W coachingu i terapii prowokatywnej jest pewien paradoks. Z jednej strony bardzo bowiem te metody lubię, a z drugiej nie ma absolutnie żadnej metody, wliczając w to skrajne ezo-odloty, po której musiałbym bardziej „sprzątać”. Sprzątać – czyli pomagać dojść do siebie osobom, nazwijmy to wprost, skrzywdzonym przez nieumiejętne korzystanie z podejścia prowokatywnego.

Ponieważ akurat w ten weeknd na Szkole Coachingu i ChangeWorku przerabiamy właśnie wstęp do coachingu prowokatywnego, pomyślałem, że warto poruszyć ten temat na blogu.

[br]

Jak wspomniałem, lubię podejście prowokatywne. Rzadko kiedy prowadzę sesję stricte w tym podejściu, ale często wtrącam do sesji jego elementy, zwłaszcza w pracy długoterminowej. Dobrze prowadzony coaching prowokatywny pozwala na zbudowanie naprawdę fajnej dynamiki z klientem. Umożliwia szybkie przebrnięcie przez wiele wymówek i obaw, które klient bezskutecznie „przeżuwa” w swojej głowie. Przy tym wszystkim pozwala jeszcze zacieśnić i usprawnić relację coachingową.

[br]

Więc gdzie problem? Skąd tyle roboty z „czyszczeniem” po coachach masakrujacych prowokatywne podejście?

Niestety, w naszej kulturze termin „prowokować” ma bardzo negatywną konotację.

Jak kogoś prowokujesz, to w domyśle prowokujesz go do gniewu. Chcesz go wkurzyć, rozsierdzić, sprawić, że utraci kontrolę.

Względnie, jeśli kogoś prowokujesz, to niczym Agent Tomek prowadzisz „kontrolowaną prowokację”, manipulujesz osobą by odsłoniła się i naraziła.

Z takimi wzorcami nic dziwnego, że ludzie po prostu źle rozumieją podejście prowokatywne. Wychodzą z założenia, że celem takiego podejścia jest wkurzyć klienta. W tym celu potrafią go obrażać, wyśmiewać i poniżać, często przed grupą i z brakiem jakiegokolwiek serca czy wyczucia. Ot, jak kogoś dostatecznie się zdepta, to w końcu musi się podnieść! To przecież oczywiste!

No, przynajmniej w głowie takich „prowokatorów”.

[br]

W rzeczywistości niestety takie potraktowanie wiele osób po prostu bardzo skrzywdzi. Miałem klienta, z którym pracowałem tylko nad tym by po „prowokatywnym” potraktowaniu przez jednego z rozwojowych guru był w stanie w ogóle spać. Ot, drobiazg, chłopak został tak sprowokowany, że nie mógł spać przez kilka dni i nocy. Spotkałem osoby, które po „prowokacji” trenera na evencie miały dość poważne myśli samobójcze. Wbrew fantazjom guru i niedouczonych prowokatorów, jak będziesz po kimś dostatecznie długo deptał, to masz sporą szansę wbić go po prostu w glebę (a jak wątpią, proponuję im empiryczny test z asystą kilku dresów – zasłużyli sobie).

clown-238527_640

Nie! Technika psychopatycznego clowna jest na zaawansowanym kursie.

Sęk w tym, że prawdziwe podejście prowokatywne nie ma nic wspólnego z takim naszym polskim rozumieniem prowokacji. W pracy prowokatywnej starasz się sprowokować klienta do INNEJ REAKCJI NIŻ DOTYCHCZAS.

Innej. Dowolnej. Nie konkretnie złości czy utraty kontroli. Inną reakcja może być śmiech, nowe spojrzenie na sprawę, inne emocje, myśli lub zachowania. Cokolwiek, co wybija klienta z utartego schematu zachowania (i nie wpycha w jeszcze gorszy p.t. „to teraz się zabiję” względnie „no to teraz nie będę spał z przejęcia”).

Aby to uzyskać coach czy terapeuta prowokatywny owszem, stosuje coś co nazywa się czasem „radosnym sadyzmem” albo „terapeutycznym okrucieństwem”. ALE – i to jest absolutnie, bezwzględnie, kluczowe ALE – takie zachowanie jest równoważone drugą stroną monety, tym jak taki coach podchodzi do klienta. W tym podejściu traktujesz bowiem klienta jak starego, bliskiego przyjaciela. Kogoś, z kim nakradłeś się już koni, wypiłeś niejeden ocean trunków, przeżyłeś niejedną przygodę. Kogoś, za kogo oddałbyś rękę, tudzież nerkę (wątrobę już w zasadzie oddałeś). Słowem, kogoś bardzo bliskiego, z którym wchodzisz w ogromną dynamikę statusową, z ufnością, że on też w taką dynamikę wejdzie. Tak, jesteś okrutny – jak okrutni są przyjaciele przedrzeźniając się. Tak, jesteś radośnie sadystyczny – tak jak przyjaciele w docinkach. Tak, jesteś bezpośredni – jak tylko możesz być z osobą, o której wiesz, że się na Ciebie nie obrazi, bo już naprawdę nie takie rzeczy sobie mówiliście.

Na tym polega podejście prowokatywne w coachingu czy terapii. Na zbudowaniu, na czas sesji, poziomu relacji, której wiele osób nie ma nawet w bliskich przyjaźniach. Bywa to trudne, ale dobrze zrobione jest bardzo skuteczne.

A jeśli Ty chcesz to robić, cóż, jest jeden podstawowy test – zanim powiesz cokolwiek, czy podchodzisz do klienta jak do tego świetnego przyjaciela? Czy zależy Ci faktycznie na nim, tak jak na najbliższym przyjacielu?

A w gruncie rzeczy, czy masz jakichś przyjaciół? Ale tak poza Twoją mamą, wiesz, mówimy o dorosłych przyjaciołach. Nie, Twój pluszowy miś się nie liczy. Mój pluszowy rekin go zjadł :P To jak, masz jakichś dobrych przyjaciół? Nie wierzę. Wymień co najmniej trzech… ;)


Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!

Przykładowe pytania: