Wczoraj późnym wieczorem wróciliśmy do domu, nieco zdemolowanego przez koty pod naszą nieobecność, dziś więc mogę na spokojnie siąść, zebrać myśli i opisać swoje doświadczenia z Blog Forum Gdańsk 2013. Fotki wykorzystane we wpisie pochodzą z materiałów BFG (https://www.facebook.com/BlogForumGdansk).


Trójmiasto lubię – regularnie bywamy tam w wakacje, odpocząć w Sopocie – miło więc było trafić tam po raz kolejny. Część spośród blogerów na Blog Forum Gdańsk miała pokryty nocleg i dojazd, ale dotyczyło to głównie tuz blogosfery, do której zdecydowanie się nie zaliczamy, musieliśmy więc sami coś wybrać. Przy tej okazji chciałbym dodać, że zdecydowanie przydałoby się na przyszłość z góry wiedzieć gdzie będzie się odbywała impreza integracyjna – łatwiej byłoby wtedy dobrać hotel położony nieco jej bliżej.

Niestety, pewnym rozczarowaniem okazał się hotel Royal Residence, który zdecydowaliśmy się wybrać z dostępnej oferty m.in. ze względu na wpisane w cenę jacuzzi. Tak, wiem że to prymitywne, ale lubię czasem wygrzać plecy w wielkiej wannie :) Cóż, na miejscu okazało się, że dla właścicieli prysznic z dyszami natryskowymi to też jacuzzi (“wielu osobom się to myli” – cóż za zaskoczenie, skoro to nie są te same rzeczy? ;) ). W połączeniu z opryskliwą menadżerką i kiepskim śniadaniem, zdecydowanie nie mogę polecić, mimo ładnie urządzonych i naprawdę dużych pokoi. Cóż, taki urok zakupów grupowych, jest to loteria. Niektóre doświadczenia z takich zakupów mieliśmy bardzo kiepskie, a niektóre naprawdę świetne (jak HP Park Plaza we Wrocławiu, który zdecydowanie zasłużył sobie na linka :) )


No dobrze, ale nie czytasz tego by poznać moje doświadczenia hotelowe, tylko by dowiedzieć się o Blog Forum Gdańsk, prawda? No właśnie. Przejdźmy wiec do sobotniego ranka i stoczni gdańskiej, gdzie w klubie B90 odbywało się BFG. Niestety, o ile dojście do klubu było dobrze oznaczone od strony bocznego wejścia do stoczni, o tyle od strony głównego wejścia było to bardzo kiepsko oznaczone. Sami najpierw musieliśmy pytać o drogę, a później pomagać innym, którzy sami próbowali się właśnie zgubić. Jeśli nigdy nie byłeś na terenie stoczni – to DUŻE miejsce.

Duży był też B90, mieszczący się w części dawnej hali fabrycznej. Dobór lokalu miał swoje wady i zalety. Był niewątpliwie klimatyczny, było dość toalet na potrzeby 270-osobowej grupy (co z tego co czytałem było wyraźnym usprawnieniem względem poprzednich edycji), dość miejsca, by pomieścić w zasadzie cały event w jednym pomieszczeniu, włączając w to przerwy kawowe i obiadowe.

Niestety – i to już konkretna wada – był też ewidentnie niedogrzany, a “podręczność” obiadu okazała się pewnym problemem gdy, drugiego dnia, chęć śledzenia opóźnionego programu przegrała z  pustymi żołądkami blogerów.


Cały event trapiły niestety opóźnienia, już od pierwszego dnia. Dało to jednak okazję do poznania kilku osób, m.in. Tomka Kopyrę o którym pisałem już ostatnio i od którego poznałem namiary na kilka ciekawych piwiarni w Warszawie, oraz chyba najsympatyczniejszego człowieka, jakiego miałem okazję poznać na BFG, czyli Michała Szafrańskiego z Jak Oszczędzać Pieniądze. Na serio, dawno nie spotkałem tak bezpretensjonalnego, a przy tym bardzo sensownego gościa.

Na tym etapie pojawił się też pewien mój duży problem z BFG, a mianowicie – ja nie znam blogosfery. Ale tak serio. Kojarzę z twarzy może z 10 osób z całej blogosfery w Polsce, z której to 10-ki zresztą większości na tym evencie nie było. Może drugie tyle kojarzę z nicka. Tyle. A to niestety mocno utrudnia nawiązywanie kontaktów na BFG, bo brakuje już tematu p.t. “a, czytałem Twojego bloga, fajny wpis ten i ten”. Nie pomaga fakt, że duża część uczestników niespecjalnie jest zainteresowana poznawaniem nowych osób. Niektórzy jeszcze chętnie opowiedzą o swoim blogu, zapytani, ale raczej nie będą pytali innych. Niektórzy w ogóle byli zamknięci w swoich grupkach i niespecjalnie otwarci na kogokolwiek. (Co było nawet w pewien sposób zabawne, w momencie gdy dosiedliśmy się z żoną do grupki blogerów z których jeden, jak się okazało po identyfikatorze, jest u żony regularnym komentatorem… Zapewne mieliby ciekawe tematy do rozmowy, ale nigdy to nie wyszło, bo bloger ten nie wykazywał żadnego zainteresowania dowiedzeniem się co w ogóle piszemy.)

bfg1

Oczywiście, nie wszyscy na BFG tacy byli. Mieliśmy też okazję poznać nieco osób mocno otwartych i szukających okazji do poznania innych (m.in. Joanna Cosel – yadis.pl, chłopaki z Matura to Bzdura , Iwona z psiewedrowki.pl , Jacek Granatowski z jackgraal.com czy Stay Fly … przy okazji, wizytówki są wybitnie przydatne na takim evencie nawet dla blogera). Miałem też okazję spotkać się z Piotrem Marszałkowskim, którego znałem już ze środowiska nlpowego. Tym niemniej na imprezie typowo networkingowej, jaką w swej istocie BFG miało być, nieco jak dla mnie zabrakło takich różnych usprawnień dla networkingu, jakie można by było łatwo wprowadzić.  Choćby prostej listy p.t. “kto prawdopodobnie będzie”, bo nie zdziwiłbym się, gdyby było tam parę osób, które czytam lub oglądam, a których po prostu nie skojarzyłem.

Jeśli chodzi o wykłady pierwszego dnia, były to głównie typowe historie “jak to ze mną było”. Często ciekawe, ale niekoniecznie wnoszące wiele praktycznych rozwiązań, m.in. dlatego wyrwaliśmy się nieco wcześniej, by odpocząć w hotelu przed wieczorną integracją. Wyróżnił się tu bardzo dynamiczny i nawet zawierający nieco treści wykład Radka Kotarskiego. Ogólnie, pierwszy dzień był mocny społecznie i kontaktowo, ale niekoniecznie merytorycznie.

bfg2

Wieczorna integracja… cóż, zaplanowana nieźle, tylko niestety organizacyjnie zawalona. Po prostu – strasznie – brakowało informacji co, jak, gdzie i kiedy. I tak dobrze, że po wysłuchaniu wstępu zrezygnowaliśmy ze zwiedzania festiwalu artystycznego Narracje i zamiast tego poszliśmy o 19 coś zjeść, bo w przeciwnym wypadku musielibyśmy o głodzie czekać do prawie 11, a to słabo wpływałoby na odbiór wieczora. Ja wiem, że to prymitywne, ale zadbanie o takie rzeczy jak głód i wypoczynek u uczestników naprawdę się przydaje, podobnie jak odpowiednie informacje. Zresztą – zdecydowałem się dzięki temu napisać post o logistyce szkoleń i konferencji, więc jakaś korzyść była ;)

Główna część integracji zaczęła się – bez żadnego wprowadzenia – w hotelu Gdańsk, gdzie odbyła się degustacja piwa – bardzo zresztą dobrego – która jednak została dość szybko i nieoczekiwanie przerwana hasłem “za 5 minut wychodzimy”. Cóż, dla niektórych wychylenie piwa jednym łykiem to nie problem, ale współczuję komuś, kto dopiero sobie nalał, a należy do grupy “sączących”… Co gorsza, przez cały czas nie było jasne “co i jak”, o tym co dalej dowiadywaliśmy się z pogłosek o pogłoskach od innych uczestników, brakowało jasnego przekazu organizatorów. I tak, wiem, że pisałem, że wyszliśmy wcześniej, specjalnie pytałem się innych uczestników, czy na koniec były jakieś szczegółowe informacje o wieczorze – nikt takich nie usłyszał.

bfg3

Z hotelu przeszliśmy do Filharmonii Bałtyckiej, gdzie przy bocznej scenie wysłuchaliśmy koncertu Wojtek Mazolewski Quintet – nie jestem jazzowcem, ale bardzo mi się podobał, choć jestem ciekawy na ile był on dopasowany do ogólnych gustów uczestników BFG. Z ponad godzinnego koncertu przeszliśmy do sąsiadującej restauracji, gdzie wieczór już się zakończył. Niestety, dla nas stosunkowo wcześnie – ok. północy – gdyż ilość siedzeń była w każdej z trzech lokacji skrajnie ograniczona i w pewnym momencie po prostu siadały nam nogi, zwłaszcza, że na BFG też sporo postaliśmy rozmawiając przy stolikach, zamiast siedzieć na widowni. Jestem świadomy, że nie jest łatwo zorganizować knajpę z odpowiednią ilością siedzeń dla względnego komfortu 270 osób, ale może warto na przyszły rok jakoś nad tym pomyśleć. Może koncert na siedząco, zamiast na stojąco, żeby choć trochę odciążyć?

Dzień drugi był już bardziej merytoryczny, na tyle, że chciałbym się odnieść do poszczególnych wystąpień. Miałem też okazję poznać dwie sławy naszej rodzimej blogosfery. Tomek Tomczyk (Kominek) okazał się niesamowicie sympatyczny, wybitnie nie pasujący do swojego wirtualnego alter-ego. Z Krzysztofem Gonciarzem próbowałem pomówić dwukrotnie, raz na imprezie integracyjnej i raz na żywo, niestety trudno mi go było skłonić do dłuższej rozmowy, natomiast udało mi się chociaż podpytać o inspirację dla Krzysztofa Kanciarza. Okazał się nią być Robert Kiyosaki i jego hasła.

Jeśli chodzi o wystąpienia, tego dnia, przyznam, zabrakło mi mocno opcji p.t. pytania z sali (pomijając sesję pytań i odpowiedzi, przeznaczoną już dla innej grupy prezenterów). Marek Staniszewski poruszył tematy ciekawe, ale niestety mocno przeteoretyzowane i przesycone cytatami z “wielkich myślicieli”, co jak dla mnie utrudniało odbiór. Tu strasznie chętnie bym podjął dyskusję z jego tezami, bo np. jego twierdzenie (w oparciu o badania, ale sondażowe, więc mało wiarygodne) o przyczynach blogowania, tzn. że większość blogerów pisze głównie dla siebie. Sama procedura rekrutacyjna BFG była jednak antytezą tych słów – jeśli blogerzy pisaliby głównie dla siebie, to jaki jest sens robić z popularności bloga kryterium wstępu na imprezę? I kto z prawie 300 osób na sali nie miał u siebie zainstalowanych analitycsów? ;)

bfg4

Blogowy Brainstorm n.t. przyszłości blogosfery był naprawdę ciekawy i bardzo, ale to bardzo dobrze moderowany przez Konrada Traczyka – szacunek dla niego za poziom prowadzenia, nie jest łatwo utrzymać taką grupę w ryzach.

Wystąpienie Jurka Owsiaka było niewątpliwie zabawne i ciekawe, tylko trochę mało blogowe, bardziej na zasadzie “jak mi ci niektórzy blogerzy bluzgali i jaka orkiestra jest fajna”, niż o blogowaniu. Dla jasności – zgadzam się, że jest fajna ;)

Wystąpienie Marii Rotkiel nt. stresu w blogosferze to porażka. Jako psycholog naprawdę mogłaby sporo fajnego powiedzieć o radzeniu sobie ze stresem i krytyką, a zamiast tego zaczęła od poppsychologicznej bzdury pt. .”jak wierzysz w to co robisz i wiesz po co to robisz, jesteś odporny na stres”, a potem było już tylko gorzej (włączając to skrajne, laickie niezrozumienie tego, czym jest intro- i ekstrawersja).

Na tym etapie wg. programu powinien być już obiad, ludzie czuli się mocno głodni, ale byliśmy też opóźnieni aż o dwa wystąpienia (niestety braki w trzymaniu czasu organizatorów, wyraźne już pierwszego dnia, tu naprawdę dały się we znaki). A że stoły z jedzeniem stały tuż obok, zaczął się już wokół nich robić tłum i ludzie zaczynali już sobie nakładać. Przyznam – byłem głodny i byłem wśród tych ludzi i naprawdę żałowałem, bo kolejne wystąpienia były ciekawsze i zdecydowanie nie zasługiwały na to, by były “do kotleta”.

Pierwszym było wystąpienie prezydenta miasta Gdańsk,Pawła Adamowicza. Temat ciekawy, bo akurat doświadczenia polityka-blogera (i to znanego) są czymś co trudniej poznać niż doświadczenia typowego blogera.

Prawdziwą perełką był natomiast wykład Katarzyny Szpor, zastępcy dyrektora NaTemat. Zdecydowanie i bezdyskusyjnie najbardziej merytoryczne wystąpienie na konferencji i zdecydowanie bardzo praktyczne i przydatne dla uczestników. Konkretne wypunktowanie błędów blogerów w kontaktach z reklamodawcami oraz proponowanych usprawnień, po prostu klasa. Warto obejrzeć.

Poobiednia sesja pytań i odpowiedzi była całkiem ciekawa, niestety musieliśmy już wyjść przed Keynotem Krzyśka Kanciarza (Gonciarza), czyli krótkim standupowym show (pierwszym na żywo – to druga rzecz, którą udało mi się od Krzysztofa dowiedzieć).

A, całkiem spontanicznie próbowałem zainteresować organizatorów nowo powstającą inicjatywąprotestem blogerów i nie tylko blogerów, przeciwko promowaniu przez TVN krzywdzącej dzieci szarlatanerii n.t. autyzmu. Niestety, organizatorzy chyba nie chwycili, ale może ktoś z Was, drodzy czytelnicy, podchwyci i się przyłączy. Warto wspomóc tą akcję i przeciwdziałać takim syfom.


Ogólnie rzecz biorąc, BFG było całkiem ciekawe, po drugim dniu oceniam je zdecydowanie pozytywniej, niż oceniłbym tylko po pierwszym. Jednocześnie, co by tu nie powiedzieć, przydałoby się parę usprawnień. Na szybko więc, zalety i rzeczy do poprawy…


Zalety:

– Darmowy (a dla części wręcz dofinansowany) event na dużą skalę. Da się? Da się.

– Okazja do poznania różnych blogerów w praktyce

– Świetne wystąpienie Katarzyny Szpor, kilka niezłych wystąpień innych prezenterów

– Dobra organizacja eventu “na miejscu”

– Świetny koncert


Rzeczy do poprawy:

– sporo wpadek organizacyjnych “wokół” imprezy, przede wszystkim brak odpowiedniej ilości informacji, poczynając od tego “kto będzie”, przez oznaczenie drogi do lokalu, aż po fatalny poziom informacji odnośnie wieczornej integracji

– ziiiimnoooo…

– okazja do poznania mocno niedowykorzystana, można ją mocno usprawnić na poziomie networkingowym


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis