteczność jest tu rozumiana jako pełne rozwiazanie problemu. Jeśli patrzymy z perspektywy osłabienia objawów to skuteczność psychoterapii czy coachingu będzie tu wyraźnie większa, choć wciąż daleko jej do 100%. Skuteczność też zwykle rośnie wraz z długością interwencji.)

Niestety, czy to się komuś podoba, czy nie, pracujemy na żywym organizmie. Wpływamy na drugą osobę, która jednak też może nas np. źle zrozumieć, nieodpowiednio zinetrpretować nasze sugestie czy pytania, albo po prostu z jakiegoś powodu odrzucać dane rozwiązanie. Choć możemy mieć zrozumienie tego jak generalnie działa dany problem, u konkretnej osoby mogą wystąpić specyficzne czynniki zniekształcajace, których możemy nie wychwycić lub nie mieć w ogóle pojęcia o tym, że akurat takie czynniki mogą wystąpić. Możemy też czysto po ludzku popełnić jakiś błąd.

To powiedziawszy, ambicja pozostaje. (Niektórzy mogliby powiedzieć “pycha” i mieliby racje, ale co tam, mój blog, używamy terminów bliższych mojej próżności :P )

Ambicja by jednak te efekty były. Jasne, na czas danej pracy z klientem trzeba je wyłączyć – to cel niezależny od nas w 100% i trzymanie się go osłabiłoby skuteczność naszej interwencji. Jednak patrząc na całokształt pracy jest silna ambicja by było lepiej, by skuteczność była jak najbliższa tego 100%.

Z tego też względu poświęcam dużo uwagi analizom tego co w sesjach wydaje się działać, a co nie. Oczywiście to luźne obserwacje kliniczne, dlatego łączę to z poznawanymi badaniami, cały czas będąc skupionym na czynnikach, które wydają się wpływać na efektywność. Mając to wszystko na uwadze udało się mi zidentyfikować kilka czynników, które wydają się mieć duże znaczenie dla długoterminowej efektywności zmiany.


1. Postrzeganie danej kwestii jako sztywnej vs możliwej do zmiany

Jeśli postrzegamy daną cechę jako coś stałego, coś, co nam się po prostu przydarzyło i nie mamy nad tym kontroli, to jakikolwiek proces zmiany będzie, automatycznie, sabotowany. Będziemy wkładać dużo mniejszy wysiłek w działania, które mogłyby tą cechę zmienić, oczekując ewentualnie, że ktoś zmieni nas „za nas”, z zewnątrz.

Oczywiście, samo zakładanie, że dana cecha jest możliwa do zmiany nie daje nam gwarancji sukcesu. Zdecydowanie jednak zwiększa szanse na to, że zaangażujemy się aktywnie w działania służące zmianie.


2. Fiksacja na zmianie

Jeden trend, który zaobserwowałem u wielu klientów z przewlekłymi problemami, to fiksacja na nieco bezmyślnym wykonywaniu ćwiczeń. Najczęściej wybierają sobie jedno-dwa narzędzia (spośród dużo szerszej gamy) i próbują niejako „przesiłować” swój problem, stosując dane narzędzie w kółko, często poświęcając na nie bardzo dużo czasu (zdecydowanie więcej, niż jest sugerowane), zwykle z wykluczeniem innych obszarów życia.

Co więcej, sugestia, że to nie jest zbyt zdrowy układ i że powinni jednak zadbać o inne elementy życia spotyka się zwykle z dużym oporem. Niektórzy wskazują na skalę problemu i to jak ważny jest dla ich życia, inni przedstawiają inne powody. Z jednej strony jest to zrozumiałe – te przewlekłe problemy faktycznie są czymś dużym w życiu takich osób i moim celem nie jest bynajmniej ich pomniejszanie. Ale z drugiej strony powtarzalnym wzorcem wydaje się być to, że osoby które jednak nieco „wyluzują” i zrównoważą taką pracę nad sobą innymi elementami życia dużo skuteczniej radzą sobie też z problematycznymi kwestiami, niż te, które „skupiają się” tylko lub głównie na pracy nad sobą.


3. Narzędzia zmiany jako narzędzia relaksu

Poprzednia kwestia wydaje się być powiązana z ciekawymi danymi, które trafiłem w kilku badaniach. Wydaje się, że osoby spięte mają dużo mniejsze szanse na zmianę nawyków poznawczych, ich płaty czołowe dosłownie mają zaburzone połączenie do struktur, które byłyby potrzebne do zmiany.

Moja hipoteza jest następująca – część klientów z przewlekłymi problemami ma na tyle rozbudowane napięcie w codziennym funkcjonowaniu, na tyle silne poczucie zagrożenia, że wszelkie ćwiczenia które robią służą im przede wszystkim jako narzędzie relaksu. Dlatego też ćwiczenia te dają im tymczasową ulgę, ale nie przekładają się na długoterminową zmianę. Efekt, który uzyskują to chwilowa zmiana samopoczucia (dzięki relaksowi), ale nie głębsza zmiana postawy, bo do tego powinni tak naprawdę zaczynać zmianęod stanu silnego relaksu.

To zresztą jedna z rzeczy, którą zacząłem klientom sugerować – rozpoczęcie procesu pracy nad sobą od intensywnego relaksu i dopiero przejscie do konkretnych ćwiczeń.


4. Szukanie dowodów na brak zmiany vs szukanie dowodów na zmianę

Kolejnym z wzorców, które wydają się pojawiać u klientów skutecznie przepracowujacych przewlekłe problemy, a których brak u majacych takie kłopoty, jest szukanie dowodów na zmianę.

Rzadko kiedy zmiana wystąpi w formie jednej, gwałtownej, stuprocentowej transformacji. Zwykle zmiana jest stopniowa. I tu możliwe są dwa główne podejścia:

a) dostrzegam co już się zmieniło i traktuje to jako motywację do dalszej zmiany,

b) dostrzegam co jeszcze się nie zmieniło i traktuje to jako demotywator do zmiany.

Dla jasności, nie sugeruje, żeby wmawiać klientowi zmianę czy zmuszać go do szukania zmiany tam gdzie jej nie ma. Jest jednak wyraźna poznawcza różnica między skupieniem na tym, jakie zmiany zaszły, a skupieniem na tym, co jeszcze zmianie nie uległo. Tak w moich obserwacjach, jak w obserwacjach kolegów po fachu wydaje się to mocno przekładać na długoterminową skuteczność interwencji.


5. Zaangażowanie między sesjami

Bardzo wyraźny wzorzec. Klienci pytający między sesjami, szukajacy rozwiazań, wskazujący na wątpliwości, mają dużo lepsze wyniki niż ci, którzy czekają do kolejnej sesji lub kontaktu coacha/terapeuty by sprawdzić zmiany.


6. Dziwna kwestia celów

Jedna z kwestii bardzo często powracających w moich obserwacjach. Zdecydowanie jest coś w kwestii klientów z przewlekłymi problemami i doborem celów zależnych od siebie. Bardzo często pojawia się tam niezrozumienie, bardzo często ta kwestia jest zupełnie ignorowana gdy o nią pytam.

Może to być oczywiście kwestia moich błędów w tłumaczeniu tematu. Jednocześnie coś mi sugeruje, że może tu być też jakaś głębsza kwestia, jakiś więkzy problem, którego rozwiązanie mogłoby wiele zmienić w kwestii przewlekłych problemów.


7. Kwestie statusowe

Bardzo duży procent moich „przewlekłych” klientów mocno by skorzystał z obniżenia swojego statusu, z nauki traktowania statusu jako gry… Ale też bardzo, bardzo mocno się przed tym opiera. Wydaje się, że akceptacja swojej ułomności i niskiego statusu jest bardzo kluczową kwestią do zmiany w wielu obszarach.


I to na razie tyle. Na pewno nie wyczerpuje to tematu, ale ogarnia przynajmniej część z czynników, które przekładają się na przewlekłość pracy i może daje Wam pewne sugestie czy do pracy nad sobą, czy z własnymi klientami.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis