Ból jest wpisany w życie. Nawet bardzo prymitywne, jednokomórkowe organizmy mogą mieć coś, co uznalibyśmy za prototyp bólu, bodźce na które reagują unikaniem. Im bardziej złożony organizm, tym bardziej złożone takie odczuwanie bólu. Co istotne, dotyczy to wszystkich organizmów, nie tylko zwierząt. U roślin również pojawiają się reakcje, które trzeba by określić jako reakcje na ból. Ten fajny zapach świeżo skoszonej trawy? To chemiczny odpowiednik wołania o pomoc, pierwotnie związany z atakiem owadów i mający na celu przywołanie owadów żywiących się ewentualnymi „najeźdźcami”. Inne podobne zapachy mogą służyć jako sygnał dla okolicznych roślin, wywołujący produkcję substancji mających zniechęcić napastników.

Czy czucie bólu oznacza, że rośliny myślą? Raczej nie, a zdecydowanie nie w kategoriach, w jakich zwykle rozumiemy myślenie.

Podobnie z jednokomórkowcami, prostymi zwierzętami (np. owadami czy skorupiakami), a zapewne również zwierzętami bardziej złożonymi.

Czują one ból, owszem. Reagują na niego, bardzo automatycznie. Jednocześnie – i to kluczowa różnica między ludźmi, a zwierzętami – nie czują cierpienia.


Ból jest po prostu sygnałem nerwowym. Zwykle bardzo nieprzyjemnym, choć są od tego pewne wyjątki*. Ma prosty cel, ma być silnym sygnałem dla organizmu „nie rób tego, bo umrzesz”. Dlatego jest tak silny i nieprzyjemny, żeby nie dało się go zignorować. Niestety, niekiedy cały system szwankuje, a sygnały przestają pełnić rolę ostrzeżenia.

*Nie mówię tu nawet o fanach zabaw rodem z podłego fanficu do Twilight/ 50 Twarzy Grey’a, a o zwykłym ostrym jedzeniu.  „Smak” ostry to nie tyle smak, co właśnie sygnał bólu, ale w odpowiedniej dawce jest dla większości ludzi całkiem przyjemny.

Natomiast cierpienie to cała „otoczka” tego sygnału. To obawa przed nadchodzącym bólem i jego wyczekiwanie. To żal i poczucie niesprawiedliwości, rodem z „czemu mnie to spotkało?”, poczucie winy „dlaczego tak się zachowałem”, lęk przed śmiercią, krzywdą bliskich osób, itp. To wszystko potrafi znacznie przerosnąć w skali sam ból i nieporównywalnie pogorszyć poziom życia. Czysto fizjologicznie, może też prowadzić do spotęgowania odczuć bólu, czy to ze względu na efekt nocebo, czy zwykłe fizjologiczne spięcie, sprzyjające silniejszemu odczuwaniu sygnałów bólu.

woman-244179_640

Ból może być czymś potwornym, często jest jednak nieunikniony. Możemy go złagodzić i ograniczyć, ale w jakimś sensie jest od nas niezależny, jest po prostu czymś, co nam się dzieje.

W przypadku cierpienia mamy dużo więcej możliwości. To my je wywołujemy i to my możemy je zmienić. Odpowiednia praca nad sobą, być może ze wsparciem specjalisty, pozwala zredukować lęk przed śmiercią czy przepracować poczucie winy lub niesprawiedliwości. Ból, być może, pozostanie, ale przynajmniej sami nie będziemy go potęgować i wzmacniać. W wielu przypadkach może to być ogromną ulgą.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis