“Witaj na blogu Billa Gatesa, dziś chciałem Ci opisać jak wielki sukces odnosi moja firma, Microsoft.”

“Chcieliśmy Państwa w imieniu Rolls-Royce zaprosić do zapoznania się z naszą ekskluzywną marką.”

“To ja, Mark Zuckerberg, właściciel Facebooka. Zobacz w jak ekskluzywne miejsce wybrałem się na wakacje i ile mam pieniędzy!”

Te nagłówki wydają się absurdalne, prawda? Gates nie musi mówić jaki sukces odnosi Microsoft, wie to przeważająca większość osób używających komputerów osobistych. Rolls-Royce nie musi mówić, że jest ekskluzywną marką – każda marka, która musi mówić, że jest ekskluzywna, z definicji nie jest ekskluzywna. Zuckerberg nie musi demonstrować jak jest nadziany, każdy, kto miałby jakąkolwiek szansę przeczytać tą wiadomość od niego już o tym doskonale wie. Takie deklaracje nie mają więc sensu i dla osób zorientowanych w temacie podważałyby jedynie wiarygodność autorów. Dlaczego ktoś, o kim wiemy, że jego firma odnosi sukces musi nam o tym mówić? Czyżby coś było nie tak i chciał uspokoić inwestorów? Oczywistego się przecież nie deklaruje.

Więc czemu na litość mroku w świecie rozwoju* pojawia się tak patologiczna potrzeba deklarowania? Deklarowania majątku, deklarowania ekspertyzy, deklarowania sukcesu? Po co robić coś, co nie ma większego uzasadnienia?

Osobiście obstawiam, że to wpływ środowiska Marketerów Internetowych** z ich skupieniem na budowaniu sztucznego dowodu społecznego, zwykle w oparciu o siebie nawzajem (jak w “Syndykacie” Franka Kerna, który zresztą otwarcie przyznaje, że zaczął zarabiać kwoty czterocyfrowe, gdy zaczął kłamać, że zarabia kwoty sześciocyfrowe). Ludzie zainteresowani rozwojem często szukali również możliwości zarabiania w internecie, zresztą wielu IMowców bierze na cel osoby ze środowiska rozwoju, stąd nic dziwnego, że idee szczególnie mocno się przenikają między tymi środowiskami.

Przez lata obecności na rynku, zarówno jako klient, jak i jako zleceniodawca, zdołałem zauważyć nieco ciekawych wzorców. Jednym z nich jest to, że ci, którzy faktycznie odnoszą sukces nie muszą o tym mówić, ani nie mówią. Wszyscy zainteresowani tematem i tak o tym wiedzą. Natomiast jeśli ktoś deklaruje sukces i się nim pyszni, to jest to moment, w którym w mojej głowie zaczynają rozbrzmiewać dzwonki alarmowe. W końcu, gdyby faktycznie było to dla tej osoby czymś normalnym i typowym, po co miałaby na to zwracać szczególną uwagę i demonstrować to tak, jakby to było czymś wielkim?

Chyba, oczywiście, że próbuje właśnie przekonać siebie i innych, że faktycznie tak jest.

No dobrze, a co zrobić, jeśli faktyczne jesteś ekspertem, jeśli faktycznie jesteś w czymś dobry i chcesz o tym dać znać światu. W końcu jakieś zwrócenie uwagi odbiorcy jest potrzebne.

Demonstruj fachowość, zamiast ją deklarować. Demonstruj ekskluzywność, zamiast ją deklarować. Demonstruj troskę, zamiast ją deklarować.

Jak to wygląda w praktyce?

Np. Troska: Kamil Cebulski pisze często dość ostro i surowo. Zdecydowanie nie deklaruje, że jest kimś troskliwym. A jednocześnie buduje szkołę w Afryce, jego fundacja organizuje lekcje przedsiębiorczości dla uczniów w Polsce, itp. On nie twierdzi, że się troszczy, nie robi też tego na popis, a przynajmniej nie znalazłem żadnego jego komunikatu, w którym by się tym pysznił. Jeśli o tym pisze, to z propozycją wsparcia projektu i przyłączenia się do niego. Deklaratywnie Kamil wręcz się nie troszczy. Demonstruje jednak zupełnie coś innego, a demonstracje są silniejsze od słów.

Albo fachowość i kompetencje: na jednym z forów, do których należę, gromadzących miłośników kotów, wypowiada się pewien właściciel sklepu z karmami. Facet wie o czym mówi, doradza (bynajmniej nie tylko własne produkty) i raz za razem pokazuje, że naprawdę zna się na rzeczy. To buduje mu markę, powoli ale skutecznie. On nie twierdzi, że jest ekspertem – on dostarcza takich informacji, by oczywistym było, że nim jest.

No dobra, a co z finansami? Demonstrować? Deklarować? W mojej ocenie – nie wspominać, co zresztą potwierdzają badania na amerykańskich milionerach (i moje doświadczenia z polskimi). Ludzie faktycznie majętni unikają publicznego demonstrowania swojej majętności. Po co mieliby to robić? By ktoś się do nich włamał i okradł? Porwał dzieci dla okupu? Kto się więc popisuje majątkiem? Tu dane są spójne – ludzie, którzy majętnych raczej zgrywają, czasem mają nawet wysokie dochody, ale mają równie wysokie koszta (a niekiedy i dużo większe). To układ, który może funkcjonować, przy odrobinie szczęścia, nawet przez parę lat, ale przy pierwszym poważniejszym potknięciu po prostu się wykrzacza, bo tam przychody są na bieżąco przejadane i nawet krótka przerwa w ich gromadzeniu kończy się bardzo źle. Właśnie ukazał się zresztą artykuł na onecie na ten temat.

M.in z tego powodu byłem od dawna mocno sceptyczny wobec ludzi ze środowiska rozwoju próbujących popisać się dochodami w rozwoju i jak dotąd sceptycyzm ten okazywał się być uzasadniony. Niekiedy takie układy rozjeżdżały się w sposób otwarty… Tak było np. w wypadku Jamesa Arthura Raya, który okazał się mieć wprawdzie majątek w wysokości 5 milionów, ale długi o kilka milionów większe… Niekiedy po prostu docierały do mnie ciekawe informacje o stanie finansowym różnych innych firm, dłużnikach poszukujących kontaktu do ich właścicieli, itp. A niekiedy da się to wprost sprawdzić w odpowiednich bazach danych i urzędach, gdzie można znaleźć bardzo ciekawe informacje.

Jeden z moich Brytyjskich znajomych prześwietlił w ten sposób większość tamtejszych firm rozwojowych i NLP. Dosłownie na palcach jednej ręki mógł policzyć firmy, które faktycznie odnosiły sukces choć podobny do deklarowanego. Większość, oficjalnie bardzo dochodowych, była wręcz bankrutami. Podobne wzorce sprawdzają się też w moim lokalnym doświadczeniu.

No dobrze, ale dlaczego ludzie to robią? Dlaczego deklarują na potęgę? Po części dlatego, że nic lepszego nie znają. Nie przemyśleli tematu, ślepo powtarzają zaszłyszane i napotkane wzorce. Po drugie – w ramach samego środowiska jest pewna walka o status, którą takie deklaracje jeszcze napędzają. A w końcu, takie deklaracje mogą zadziałać. W większości działają na osoby zbyt niedoświadczone, by rozpoznać manipulację, na ludzi poszukujących na siłę autorytetu oraz na ludzi z jakiegoś powodu zdesperowanych***, ale działają.

Długoterminowo lepiej jednak dać sobie z tym spokój. Przemyśleć temat i znaleźć sensowniejsze metody promocji. Dać sobie spokój z wyścigiem o prestiż w ramach swojego środowiska, bo to kolosalna strata czasu i energii. No i skupić się jednak na ofercie, która nie opiera się na słabości klienta. Wymaga to więcej pracy, ale daje dużo przyjemniejsze i zdecydowanie trwalsze efekty.

*Dla jasności, nie tylko, natomiast mam wrażenie, że w tym światku jest to szczególnie rozdmuchane.

** Nie mylić ze specjalistami ds. marketingu internetowego. Nie mam nic do specjalistów od np. pozycjonowania stron czy reklamy w internecie. Mam dużo przeciwko oszustom takim jak Frank Kern. Jeśli chcesz wiedzieć czemu, zapraszam do lektury www.saltydroid.info

*** Podkreślam, w większości – mogą się na nie złapać również inne osoby, mówimy tu o dominujących procesach.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis