Fake Guru, swoista kontynuacja Anty-Guru, to cykl poświęcony nazwiskom popularnym w rozwoju, ale firmującym rzeczy szkodliwe, bezwartościowe lub wprowadzające ludzi w błąd.

Dziś jeden ze stosunkowo najmniej groźnych, ale wciąż wartych przywołania Fake Guru, dr Rupert Sheldrake.

Źródło: Wikipedia

Źródło: Wikipedia

Podkreślam celowo tytuł naukowy Sheldrake’a, gdyż jako jeden z nielicznych Fake-Guru, faktycznie na niego zapracował, w normalnym, akredytowanym uniwersytecie, w dziedzinie powiązanej z tematem, którym się zajmuje.. Niestety, później nieco „zboczył” ze szlaku nauki…


Rupert Sheldrake jest brytyjskim biologiem. Ojciec Sheldrake’a był farmaceutą, a sam Sheldrake studiował biochemię w Cambridge, filozofię nauki na Harvardzie i w końcu doktoryzował się z biochemii znów na Cambridge. Przez kilka lat po zdobyciu doktoratu zajmował się normalnymi badaniami biochemicznymi. Jego badania z tego okresu są dość powszechnie cenione.

Jednocześnie jednak – były wtedy lata 70-te – Sheldrake uległ dość powszechnemu w tamtych czasach zainteresowaniu hinduizmem i medytacja transcendentalną. Pod ich wpływem opuścił Cambridge i udał się do Indii, gdzie pracował w ICRISAT, międzynarodowym instytucie zajmującym się badaniem plonów. W tym okresie coraz mocniej interesował się duchowością hinduską, co doprowadziło go do opuszczenia ICRISAT i spędzenia półtorej roku w aśramie Saccidananda, łączącym duchowość wschodu i zachodu. Niewątpliwie miało to na niego wpływ podczas pisania książki, „Nowa nauka życia” w której, można mieć wrażenie, próbuje połączyć materializm z duchowością wprowadzając koncepcję tzw. pól morficznych. Są to rzekome pola „pamięci”, kierujące rozwojem i zachowaniem roślin, zwierząt i ludzi.

Nie trzeba chyba dodawać, że koncepcja ta nie jest w żaden sposób zweryfikowana naukowo, a sam Sheldrake nie opublikował żadnych badań w pismach typu peer review, które by te koncepcję wspierały. Sam wspominał, że choć część kolegów z Cambridge doceniło tą koncepcję, inni, cóż, mocno z niego podkpiwali w temacie. Nie powinno zaskakiwać, że ludzie doceniający tą koncepcję to np. filozofowie czy lingwiści, a z dystansem przyjęli ją przedstawiciele nauk ścisłych.

Od tego czasu Sheldrake zaczął odsuwać się od faktycznej nauki (rozumianej jako model eksperymentalny, poddany recenzji koleżeńskiej/peer review oraz niezależnej replikacji). Zamiast publikować w pismach typu peer review, wydawał kolejne książki donoszące o coraz to dziwniejszych koncepcjach (np. telepatii psów, czy ulubionym przez niego „poczuciem, że ktoś się na nas patrzy”). Niby przeprowadzał eksperymenty, ale nigdy ich nie publikował w pismach typu peer review (co uniemożliwiało weryfikację metodologii i utrudniało replikację). Tam gdzie replikacja była prowadzona – np. przez Richarda Wisemana, badającego „telepatycznego” psa – nie dawała wskazywanych przez Sheldrake’a skutków.

Z czasem Sheldrake zaczął także występować przeciwko nauce jako takiej, oskarżając ją o dogmatyczny materializm i szereg innych założeń przyjmowanych na wiarę (i ignorując przy tym ogromną ilość dowodów zgromadzonych na rzecz przytaczanych przez niego rzekomych „założeń”). Publikuje i wykłada do dzisiaj, będąc niższej rangi celebrytą w świecie medycyny alternatywnej i pokrewnych działek.


Gdzie tu szkoda?

Główny problem z Sheldrake’iem i jego pracą dotyczy nie tyle jego samego (choć jego dezinformacja n.t. nauki jest szkodliwa), ale zastosowań jego pomysłów. Naukowe konotacje Sheldrake’a – fakt, że faktycznie był naukowcem i to na Cambridge – w połączeniu z pseudonaukowymi pomysłami, które obecnie promuje, są używane do próby uwiarygodniania różnych odlecianych i/lub szkodliwych koncepcji. To konsekwencja specyficznej relacji całego środowiska altmedowo-bioenergetyczno-paranormalnego (Wielkiego Placebo) do nauki. Mieszanka nienawiści i pożądania. Nienawiści – bo często nauka atakuje pomysły tego środowiska. Pożądania – bo ma duży autorytet w społeczeństwie, autorytet, którego Wielkie Placebo rozpaczliwie pragnie. Osoby takie jak Sheldrake (czy u nas np. Majewska) pozwalają na pogodzenie tych sprzecznych pragnień. Oto „dobry” naukowiec, głoszący idee zgodne z Wielkim Placebo (więc nie budzący nienawiści) i dający swoją osobą prestiż nauki dla tych idei (więc spełniający pożądanie). Niestety, takie działania rozwadniają faktyczną naukę i służą promowaniu dezinformacji i szkodliwych idei.


Powrót do strony cyklu.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis