Jak to jest z tą śmiercią kliniczną i doświadczeniami na krawędzi śmierci?

Powołując się na badania często spotykam się z zarzutem, że pewnych rzeczy trzeba doświadczyć, by móc o nich mówić. Oczywiście, nie zgadzam się z tym – z własnego doświadczenia trudno jest trafnie wnioskować. Tym niemniej, cóż, akurat śmierć kliniczną zaliczyłem. Nawet dwa razy pod rząd.

Przyznam, żałuję, że byłem wtedy dużo młodszy – dzieciak w 6 czy 7 klasie podstawówki. W takim wieku wgląd jest nieco mniejszy, trudniej zidentyfikować pewne doświadczenia. Dziś opis tej sytuacji byłby pewnie nieco pełniejszy. Ale tak, zdarzyło mi się zejść, dwukrotnie, na stole zabiegowym.


Zabiegowym, a nie operacyjnym, bo to był przykład takiego banalnego, ale potencjalnie śmiertelnego błędu w procedurze. Miałem wycinane wyrywane (srsly, inaczej tej procedury nie da się opisać) migdałki. Ze znieczuleniem miejscowym. Od lat miewałem ostre migreny, jak się okazało z niedotlenienia związanego z powiększonymi migdałkami i trzeba je było usunąć.

W szpitalu w którym miało to miejsce sprawdzono mój status uczuleniowy na absolutnie wszystko. Wszystkie podawane przy zabiegu środki znieczulające, itp. Żadnych problemów.

No, za wyjątkiem jednej rzeczy, jakiejś substancji używanej przy czyszczeniu czy konserwacji narzędzi chirurgicznych. Jak się okazało na tą jedną rzecz byłem uczulony i to mocno. Na tyle mocno, że gdzieś pomiędzy drugim, a trzecim wyrywanym migdałkiem, odpłynąłem. A moje serce zrobiło strajk.


Chciałbym tu móc opowiedzieć jakąś barwną historię o tym jak to trafiłem do tunelu białego światła, unosiłem się nad krzesłem zabiegowym albo jeszcze coś podobnego… Ale prawda jest taka, że po prostu odpłynąłem… Po jakimś czasie wróciłem – siedzialem też zdaje się na krześle, już chyba w innym miejscu, a wokół mnie krzątały się pielęgniarki. I po chwili odpłynąłem znowu – jak rozumiem to była druga sytuacja w której stanęło mi serce. Potem pamiętam dopiero budzenie się na oiomie, z bolącym gardłem (znieczulenie miejscowe zeszło) i cios w policzek od lekarza na uspokojenie, bo mocno płakałem. (Znieczulenie miejscowe zeszło, a to wyrywanie bolało nawet przy znieczuleniu! No i właśnie mi serce stanęło dwukrotnie, to też lekki szok dla organizmu.)  Ponoć cały zabieg zajął koło sześciu godzin, gdy normalnie zajmował może godzinę-półtorej. (A i tak trzeci migdał musieli mi dodatkowo wyrywać parę dni później – tak, tak, nie skończyli wtedy.)

Ogólnie, wspomnienie niezbyt przyjemne, natomiast zupełnie pozbawione jakichś nadnaturalnych elementów czy doświadczeń. Najbliższe nietypowemu jest zdysocjowane wyobrażenie/wspomnienie siebie na krześle i pielęgniarek wokół, ale to wspomnienie przywoływane tyle razy, że zostało już potężnie nadpisane przy kolejnych aktywacjach.


Co ciekawe, gdy podaję ten przykład, z własnego doświadczenia, zwolennicy tego, jak to doświadczenia na krawędzi śmierci dowodzą istnienia duszy zawsze znajdują jakieś uzasadnienie. Byłem zbyt sceptyczny, dlatego nic nie doświadczyłem (mialem -naście lat i wierzyłem w różne bzdury, sceptykiem zostałem naście lat później). Nie byłem gotowy (nieważne, że nie wiedzą nic na mój temat z tego okresu… nie doświadczyłem, to nie byłem gotowy). Uzasadnienie zawsze się znajdzie, natomiast podobne podejście rzadko kiedy jest stosowane wobec osób, które twierdzą, że na krawędzi śmierci doświadczyły czegoś niezwykłego.


Bo faktycznie, takie zdarzenia na krawędzi śmierci potrafią dawać niezwykłe przeżycia. Tyle tylko, że sednem jest interpretacja tych przeżyć i ich znaczenie. Czy mówią nam coś o życiu po śmierci, istnieniu duszy i podobnych kwestiach? Czy może raczej coś o tym jak działa ludzki mózg?

Nie potrzebujecie być jasnowidzami by przewidzieć, które z tych wyjaśnień jest bardziej prawdopodobne ;)

[

Jak ma wyglądać takie doświadczenie na krawędzi śmierci (NDE – Near-Death Experience)?

Niektóre osoby, które doświadczyły sytuacji na krawędzi śmierci – najczęściej u poważnie chore i/lub wymagające resuscytacji – doświadczają też nietypowego stanu. Powtarzające się elementy tego stanu to poczucie spokoju i/lub ekstazy, wrażenie bycia poza ciałem (czasami też wyobrażenie otoczenia poza ciałem), często wrażenie ciemnego tunelu zmierzającego w kierunku światła, interpretowanego popularnie jako bliskie zmarłe osoby i/lub bóstwa. Wszystko kończy się nagłym poczuciem powrotu do ciała, a przebieg całego procesu wydaje się być bardzo silnie powiązany z kulturowymi przekonaniami osoby. (Chrześcijanie przeżywają takie doświadczenia inaczej niż Taoiści, dla przykładu.)


Występowanie samego NDE nie jest czymś, co budziłoby jakieś szczególne wątpliwości. Jest to na tyle częste zjawisko, że możemy jasno stwierdzić – w pewnych warunkach ludzie mają określoną szansę na doświadczenie czegoś podobnego.

Pytanie brzmi – co z tego wynika. Jakie wnioski możemy wysnuć z występowania takiego zjawiska?


Dla osób ze środowisk okołoezoterycznych, NDE stanowią przede wszystkim argument za istnieniem duszy, a więc, pośrednio, także innych rzeczy, w które wierzą. Faktycznie, gdyby okazało się, że nie da się tych zjawisk wytłumaczyć w oparciu o działanie mózgu, byłby to silny argument za istnieniem niematerialnego aspektu świata, co nieco uwiarygadniałoby inne koncepcje takie jak bioenergia, telepatia, czy podobne rzeczy.

Tyle tylko, że jest tu bardzo duże „gdyby”.


Wszystko wskazuje bowiem na to, że NDE jest po prostu doświadczeniem generowanym przez dogorywający mózg.


NDE z ujęciu neurologicznym

Poczucie wyjścia z ciała (tzw. OOBE, out-of-body experience, doświadczenie bycia poza ciałem) jest już zjawiskiem całkiem solidnie przebadanym i relatywnie łatwym do wywołania eksperymentalnie. Mamy fragment mózgu odpowiedzialny za wywołanie w nas poczucia bycia osadzonymi w naszym ciele. (Fragment ten jest dość plastyczny – np. dobrzy kierowcy regularnie poszerzają to poczucie na cały swój samochód.) Jesteśmy w stanie ten fragment „zdalnie” wyłączyć, np. przy użyciu leków czy przezczaszkowej stymulacji magnetycznej, uzyskując taki sam efekt. Mamy też błyskotliwe eksperymenty z kamerą wideo i goglami VR, pozwalające uzyskać efekt OOBE bez bezpośredniej interwencji w funkcjonowanie mózgu. Mamy nawet pacjentów doświadczających OOBE (lub pełnych NDE) podczas ataków padaczkowych.

Zwolennicy ezoterycznej interpretacji NDE wskazują, że pacjenci z NDE są w stanie rzekomo opisać elementy sali zabiegowej, itp. których fizycznie nie mogliby zobaczyć. Wszystkie takie historie są jednak apokryficzne, nieliczne bo nieliczne, ale przeprowadzone faktycznie eksperymenty w tym zakresie nie przyniosły choć jednej pozytywnej obserwacji. (W górnym rogu pokoju zabiegowego na oiomie umieszczano ukryte przedmioty/symbole, po czym przeprowadzano wywiady z osobami, które były tam operowane i deklarowały NDE i oglądanie pokoju unosząc się poza ciałem. Z perspektywy jaką deklarowały, ukryte obiekty byłyby widzoczne, były też na tyle nietypowe, że rzucałyby się w oczy. Żaden nie został zgłoszony.)


Wrażenie tunelu wydaje się być po prostu złudzeniem wizualnym, czy na poziomie oka, czy mózgu, podobne wrażenia są zgłaszane bez NDE.


Pozostałe elementy doświadczenia wydają się być po prostu halucynacjami zachodzącymi w niedotlenionym mózgu. Jak na razie brak choć jednego realnie potwierdzonego elementu NDE, który wymagałby użycia duszy czy podobnego konceptu by go wyjaśnić.


Co jednak ważniejsze-  w 2018 udało nam się uzyskać eksperymentalnie efekt NDE przy użyciu halucynogennego środka DMT. Uczestnicy eksperymentu dostawali raz placebo (i nie mieli takich doświadczeń), a raz DMT (i masowo zgłaszali doświadczenia pasujące do NDE). Badanie było pilotażowe, prowadzone na małej próbie, ale jest pierwszym potwierdzonym przykładem sztucznego wywołania całego doświadczenia na krawędzi śmierci tylko i włącznie przez zmianę funkcjonowania mózgu.

Oczywiście, zwolennicy podejścia ezoterycznego do NDE mogą twierdzić, że halucynogen spowodował wyswobodzenie się duszy, itp… Tyle tylko, że tu pojawia się stara dobra brzytwa Ockhama. Skoro jesteśmy w stanie wyjaśnić cały przebieg NDE w oparciu tylko i wyłącznie o zmienioną aktywność mózgu, to czemu mielibyśmy postulować dodatkowe byty, w rodzaju duszy, dla jego wytłumaczenia? A jeśli postulujemy dodatkowe byty, to czemu akurat kulturowo uwarunkowaną duszę, a nie np. nadświetlne jednorożce terroru? (Białe światło na końcu tunelu to ich róg wycelowany w Twoje serce… I przyśpieszają!)


Co jednak istotne, takie wyjaśnienie NDE nie czyni całej kwestii mniej ciekawą! Przeciwnie, takie wyjaśnienie daje nam wiele ciekawych perspektyw na działanie mózgu, sugeruje szereg ciekawych wzorców eksperymentalnych i pozwala lepiej zrozumieć jak budujemy nasze codzienne doświadczenie.

A to zdecydowanie cenniejsze i ciekawsze, niż niemożliwe do weryfikacji koncepcje ezoteryki…



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis