Czym jest prawdziwa sztuka: przemyślenia ignoranta

Przy okazji mojego niedawnego powrotu do błyskotliwego i poruszającego Sunstone, pomyślałem, że chciałbym przygotować wpis o tym jak rozumiem sztukę, co nią jest, a co nie. (Co nie znaczy, że nie będąc sztuką musi być czymś złym czy bezwartościowym! W 9 przypadkach na 10 wybiorę nie-sztukę zamiast sztuki i będę z tego zadowolony!)

Skąd podtytuł? Bo w poruszanym temacie jestem ignorantem. Znam pewne psychologiczne badania na temat sztuki, ale te dotyczą raczej estetyki i tego jak mózg na nią reaguje, niż natury sztuki czy rozważań w tym zakresie. Natomiast moja wiedza n.t. historii sztuki, filozofii tego czym sztuka jest, a czym nie jest, itp. jest bardzo ograniczona i mam tego świadomość. Dlatego postanowiłem nawet nie używać terminu “opinia” – bo do posiadania opinii to warto mieć jednak wiedzę. To moje luźne rozkminy. Może kogoś zainteresują. Raczej nie skrzywdzą, a jedną z funkcji bloga jest też dzielenie się takimi rozkminami autora. (Ponownie, przynajmniej gdy nie ma ryzyka, że te rozkminy mogą doprowadzić do realnej szkody u kogoś.) Trudno mi ocenić, czy te rozkminy są jakkolwiek oryginalne, nie zdziwi mnie jeśli w filozofii sztuki padały już, lub były obalane, lub jedno i drugie na raz. Tak jak wskazałem, za mało wiem w temacie, a że nie jest to obszar mojej specjalizacji, to nie podejmuje się też prób nadgonienia. (Skąd ten przydługi wstęp? Z próby trzymania się reguł, których oczekuję też od innych przy wypowiadaniu się publicznie na różne tematy – mów o tym co faktycznie wiesz, a jeśli poruszasz kwestie których nie jesteś pewien, rób to ostrożnie, z dystansem i dbając by nikogo potencjalnie nie skrzywdziły.)

No ok, z tymi zastrzeżeniami – czym jest sztuka? Co różni sztukę od rzeczy artystycznych, wymagających często niewątpliwie ogromnych kompetencji, ale jednak sztuką nie będących?

Postulowałbym, że prawdziwą sztuką będą te dzieła, które przekazują odbiorcom coś odnośnie natury życia, świata, człowieczeństwa czy określonych idei. Jeśli zdołają to zrobić, jeśli w jakiś sposób przekażą trafnie coś nowego i pozwolą głębiej zrozumieć dany temat – będą prawdziwą sztuką. Jeśli natomiast nic takiego nie są w stanie przekazać, wciąż mogą być wartościowe ze względów estetycznych czy rozrywkowych, nie będą jednak prawdziwą sztuką. (Przy zastrzeżeniu, że mówimy tu o dziełach potocznie rozważanych jako mogących być sztuką lub nie. Poradniki, publikacje naukowe, cały dział literatury faktu czy naukowej z założenia wykluczone są tu z rywalizacji.)

 

Ta definicja sugeruje, że to co jest, a co nie jest sztuką może się zmieniać z biegiem czasu. Pewne wglądy na temat ludzkiej natury czy świata stają się bowiem z czasem czymś dość jasnym i oczywistym. W efekcie to co kiedyś poruszało, dziś okazuje się płytkie i trywialne. Już to wiemy. Nie jest to niczym nowym. Nie rusza nas.

Tymczasem prawdziwa sztuka rusza nas właśnie przez przekazanie czegoś więcej. Przez danie możliwości dodatkowego zrozumienia czegoś o tym absurdalnym miejscu w jakim żyjemy. Dzieła nie spełniające tej definicji sztuki nie są w stanie uzyskać tego efektu.

 

Co istotne ta definicja nie mówi nic o tym, czy sztuka jest dla nas przyjemna. Nie mówi nic o tym, czy wywołuje u nas silne emocje (a jeśli tak, to jakie). Nie mówi nic o popularności lub braku popularności danego dzieła. Mówi tylko i wyłącznie o jego przekazie i efektach, jaki może wywoływać (przynajmniej w części publiczności).

Np. sztuka teatralna “Nasza Klasa” została ze mną przez długie tygodnie po samym spektaklu. Tak, wzbudziła wielkie emocje przy oglądaniu. Ale za przejaw prawdziwej sztuki uznaję ją nie przez te emocje, a przez to, że lepiej dzięki niej zrozumiałem dynamikę kata i ofiary, że wyraźnie podkreśliła wpływ czynników środowiskowych i sytuacyjnych na to, jak ludzie mogą się zachować.

Prawdziwa sztuka może być popularna – Terry Pratchett regularnie uczył czytelników lepszego zrozumienia natury ludzkiej, a jednocześnie był bestsellerowym pisarzem. Jednocześnie jednak popularność nic nie mówi o tym, czy coś będzie prawdziwą sztuką. “Harry Potter” jest popularniejszy od Pratchetta, ale nie ma tej warstwy, którą miał Pratchett.

Decydujący nie będzie również subiektywny odbiór danych dzieł jako dobrych. Uważam Maxa Gladstone’a za cudownego pisarza… Ale co najciekawsze, to w tych jego książkach, które uznaje za najsłabsze miałem okazję zetknąć się fragmentami, które spełniają kryterium prawdziwej sztuki i pozwoliły mi zrozumieć coś więcej. Tymczasem jego “Three Parts Dead”, choć jest absolutnym literackim majstersztykiem, takiego zrozumienia bynajmniej nie przyniosło. Dałbym się za tą książkę pokroić, ale nijak nie mogę jej nazwać prawdziwą sztuką.

Pod tym względem to co będzie prawdziwą sztuką może być indywidualne. Nie każdy spojrzy na “Tą, która była kiedyś piękną żoną płatnerza”, Rodinowską rzeźbę starszej kobiety i ujrzy w niej demonstrację piękna wychodzącego poza okowy ciała. I jeśli ktoś naprawdę nauczy się czegoś nowego o ludziach, świecie, itp. w “Zmierzchu” czy “Smerfach”, to jak najbardziej będę postulował, że przynajmniej dla tej osoby są one przejawem prawdziwej sztuki.

 

Ta definicja ułatwia też dyskusje typu “czy komiksy mogą być sztuką”, albo “czy gry komputerowe mogą być sztuką”. W odpowiedzi można po prostu podać konkretne tytuły jako demonstracje czegoś i sprawdzić czy spełniają te kryteria. (O ile z komiksami nie mam większego problemu – “Lucyfer” eksplorujący wolną wolę, oryginalne “Crossed” naturę człowieczeństwa w konfrontacji ze złem czy “Sunstone” i piękne zgłębienie odsłaniania się w bliskich związkach – o tyle z grami jest, przyznam, ciężej. Choć jestem graczem od dawna i próbowałem bardzo różnych tytułów, chyba tylko niszowa “The Other Half” eksplorujący doświadczenia ofiary przemocy seksualnej był czymś, co mógłbym wskazać jako przejaw prawdziwej sztuki zgodnie z powyższą definicją.)

 

Tak jak zacząłem na początku wpisu – to, że coś jest prawdziwą sztuką nie jest jeszcze wszystkim. W dziewięciu przypadkach na dziesięć wybiorę coś, co sztuką nie jest. Nie zawsze chcę poznać coś nowego o ludzkości. Czasem chcę rozrywki. Nie zawsze chcę lepiej zrozumieć świat. Czasem chcę coś ładnego. Nie zawsze szukam czegoś głębokiego. Płytka rozrywka jest jak najbardziej cenna.

Dlatego kryterium “prawdziwej sztuki” nie powinno być czymś wartościującym. Dowodem na to, że dana rzecz jest “lepsza”.

Powinno być przestrogą: przeczytaj, obejrzyj, wysłuchaj to, a Twój świat nie będzie już taki sam. Na dobre czy na złe, wyjdziesz z tego doświadczenia nieco inną osobą. Wiedz na co się piszesz.

 

A przynajmniej tak to wygląda w mojej ignoranckiej rozkmince ;)

 


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis