Tak jak większość moich tekstów krytycznych wobec poglądów rozwojowych uderza w ideologię „wszechmocnych”, od czasu do czasu, dla równowagi, warto się zająć też mniej popularną, ale realną ideologią „ofiary”. Dla zainteresowanych tymi ideologiami, pisałem o nich TUTAJ. „Wszechmocyzm” jest generalnie popularniejszą ideologią, stąd więcej uwagi jej poświęcanej, ale warto odnosić się do obydwu.

[br]

Tym razem pomyślałem, że warto odnieść się do dość popularnego wypaczania nauki stosowanego przez ruch ofiar, czyli zwalaniu odpowiedzialności na genetykę. „Taki się urodziłem, mam takie geny i to nie moja odpowiedzialność” jest dość popularną wymówką w niektórych kręgach.

To w końcu oczywiste. Skoro geny odpowiadają np. za 50% temperamentu czy poczucia szczęścia, to mamy kontrolę tylko nad pozostałym 50%, prawda? A 50% to mało i niewiele da się z tym zrobić. To po co robić cokolwiek?

Fajne (no, powiedzmy), proste, wygodne zamknięcie tematu.

[br]

Tyle tylko, że to nie tak działa.

[br]

Kiedy mówimy o tym, że geny odpowiadają za 50% poczucia szczęścia, to mówimy o zmienności populacyjnej. Innymi słowy – w obecnym świecie, w obecnie badanej populacji, za połowę interpersonalnych różnic w poczuciu szczęścia odpowiadają różnice genetyczne. Nie jest to jednak to samo, co twierdzenie, że za 50% poczucia szczęścia danej, konkretnej osoby odpowiadają jej geny i może zmienić tylko pozostałych 50%! Co więcej, takie twierdzenie byłoby absurdalne.

Żeby to lepiej zilustrować, weźmy dwa ekstremalne przykłady. Wyobraź sobie, że jesteś złym bratem bliźniakiem Richarda Bransona i zamiast posyłać ludzi w kosmos prowadzisz szalone eksperymenty na wyspie na Hawajach. Bierzesz grupę dzieci i od najwcześniejszego możliwego wieku przetrzymujesz je w absolutnie identycznych warunkach, dając im absolutnie identyczne doznania (hipotetycznie uznajmy, że jest to możliwe). Ich środowisko jest więc identyczne. W takiej grupie 100% różnic w poczuciu szczęścia byłoby genetyczne – tzn. jedynym wyjaśnieniem dla możliwych różnic byłyby geny.

Jako szalony naukowiec robisz też drugi eksperyment – tworzysz armie identycznych klonów George’a Lucasa i pozwalasz im dorastać w skrajnie zróżnicowanych warunkach. (Dlaczego klonów Lucasa akurat? Bo bawi Cię ironia. Mwahahahahahaha!) Ponieważ klony te mają identyczne geny, jakiekolwiek różnice w ich poczuciu szczęścia byłyby w 100% środowiskowe.

Twierdzenie, że 50% różnic w odczuciu szczęścia jest więc wyjaśniane genetycznie nie znaczy więc, że w moim czy Twoim przypadku szczęście tylko w połowie zależy od środowiska, a w połowie jest „nie do ruszenia”. Oznacza ogólną równowagę odpowiedzialności w populacji. Jednocześnie, gdyby np. wprowadzić drastyczne zróżnicowanie środowiska w którym żyjemy – część z nas zmusić do życia jak biedacy w XIX-wiecznym Londynie*, a części dać, na widoku tych biedaków, absurdalne wręcz luksusy – to te same, ustalone już różnice w proporcjach poczucia mogłyby się zmienić drastycznie.

*gdzie jak stać Cię było na nocleg, to kupowałeś miejsce na linie rozciągniętej przez pokój, na której mogłeś się oprzeć śpiąc na stojąco… w ramach pobudki odwiązywano linę, pozwalając śpiącym zwalić się na twarz

[br]

Bardziej indywidualnie oznacza to, że dowolne dotychczasowe osiągi, jakie miałeś w dowolnej dziedzinie są wypadkową tego jak podchodziłeś do treningu oraz twoich predyspozycji genetycznych do tego określonego rodzaju treningu (a nie predyspozycji do tej dziedziny jako takiej, bo o takich predyspozycjach nie mamy prawa mówić). Innymi słowy, zmieniając formę treningu/rozwoju osobistego/terapii/itp. masz szanse przekroczyć limity, które mogły się wydawać genetyczne/wrodzone/ nieuniknione.

[br]

Niestety, wiele osób, w tym wielu naukowców (nawet kilku z moich ulubionych, jak Richard Wiseman) popełnia ten błąd, błędnie podając, że skoro np. genetyka odpowiada za 50% populacyjnej zmienności poczucia szczęścia, to połowa Twojego indywidualnego poczucia szczęścia jest ustalona genetycznie. Tak nie jest. Ba, takie twierdzenie nie ma najmniejszego sensu z perspektywy genetyki czy trafnego wnioskowania i jest prostym pomyleniem kategorii.

Za wyjątkiem zaburzeń związanych z uszkodzeniami pojedynczego genu (np. choroby Huntingtona), geny same w sobie niczego nie determinują. Co najwyżej formułują nam ścieżki najmniejszego oporu i największego oporu w dążeniu do celu.


Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!

Przykładowe pytania: