Naucz się eksplorować przyjemność…

W poprzednim artykule zachęcałem Cię do tego, by odkryć co sprawia Ci przyjemność, znaleźć rzeczy i zachowania, które mogłyby być dla Ciebie nagrodami. Wspomniałem tam przy okazji o tym, że wiele osób mogłoby swoje przyjemności pogłębić i pełniej przeżywać. Po odrobinie namysłu stwierdziłem, że jest to coś, czemu warto poświęcić oddzielny artykuł.


Czy zdarzyło Ci się kupić jedzenie, które uwielbiasz, a potem bezmyślnie pożreć je przed telewizorem czy przeglądając komórkę, nawet nie zwracając uwagę na smak?

Czy zdarzyło Ci się zamówić dobrą kawę, fajne craftowe piwo albo dobre wino i po prostu wlać je w siebie bez namysłu?

Czy wybierasz się na koncert lub do kina, po czym i tak jesteś myślami gdzie indziej?

Czy wyczekujesz na jakąś książkę, a potem przeskakujesz duże jej fragmenty, nie dlatego, że nie są ciekawe, ale by szybciej mieć ją „zaliczoną”?

Czy podczas seksu lub masturbacji zdarza Ci się po prostu dążyć do jak najszybszego dojścia i skończenia, zamiast skupić się na przyjemności i na tym co mówi Ci ciało?

Czy jedziesz zwiedzać jakieś miejsce, po czym spędzasz cały dzień ganiając z punktu turystycznego do punktu turystycznego, byle tylko „odhaczyc” jak najwięcej miejscówek opisanych w przewodniku, nawet jeśli żadnej nie zapamiętasz, a całość Cię wykończy?

Dla dużej części ludzi to co opisałem będzie codziennym doświadczeniem, przynajmniej w jakimś stopniu. Wiele osób może wręcz pójść w drugą stronę – „to da się inaczej?” Prawda jest taka, że bardzo niewiele osób faktycznie w pełni czerpie z przyjemności, jakie są dla nas dostępne.

Jest wiele przyczyn dla których „spłaszczyliśmy” w ten sposób nasze przyjemności. Warto się im po kolei przyjrzeć.


W poprzednim artykule wskazywałem na to, że nasza nieświadomość rzeczy sprawiających nam przyjemność nie jest, wbrew popularnym hasłom, problemem cywilizacyjnym, Cywilizacja wręcz pozwala nam eksplorować różne przyjemności, daje nam okazję do ich poznania zamiast dalszej walki o przetrwanie.

To powiedziawszy, jeśli chodzi o spłycanie przyjemności… Tak, tu już cywilizacja ma swoje za uszami.


Przede wszystkim, paradoksalnie, bogactwo cywilizacji jest tu trochę jej przekleństwem. W pewnym momencie pojawia nam się tak wiele możliwości, tak wiele opcji, a nasz czas jest tak ograniczony, że chcąc spróbować ich wszystkich… I rozmieniamy się na drobne.

Jak już jesteśmy w tym Rzymie i mamy tam kilka dni, to chcemy zwiedzić WSZYSTKO… Latamy od kościółka do ruiny do posągu. Bez chwili by się zatrzymać, usiąść, poczuć miasto. Bo przecież jest tak wiele zabytków wspomnianych. Mamy tak mało czasu. Znajomi się będą pytali „a czy widziałeś kościół świętego Zegrzysława” i co wtedy?  Albo zobaczymy u kogoś na zdjęciu jakąś niesamowitą miejscówkę, a my jej nie doświadczyliśmy!

To wariant tzw. FOMO, fear of missing out, lęku przed tym, że mogłoby nas ominąć doświadczenie czegoś fajnego. Natłok tych wszystkich fajnych opcji, jaki mamy dziś dostępny sprawia, że trudno się zatrzymać i skupić na jednym z nich.

To jeszcze nie musi być kwestia współczesnego życia. Mogę sobie wyobrazić np. XIX-wiecznego podróżnika, który doświadczał czegoś podobnego odwiedzając np. Pekin i chcąc się „nasycić” jak największą częścią odmienności. Współczesny świat dodaje do tego jednak dodatkowe warstwy. Jesteśmy bardziej świadomi tego, jak wiele różnych rzeczy możemy doświadczyć, co buduje presje na doświadczenia jak największej części z nich. Pojawia się swojego rodzaju społeczny wyścig doświadczeń. No i non stop pojawiają się nowe opcje i pokusy.

To bogactwo opcji sprawia również, że pojedyncze wydają się mniej cenne i mniej warte uwagi. Jeśli normalnie pijesz kawę zbożową i tylko od święta możesz wypić filiżankę prawdziwej, to tej prawdziwej poświęcisz dużo, dużo więcej uwagi, niż jeśli codziennie w drodze do i z pracy kupujesz po kubku kawy.

Nie bez znaczenia jest też ogólna kultura pośpiechu i zajętości, która sugeruje nam robienie jak największej ilości rzeczy, niekoniecznie rzeczy wartych robienia, po prostu by robić. To dodatkowo utrudnia zatrzymanie się i docenienie tego co mamy.


Ale problemu z pobieżnym podchodzeniem do przyjemności nie da się wyjaśnić tylko przez zwalanie sprawy na współczesne środowisko. Mamy dużo większy problem.

Mieści się on między naszymi uszami.



Przerwa na reklamę ;)


Zbliżają się Walentynki, a Ty wciąż tęsknisz? Chcesz dojść do siebie szybciej? Odkochanie - kurs autocoachingowy - pomoże Ci przepracować trudne emocje i dojść do siebie po rozstaniu czy nieszczęśliwej miłości. E-kurs na MindStore.pl


Wracamy do artykułu :)



Przez długi czas gdy mówiono o ludzkich nawykach i automatyzmach, popełniano jedno drobne, ale istotne nadużycie. Struktura w mózgu, tzw. jądro półleżące (nucleus accumbens, de facto dwie bliźniacze struktury, jak w wypadku ciała migdałowatego), uznawana była za obszar, który reaguje na bodźce sygnałem przyjemności, tym samym uruchamiając nasz nawyk. Faktycznie, zwykłe pobudzenie tego obszaru elektrodą po naciśnięciu dźwigni mogło prowadzić szczury do rozpaczliwego naciskania dźwigni, ignorując pożywienie i inne potrzeby. Wydawało się, że oto mamy klucz do uzależnień, nawyków i automatyzmów.

I mieliśmy, ale nieco inny niż nam się wydawało.

Dziś już wiemy, że jądro półleżące odpowiada nie tyle za poczucie przyjemności, a za poczucie obietnicy przyjemności. Innymi słowy, gdy pobudzimy ten obszar to co odczuwamy, to poczucie „rób to, to będzie fajnie”, a nie bezpośrednią przyjemność. Ten system faktycznie odpowiada za dużą część mechanizmów uwikłanych w nawyki, automatyzmy czy uzależnienia.

Co więcej, system ten okazuje się być w rywalizacji z systemem planowania długoterminowego, umożliwiającym nam świadome (no dobra, nieautomatyczne) podejmowanie decyzji. Gdy aktywuje się automatyczny, hamuje długoterminowy i vice versa. Długoterminowy działa zaś w oparciu o serotoninę, neuroprzekaźnik często kojarzony z faktycznym odczuciem przyjemności. Jest to o tyle istotne, że jeśli zapewnimy wspomnianym szczurom odpowiednie warunki życia – ciekawe otoczenie, kontakty społeczne, itp. – nie wykazują nawyku rozpaczliwego korzystania z dźwigni „obietnicy przyjemności”.


Co z tego wynika dla naszej głównej kwestii? Cóż, trzy istotne rzeczy.


Po pierwsze, mamy tu wsparcie dla tezy z pierwszego artykułu, że ograniczona ilość źródeł przyjemności sprzyja uzależnieniom, a bogactwo źródeł przyjemności zmniejsza takie ryzyko.


Po drugie, wyjaśnia nam to część mechanizmów „płytkiej przyjemności”. Na wiele z tych sytuacji reagujemy automatycznie, Idziemy do pracy, przechodzimy koło ulubionej kawiarni, wstępujemy na kawę. Jesteśmy głodni, kupujemy batonik i zjadamy. Jesteśmy znudzeni, włączamy serial. Jesteśmy zestresowani, zapalamy papierosa albo sięgamy po drinka.

Nasz mózg ma już zbudowaną strukturę w której w reakcji na dany bodziec (np. stres) pojawia się określona reakcja (np. odpalenie gry) wraz z obietnicą przyjemności. Sęk w tym, że gdy dojdzie do tego poziomu automatyzmu, jest to właśnie ta obietnica przyjemności, a wcale niekoniecznie sama przyjemność. Ponieważ niedomknięta obietnica jest frustrująca poznawczo, staramy się jak najszybciej ‚przejść” przez dane doświadczenie, żeby w końcu obietnica się spełniła. W efekcie domykamy doświadczenie bardzo szybko, biorąc jakąkolwiek przyjemność, jaka się może pojawić już jako sygnał zaspokojenia potrzeby i nie zdając sobie sprawy jak duże pokłady przyjemności są tam jeszcze możliwe.

Klasycznym przykładem tego mechanizmu są seks i masturbacja. Często są stosowane jako metody redukcji szeroko rozumianego napięcia, tym samym budując presję nie na doświadczenie chwili i cieszenie się nią, ale na jak najszybsze zakończenie całości, żeby „zaspokoić obietnicę”. To zresztą jeden z czynników przekładających się później na problemy w rodzaju zaburzeń erekcji czy przedwczesnego wytrysku.

Zła wiadomość jest taka, że wiele naszych przyjemności jest już tak uwarunkowanych i zmiana tego stanu rzeczy wymaga realnego wysiłku. Zdominowania systemu automatycznego – często działającego w trybie podwyższonego pobudzenia, bo już był ten bodziec i jest ta potrzeba domknięcia – i celowego zwolnienia i zahamowania. To wymaga energii, czasu, świadomej decyzji.


Dobra wiadomość – i to jest nasze „po trzecie” – jest taka, że gdy już zaczniesz, zrobi się dużo, dużo łatwiej. Gdy raz wyskoczysz z systemu „obietnicy przyjemności” na pogłębianie przyjemności – niezależnie od tego czego ta przyjemność będzie dotyczyła – dalsze zmiany będą stopniowo coraz lepsze. Niczym wspomniane szczury w warunkach zapewniających im lepsze funkcjonowanie, coraz mniej opierające się na obietnicy przyjemności, skoro miały po prostu przyjemność dostępną wokół siebie.

Co więcej, można oczekiwać, że to „dużo łatwiej” będzie się uogólniało – tzn. będzie dotyczyło nie jednej kwestii, ale też każdej kolejnej przyjemności, którą zechcesz pogłębiać.


Jak zacząć lepiej eksplorować przyjemność:

No dobrze, wiemy już, że warto pogłębić nasze przyjemności. No to ważniejsza może kwestia: jak to zrobić?

1. Zacznij od tego, by po prostu się zatrzymać, zwolnić i skupić uwagę na tym co robisz. Poczuj to piwo, powąchaj je, przyjrzyj się kolorowi, zobacz jak zachowuje się piana. Posmakuj je, zamiast od razu połykać. Zwolnij.

2. Jedna rzecz na raz. Skup się na jedzeniu albo na telewizji. Na piciu, albo na telefonie. Nie mieszaj. Nie znaczy to, że nigdy nie możesz oglądać TV przy jedzeniu, ale celowo przesuwaj uwagę z powrotem na jedzenie ilekroć bierzesz kolejny kęs.

3. Buduj wewnętrzne bazy porównań. Próbuj i to próbuj różnych rzeczy, by mieć jakiś punkt odniesienia. Twój mózg potrzebuje takich punktów odniesień by wyraźniej oceniać doznania, im większą bazę odniesień wytworzysz, tym subtelniejsze detale będziesz odkrywać.

4. Eksperymentuj z mieszaniem. Zarówno dodatków (np. napoje i jedzenie), jak i otoczenia. Czy smak pozostaje taki sam gdy pijesz/jesz z innego naczynia? Czy Twój strój ma wpływ na doznania?

Jedną z rzeczy, które sam sobie zorganizowałem, jest lampka z żarówkami których kolor kontroluję pilotem. Używam jej przy degustacji różnych piw – światło różnych odcieni subtelnie podbija pewne smaki i zasłania inne. W planach mam też „panel dotykowy” – zestaw materiałów do dotykania jedną ręką, gdy drugą trzymam kufel. Przy ok. 30% badanych występuje integracja doznań i wpływ doznań dotykowych na smak, chcę sprawdzić, czy wystąpi u mnie.

5. Jeśli chodzi o przełamywanie automatyzmów, warto pamiętać, że im silniej uwarunkowany automatyzm, tym bardziej kontekstowo precyzyjny będzie zwykle bodziec. Coś tak drobnego jak zmiana miejsca w którym pijesz kawę, godziny gdy na nią chodzisz, albo nawet zmiana rytuału, nawet próba podnoszenia filiżanki drugą ręką, może już pomóc w przełamaniu automatyzmu. (Lub w ogóle pozwolić ten automatyzm zauważyć.)

6. Daj sobie czas na te zmiany, nie próbuj ich wymuszać. To presją i śpieszeniem się sabotujesz to dążenie do przyjemności.

7. Popracuj nad swoim FOMO, daj sobie pozwolenie na to, że pewne rzeczy opuścisz – i trudno. Za to lepiej docenisz te, które masz.

Nader wszystko – wyluzuj. Ostatnią rzeczą, którą chcesz jest dodatkowa presja na odczuwanie przyjemności. Chodzi o to, żeby czuć się lepiej, a nie by zrealizować jakieś dziwne zewnętrzne cele.



Zgodnie z zapowiedzią, rozpoczynamy Finalną Wyprzedaż ChangeMasters. Te produkty nie będą już do kupienia po Brexicie - chcę uniknąć zamieszania w rozliczeniach z właścicielami praw autorskich. Ponieważ potrzebuję dwóch tygodni na domknięcie kwestii z nimi, do 15 marca wszystkie produkty ChangeMasters (Andrew Austin, James Tripp, Michael Perez) są w promocji 50%, a po tym terminie TRWALE znikną ze sklepu. (Oczywiście wszyscy, którzy kupili, będą wciąż mieli dostęp.)
 
W ofercie materiały m.in. n.t. skutecznego coachingu, hipnozy, pracy z metaforami, utraty wagi czy rozwoju biznesu coachingowo-szkoleniowego.
 
(Sytuacja mogłaby się zmienić gdyby jakimś cudem Brexit jednak nie miał miejsca, ale jest to obecnie mocno wątpliwe.)
 
Pełna oferta dostępna jest TUTAJ

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis