Czy wiesz, co w ogóle sprawia Ci przyjemność?

To w sumie chyba dobrze, że po ponad dziesięciu latach pracy, pewne rzeczy niezmiennie potrafią mnie zaskakiwać?

Pracując jako trener czy coach pewne problemy można przewidzieć. Można domyślać się, że ktoś będzie miał np. problem z pozostawieniem za sobą szkodliwej, ale silnie utrwalonej tożsamości. Są jednak też takie rzeczy, które zaskakują i to zaskakują mocno.

Jedną z tych rzeczy jest trudność, jaką ludzie mają w znalezieniu rzeczy, które sprawiają im przyjemność.

To nie jest tak, że ludzie wstydzą się o tych rzeczach mówić. Problem jest głębszy. Ludzie faktycznie tego nie wiedzą. Nie mają tak naprawdę pojęcia co jest dla nich fajne. Co mogłoby dla nich być nagrodą np. w nawyku. Co ubogaciłoby ich życie. Czym chcieliby siebie docenić.

Nie myślimy o tym. Nie zadajemy sobie tego pytania. Nie wiemy.

Z musu wyciągamy trzy-cztery rzeczy, z których połowę po chwili namysłu odrzucamy „a, jednak to by wcale nie było takie fajne”.

A potem często dziwimy się, czemu nasze życie jest takie sobie… Jakie ma być, jeśli nie wiemy takich rzeczy?

A przecież mowa tu o bardzo prostych kwestiach, nikt nie sugeruje jakichś dramatycznych przemian…


W tym miejscu muszę coś podkreślić. Nie zgadzam się z tezą, że to coś we współczesnym świecie jest spraprane i dlatego ludzie nie zastanawiają się nad tym, co sprawia im przyjemność. Z takim idealizowaniem dzikości i prymitywizmu, kiedy to „byliśmi biedniejsi, ale znaliśmy siebie”.

Nic nie znaliśmy. Nic poza bólem i zmaganiem. Znaliśmy rozpaczliwą walkę o przetrwanie, gdzie chwila wytchnienia już była przyjemnością w porównaniu z piekłem, jakie mieliśmy na co dzień. To nie jest tak, ze wtedy jakoś siebie znaliśmy, a współczesny świat nam to odbiera. Współczesny świat, jeśli cokolwiek, daje nam jakieś okazje by lepiej poznać to, co sprawia nam przyjemność. Daje coraz większej grupie ludzi możliwość zadbania o podstawowe potrzeby i tego, by w końcu zacząć się sobie przyglądać. Po prostu jeszcze nie mamy kultury takiej autoeksploracji. (Za wyjątkiem pewnych niszowych grup alternatywnych, no i tradycji arystokratycznej/oligarchicznej, ludzi którzy przez wieki faktycznie mieli zasoby by eksplorować swoje zachcianki niezależenie od wszystkich i wszystkiego.) Brak nam popkulturowego nurtu p.t. „zadbaj o siebie” który byłby faktycznie czymś masowym i skłaniał nas do przyjrzenia się sobie na tyle, by dostrzec co nam pasuje. (Tak, wiem, był kiedyś hedonizm. Patrz społeczeństwa opierające się na pracy niewolników. Patrz arystokracja i oligarchia.)


To może się wydawać drobiazgiem, ale ma tak naprawdę bardzo poważne konsekwencje. Przede wszystkim, jeśli nie znamy zbyt wielu rzeczy, które sprawiają nam przyjemność… to jak już znajdziemy jedną czy dwie, to wczepimy się w nie szponami niczym gargulec z lękiem wysokości.

I to będzie bolało. To skończy się źle.

Nie może boleć.

Nie może się źle skończyć.


Będzie. Skończy.

Bo to nic innego jak uzależnienie.


Jeśli tą rzeczą będzie związek – otwierasz się na potworne nadużycia partnera, partnerki.

Jeśli tą rzeczą będzie alkohol, dragi, hazard, gry, internet, seks czy masturbacja – nie muszę chyba rozwijać?

Jeśli tą rzeczą będzie polityka, religia czy sport – stajesz na prostej ścieżce do stania się fanatykiem.

Jeśli tą rzeczą będzie praca czy osiągnięcia – do pracoholizmu.

Itp. itd.


Dawka czyni truciznę. A w przypadku przyjemności nawet nie sama dawka, co monotonia i jednostajność.

Jeśli coś jest Twoim jedynym, albo jednym z dwóch źródeł przyjemności – prędzej czy później będzie to problemem i to bardzo poważnym.


Dlatego tak ważnym jest znalezienie różnych przyjemności. Jasne, przyjemność przyjemności nie równa. Niektóre będą ekstremalne, inne po prostu ok. To w porządku.

Nie oczekuj, że wszystkie będą równie, niesamowicie intensywne. Będą fajne i fajniejsze. Chwile ok, chwile niesamowite, chwile niezapomniane.

Nie oczekuj, że wszystkie będą podobne. Jest wiele różnych rodzajów przyjemności. Smak cudownego posiłku jest innego rodzaju przyjemnością, niż lektura niesamowitej książki. Utłuczenie tego %@#%@#T%@#%@ bossa w Dark Souls jest innego rodzaju przyjemnością niż piwo w fajnym towarzystwie. Wysłuchanie fajnego kawałka muzyki jest innego rodzaju przyjemnością niż gorąca kąpiel. Doprowadzenie swoich wrogów do ruiny poprzez toczące się przez dziesięciolecia subtelne spiski, kumulujące się w jednej, perfekcyjnej chwili zemsty jest innego rodzaju przyjemnością niż… dobra, zapędziłem się nieco…

Sęk w tym, że przyjemności jest wiele i są one różne. Nie chodzi o to, by mieć pięćdziesiąt wariantów jednej. Chodzi o to, by mieć pięćdziesiąt różnych. Paradoksalnie, przy wymieszaniu, dawka ma już dużo mniejsze znaczenie. Bo masz świadomość, że jak jednej zabraknie, to będą inne. Nie ograniczasz się. Nie uzależniasz.


Dlatego zacznij eksplorować swoje przyjemności.

1. Rozpocznij od zastanowienia się tu i teraz, co sprawia Ci przyjemność? Wyłap jak najwięcej rzeczy, nawet takich, które wydają się drobne i nieistotne. Następnie postaraj się przypomnieć sobie kiedy ostatni raz miałeś/aś z nimi do czynienia. Wybierz 3-4 najstarsze i postaraj się w najbliższym tygodniu je odświeżyć.

2. Pomyśl o rzeczach, które chodzą Ci po głowie jako coś do sprawdzenia. Wybierz przynajmniej jedna i przetestuj w najbliższym tygodniu.

3. Zastanów się jak możesz poszerzyć te przyjemności, które już znasz. Bardzo wiele przyjemności, które mamy, bywa bardzo płytkich. Koneser wina ma więcej przyjemności z jednego kieliszka, niż typowy student z całej butelki. (A często wcale nie wyda na to wino więcej, niż ten student.) Większość ludzi podchodzi do przyjemności jak wędrowiec błąkający się po pustyni do źródełka wody. Pijemy haustami, nie ciesząc się, nie smakując, tracąc miażdżącą większość doświadczenia. Często też dlatego, że nie wiemy czego w ogóle szukać. Jak smakować, jak doceniać. To nie tylko kwestia braku uwagi, na którą zwracaliby (nomen omen) uwagę zwolennicy mindfulness czy medytacji, ale też często braku aparatu odniesienia (pojęć, smaków, doświadczeń) by móc docenić pewne kwestie. Ten aparat trzeba wykształcić, wyszlifować. Wymaga to czasu, ale nagrody są niezwykłe. Często przy okazji odkrywamy nowe, poboczne przyjemności. Koneser whisky może odkryć przyjemność za samodzielnej infuzji. Fan obrazów zacząć doceniać fotografię.

4. Nie ignoruj przyjemności, które wydają Ci się zbyt proste czy banalne. Są proste. Są banalne. Co z tego? Twój ośrodek przyjemności też!

5.Nie ignoruj przyjemności tylko dlatego, że nie pasują Ci do Twojego obrazu siebie. Postrzegasz się za konesera filmowego, ale bawią Cię japońskie horrory klasy Z typu Tokyo Gore Police? Miłej zabawy! Uważasz się za konesera kuchni, ale niech to, raz na jakiś czas masz po prostu ogromną ochotę na zalanego ostrym sosem kebsa z najbardziej blaszanej ze wszystkich blaszanych bud? Smacznego (tzn. chyba? czujesz coś przez ten sos? może lepiej życzyć „Ostrego!” ?) Dobra, ale serio – nie pozwól nigdy by Twój obraz Ciebie zabrał Ci szanse na cieszenie się czymś.

6. Powtarzaj powyższe, aż będziesz w stanie wskazać przynajmniej 20-30 rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność i które robisz dość regularnie.


7. A, jak chcesz, podziel się swoją listą w komentarzach. A przynajmniej tą częścią, którą chcesz się dzielić – wiesz, te wieloletnie spiski słabo wychodzą jak się o nich publicznie mówi… (Damn! Drugi raz! Zaczną coś podejrzewać!) Znaczy się, miałem na myśli, nie o wszystkim koniecznie chcemy mówić zbyt jawnie… (Uff, chyba to kupili.)

Ale serio, jak chcesz podziel się swoją listą, może to być fajna inspiracja dla innych. Jak się przyjmie, może nawet zrobię oddzielny wpis z jedną długą listą przyjemnych rzeczy, jako wskazówkami dla innych?



Zgodnie z zapowiedzią, rozpoczynamy Finalną Wyprzedaż ChangeMasters. Te produkty nie będą już do kupienia po Brexicie - chcę uniknąć zamieszania w rozliczeniach z właścicielami praw autorskich. Ponieważ potrzebuję dwóch tygodni na domknięcie kwestii z nimi, do 15 marca wszystkie produkty ChangeMasters (Andrew Austin, James Tripp, Michael Perez) są w promocji 50%, a po tym terminie TRWALE znikną ze sklepu. (Oczywiście wszyscy, którzy kupili, będą wciąż mieli dostęp.)
 
W ofercie materiały m.in. n.t. skutecznego coachingu, hipnozy, pracy z metaforami, utraty wagi czy rozwoju biznesu coachingowo-szkoleniowego.
 
(Sytuacja mogłaby się zmienić gdyby jakimś cudem Brexit jednak nie miał miejsca, ale jest to obecnie mocno wątpliwe.)
 
Pełna oferta dostępna jest TUTAJ

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis