Derailment, czyli zagubienie tego kim jesteśmy

Pod wieloma względami wiedza psychoterapeutyczna wydaje się rozwijać boleśnie powoli. Czasem jednak zdarza się perełka – nowy, ciekawy koncept czy model, który wydaje się niesamowicie trafnie opisywać pewne zjawisko.

Jednym z takich nowych modeli, które rozwijają się w ostatnich latach jest psychoterapeutyczna koncepcja znana jako „Derailment”. Termin ten najlepiej tłumaczyłoby się jako „wykolejenie”, ale w Polsce to słowo ma silnie negatywne konotacje, mocno odmienne od angielskiego „derailment”. Tamto sugeruje bardziej zagubienie, utratę drogi, w Polsce „wykolejenie” jest dużo mroczniejsze i sugeruje stoczenie się, utratę moralności, itp. Dlatego – z tego co wiem nie ma u nas jeszcze opracowań w tym zakresie – zasugerowałbym raczej termin typu „zagubienie”. Albo, nieco szerzej – „zagubienie tego, kim jesteśmy”.

(Uwaga, termin „derailment” pojawia się też w psychiatrii, gdzie oznacza coś innego. Tam odnosi się do zaburzenia myślenia, w którym nasze myśli dość losowo przeskakują z tematu na temat, bez wyraźnych powiązań.)

Derailment/ zagubienie to sytuacja, w której czujemy, że zgubiliśmy kierunek, w jakim chcieliśmy się rozwijać jako osoba. Składają się na nią trzy kluczowe elementy. Po pierwsze, poczucie, że przeszła tożsamość została utracona (często również zastąpiona nową). Po drugie, poczucie i przeświadczenie, że kierunek w jakim obecnie zmierzamy w życiu jest niekompatybilny z tym, kim kiedyś chcieliśmy być. Po trzecie, poczucie braku zdolności (i/lub chęci) do pogodzenia się z tym jak przeszła tożsamość przekształciła się w obecną. Co istotne, zagubienie nie jest zjawiskiem dysocjacyjnym – nie odcinamy się od naszej przeszłej czy obecnej tożsamości. Problemem jest tu brak ciągłości między starą, a nową tożsamością. Poczucie, że gdzieś po drodze wypadło się z torów i zgubiło drogę.

Test psychologiczny mierzący zagubienie sprawdza skłonność badanych do zgodzenia się z takimi sformułowaniami jak „Zaskoczyło mnie kim się stałem”, „Czasem dostrzegam jak się różnie od tego, kim byłem”, „Nie oczekiwałem, że stanę się taką osobą, jaką dzisiaj jestem” czy „Nie czuję się zbyt powiązany z tym, kim byłem w przeszłości.”

 

Co istotne, zagubienie wydaje się zachodzić niezależnie od tego, czy postrzegamy naszą zmianę jako zmianę na lepsze czy na gorsze. Sam brak poczucia ciągłości i spójności naszej drogi wydaje się już być wystarczający do wywołania tego problemu.

Bo zagubienie jest problemem.  Negatywnie przekłada się na poczucie dobrobytu i powiązane z nim czynniki. Sprzyja podwyższonemu stresowi i złemu samopoczuciu. Wydaje się też mieć bezpośrednie powiązanie z ryzykiem depresji. Przy czym dokładne powiązanie między zagubieniem i depresją okazało się być nieco ciekawsze, niż pierwotne założenia badaczy.

 

Biorąc pod uwagę liczne negatywne konsekwencje zagubienia, naukowcy rozpoczynający badania kliniczne w tym zakresie w pełni oczekiwali, że wystąpienie zagubienia będzie silnie sprzyjało występowaniu depresji. W końcu silne poczucie własnej tożsamości, ciągłości swoich celów i przewidywania co do przyszłych działań są jednym z elementów naszego poczucia szczęścia. To oczywiste, że utrata takiej ciągłości powinna przekładać się na niższe szczęście, a więc na większe ryzyko depresji.

Jak się okazało, „oczywiste” nie zawsze oznacza jednak „prawdziwe”.

 

Owszem, występowanie depresji było dobrym predyktorem obecnego i przyszłego zagubienia. Osoby w depresji często doświadczały również zagubienia w trakcie jej trwania.

Nieoczekiwanie jednak, występowanie zagubienia było negatywnym predyktorem przyszłej depresji. Innymi słowy, osoby doświadczające zagubienia okazywały się być bardziej odporne na depresję w dłuższej perspektywie. To było bardzo zaskakujące i wbrew wielu naszym współczesnym modelom. Oczywiście, to dopiero pierwsze badanie (choć na przyzwoitej, prawie tysięcznej próbie), mogły tu wystąpić jakieś zniekształcenia. Jeśli jednak jego wynik jest trafny, to konsekwencje mogą być nader interesujące.

 

Autorzy badania próbowali tłumaczyć wynik na kilka sposobów. Przede wszystkim sugerowali, że zagubienie może stanowić motywację do zmiany obecnej sytuacji i długoterminowego jej usprawnienia. Być może pojawiają się też czynniki zniekształcające, jak skłonność do nadmiernego rozważania, które sprzyjałoby negatywnej konsekwencji zagubienia, albo swobodniejsze podejście, które nie wywołałoby tak złych konsekwencji.

 

Ponieważ zagubienie jest nową koncepcją, nie mamy jeszcze rozwiniętych narzędzi do pracy z nim. Wydaje się, że pewną pomocą może być regularne (na przykład codzienne) notowanie, skupione na stałości celów i postępach w nich – tak by na nowo wykształcić strukturę tego czego chcemy i jak powoli rozwijamy swoją sytuację w życiu. Nie wiemy też, na ten moment, jakie są bezpośrednie czynniki ryzyka. Nie wydaje się być bezpośrednio powiązane z wydarzeniami życiowymi (choć wciąż mamy tu mało danych). Sam byłbym szalenie ciekawy badań sprawdzających jak skłonność do zagubienia ma się do poczucia czasu i indywidualnego mapowania czasu.

 

Ciekawą koncepcją badaczy zagubienia jest jego powiązanie z tzw. myśleniem zero-jedynkowym znanym jako problem w psychoterapii poznawczej. W takim ujęciu osoba skłonna do myślenia zero-jedynkowego może mieć duże kłopoty z nadaniem ciągłości odmiennym tożsamościom, jakie miała w różnych okresach czasu. (Faktycznie, znane mi przypadki, które – znając ten model – mógłbym zakwalifikować pod zagubienie, miały często tendencję do myślenia zero-jedynkowego. Choć to oczywiście dowód anegdotyczny i bardziej powód dla którego dla mnie ten model „zaskoczył”, niż obiektywny argument.) Podejście poznawcze wskazuje też na dwa inne sposoby myślenia (które, trzeba dodać, faktycznie częściej występują u osób z zagubieniem). Pierwszym jest myślenie emocjonalne („skoro czuję, że coś jest prawdziwe, to jest to prawdziwe”, a w tym wypadku „skoro czuję, że jestem inną osobą, to jestem inną osobą”). Drugim jest silne myślenie w kategoriach powinności, gdzie przyjęcie nowej tożsamości jest odbierane jako złamanie jakiejś powinności – nawet jeśli ta nowa tożsamość jest generalnie bardziej pozytywna niż stara. Te same sposoby myślenia są przy tym też typowe u pacjentów ze skłonnościami depresyjnymi.

 

Z mojej perspektywy derailment/zagubienie jest bardzo ciekawą koncepcją, która pięknie „klika” mi w kilku obszarach, uzupełniając dotychczasowe modele i trafnie odwzorowując to, z czym miałem do czynienia. To oczywiście pewna pułapka, bo choć model to ciekawy, to bardzo, bardzo świeży. Mamy dosłownie kilka (choć niezłych) publikacji w temacie i jeszcze wiele lat badań by go solidnie umocnić. Na pewno pozostaje na moim radarze i jest czymś, na co będę bacznie zwracał uwagę.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis