Graj by przegrać (Play to lose)

Czy zawsze należy dążyć do rozwiązań, które dadzą nam największe korzyści?

W ostatnich latach mocno angażuje się w tzw. LARPy, rodzaj gry towarzyskiej, którą można by porównać do grupowego teatru, takiego w którym wszyscy są jednocześnie aktorami i widzami, płynnie tworzącymi określoną sytuację. Same w sobie LARPY są ciekawym tematem i poświęcę im kiedyś wpis – albo kilka. Jednocześnie w ramach LARPowania spotkałem się z kilkoma ciekawymi koncepcjami i ten wpis chcę poświęcić jednej z nich: filozofii „play to lose”/”graj by przegrać”.

Są ludzie, którzy grają by wygrać. (Jak pięknie demonstruje College Humor.) Są ludzie, którzy grają „przy okazji”, doceniając głównie aspekt towarzyski.

Ci pierwsi angażują się w grę, jednocześnie starając się ją optymalizować. Ci drudzy nie optymalizują, ale też nie angażują się aż tak bardzo.

 

„Graj by przegrać” to inna strategia. Z jednej strony sugeruje ona duże zaangażowanie. Z drugiej – że przegrana (lub przynajmniej wystawienie się na duże ryzyko przegranej) może być czymś dużo ciekawszym. Jeśli bowiem grasz bezpiecznie i trzymasz swoje karty zakryte, możesz mieć większe szanse na zwycięstwo… ale sama gra nie będzie taka ciekawa. Jeśli odgrywasz kogoś z sekretami, możesz je zakopać tak głęboko, że nikt do nich nie dotrze… ale dużo ciekawiej będzie jeśli te sekrety będą cały czas tuż pod powierzchnią, do wychwycenia i rozszyfrowania jeśli tylko ktoś zwróci na nie uwagę. Jasne, jest wtedy duże prawdopodobieństwo, że wyjdą na jaw. Że nie zrealizujesz swoich celów. Ale jednocześnie to ryzyko czyni rozgrywkę dużo ciekawszą.

 

W podejściu rozwojowym dużo zwracamy uwagę na optymalizację. Na uzyskanie najlepszych możliwych wyników. Jest bardzo wiele miejsc, gdzie takie podejście jest supercenne i warto się na nie zdecydować.

Jednocześnie jednak być może warto rozważyć, czy gdzie nie gdzie nie przyda się nam w życiu nieco więcej strategii „play to lose”.

Celowego wybierania opcji suboptymalnych, tylko dlatego, że „przy okazji” może z nich wyjść coś ciekawego.

 

Może nie wyjdzie. Ba, nawet często nie wyjdzie. Po prostu zmarnujesz czas i zasoby.

Często to co wyjdzie tu i teraz będzie nieprzyjemne. Wiele świetnych wspomnień pochodzi z sytuacji, które – w momencie przeżywania – wcale fajne nie były, fajnymi historiami stają się dopiero gdy się skończyły.

Przede wszystkim jednak zachowujesz okazje na doświadczenie pewnych rzeczy, których najłatwiejsza i najpewniejsza ścieżka po prostu by nie umożliwiła.

Tak, podejmujesz ryzyko. Ale zwrot może być całkiem ciekawy.

 

Nie większy. Nie lepszy. To istotne. Nie chodzi tu o kolejną wersję optymalizacji życia i znalezienia super-ultra-optymalnego rozwiązania w grze ryzykiem.

Chodzi o to, by czasem nieco popłynąć, z ciekawości co z tego wyjdzie.

 

Raz skorzystać z innej drogi, nawet gdy nie jest ona optymalna. Sprawdzić inne rozwiązania niż dotychczas, choć mogą one drastycznie źle zadziałać. Zrobić coś, by zamieszać sytuacją, tylko po to, by sprawdzić jaki będzie wynik. Zwłaszcza w obszarach, gdzie normalnie świetnie Ci idzie warto nieco „podkręcić” poziom trudności, rezygnując z preferowanych rozwiązań. Oddając przewagę. Wręcz dając innym fory. W najgorszym razie po prostu poniesiesz solidną porażkę. W najlepszym – będzie naprawdę ciekawie.

 

Co ważne, podejście „play to lose” nie jest w żaden sposób sprzeczne z podejściem racjonalnym. Wciąż możemy racjonalnie oceniać sytuację i rozpoznawać które rozwiązania będą najbardziej efektywne. Po prostu nie zawsze musimy po nie sięgać, jeśli nie okazują się one kluczowe. Bo podejście „graj by przegrać” należy też rzecz jasna stosować z głową. „Play to lose” średnio sprawdzi się w kwestiach matrymonialnych czy w dużych decyzjach zawodowych. Ale już w małych projektach lub ich elementach może dać coś ciekawego.  Nie bez powodu podstawowy kontekst „graj by przegrać” to gra – emocjonująca, ale jednak gra. Przegrana w grze rzadko kiedy ma poważne konsekwencje. Podobnie tutaj, warto wybierać takie obszary, gdzie ewentualne konsekwencje nie będą duże (także dla innych osób). Gdy już je jednak znajdziesz… cóż, czasem warto zadbać o to, by było ciekawiej.

 


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis