Elisabeth Kübler-Ross znana jest przede wszystkim z modelu 5 faz żałoby, opisującej reakcję ludzi na informacje o nieuleczalnej chorobie i nadchodzącej śmierci (własnej lub kogoś bliskiego). Tych pięć etapów to:

– zaprzeczenie („Nie, to na pewno pomyłka!”)

– gniew („Za co spotyka to akurat mnie!?”)

-negocjacje („Jeśli zacznę bardziej o siebie dbać, może pożyję choć rok dłużej.”)

– depresja („To nie ma sensu, po co cokolwiek robić.”)

– akceptacja („No cóż, umrę. Nie ma co z tym walczyć, lepiej godnie spędzić ostatnie chwile życia.”)



Ten model, choć niewątpliwie bardzo cenny, bywa niestety miejscami traktowany jako niezaprzeczalna prawda, a nie jako pewien, uproszczony opis. Innymi słowy, niektórzy ludzie zakładają, że KAŻDY człowiek w takiej sytuacji musi doświadczyć dokładnie tych samych pięciu etapów dokładnie w tej samej kolejności. A czasem wręcz dokładnie wg. jakiegoś z góry założonego rozkładu czasu („faza pierwsza trwa tydzień, druga dwa tygodnie, itp.”)

W rzeczywistości nie tylko tak nie jest, ale wręcz sama autorka modelu podkreślała, że nie da się go tak uogólnić (podobnie, zresztą, jak Abraham Maslow odnośnie swojej piramidy wartości). 5 faz to użyteczny model (użyteczny nie tylko do żałoby, ale o tym za chwilę), ale to nie prawo naturalne :) To po prostu coś, co pomaga zrozumieć, co może akurat dzieje się w głowach innych ludzi. Tak długo, jak pamiętamy o tej warunkowości, możemy jednak skorzystać z tego modelu w bardzo wielu sytuacjach…



Lata temu, gdy jesienią 2008 organizowałem drugi przyjazd Andrew Austina do Polski, popełniłem pewien dość istotny błąd. Dużo mi on dał w dalszej perspektywie, ale wtedy – wtedy bolało. W skrócie błąd polegał na tym, że robiąc listę uczestników szkoleń zapomniałem wpisać na nią osobę, która zapisała się na szkolenie pół roku wcześniej, na pierwszym szkoleniu Andy’ego w Polsce. Człowiek ten o sobie nie przypominał, jemu również termin szkolenia wyleciał z głowy, a ja, nie mając go na liście,  nie wysłałem mu logistyki.

W efekcie przypomniałem sobie o nim dopiero w trakcie lunchu podczas pierwszego z trzech szkoleń, które przy tamtej okazji prowadził Austin…

Przyznam, że do dziś czuję się nieco głupio, gdy o tym piszę. Oczywiście, wtedy natychmiast zadbałem o rozwiązanie sprawy tak, by klient był zadowolony (jako że do dziś jest stałym klientem, mam wrażenie, że się udało),  wprowadziłem też procedury, by nigdy więcej taka sytuacja nie miała miejsca. Natomiast dla poruszanego tematu istotne było co innego. W trakcie, gdy siedzieliśmy na lunchu i mieliłem tą całą sytuację w głowie, Andy zdawał się idealnie trafnie, wręcz w magiczny sposób, opisywać co dzieje się w mojej głowie…

„Teraz próbuje przekonać siebie, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło…”

Po chwili: „Teraz wkurza się na siebie i wyrzuca sobie, jak mógł zrobić coś tak głupiego…”

I znów: „Za chwilę zacznie myśleć jak można tą sprawę rozwiązać…”

Było to tak niezwykłe, że dotarło do mnie nawet przez kłębiące się myśli n.t. zaistniałej sytuacji.

 

Dziś, patrząc z perspektywy, widzę, że po prostu przechodziłem wtedy przez 5 etapów Kübler-Ross, w kontekście czegoś dużo drobniejszego niż żałoba – w kontekście popełnienia błędu. Andrew, znając ten model, wykorzystał go do trafnego opisania tego, co działo się we mnie. Model ten sprawdza się bowiem dość dobrze w dowolnej sytuacji, w której przyszłość w istotny sposób nie zgadza się z oczekiwaniami (np. w przypadku złamanego serca/nieszczęśliwego zakochania). Pozwala na przewidywanie konkretnych reakcji i zachowań – tak długo, oczywiście, jak długo mamy na uwadze, że nie jest to model absolutny.

Dodatkowo, model ten pozwala również na obserwacje samego siebie i wychwycenie -oraz ew. modyfikację – własnych reakcji na różne sytuacje.

 

5 faz przydaje się jeszcze w jednym kontekście. Oprócz obserwacji (i zabawy w trafne czytanie w myślach), mogą bowiem pomóc w konkretnej pracy z drugą osobą, ponieważ ludzie często utykają na którymś z etapów (w moim doświadczeniu, zwykle na etapie złości lub negocjacji) i nie potrafią przejść poza nie. A to już jest konkretna robota dla changemakera.

 

A na deser mam jeszcze recenzję książki E. K-R poświęconej tej tematyce:

Śmierć: Ostatni etap rozwoju

Elisabeth Kübler-Ross (tak naprawdę bardziej pod jej redakcją – co nie jest wspomniane na okładce)

(Dziękuję wydawnictwu Laurum za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.)

Powiedziałbym, że mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki, ale chyba najlepiej byłoby zacząć od tego, że sama książka jest dość zmieszana i nie do końca chyba wie, czym i dla kogo chce być. Z tego względu znajdują się tam zarówno materiały ciekawe, jak i dodane, w mojej ocenie, zupełnie na siłę. Niektórej jej fragmenty to suche, wręcz naukowe publikacje, a inne to bardzo głębokie i osobiste, wręcz intymne wyznania. A wszystko dlatego, że- wbrew temu co sugeruje okładka – nie jest to książka autorstwa E. Kubler-Ross, a książka pod jej redakcją. Sama Elisabeth napisała do niej jedynie kilka krótkich artykułów + segmenty rozpoczynające każdą z części. Na tyle na ile rozumiem, dokonała też wyboru materiałów załączonych do książki. A te są… eklektyczne jest tu chyba dobrym słowem. Analiza potrzeb umierających pacjentów miesza się tu z artykułem n.t. roli śmierci w hinduizmie, by po chwili przejść do opowieści przedsiębiorcy pogrzebowego n.t. jego doświadczeń ze śmiercią i pogrzebem własnego ojca.

Niestety, brak w tym trochę ładu i składu i naprawdę trudno mi było znaleźć myśl przewodnią książki. Miejscami przebija się kwestia potrzeby uczynienia ze śmierci czegoś normalnego i akceptowanego, a nie tabu. Nawet wtedy trudno jednak ocenić dla kogo jest ta książka – czy jest dla personelu medycznego doświadczającego śmierci na codzień? Ludzi w ogóle? Dobór treści sprawia, że trudno to stwierdzić i bardzo osłabia cały przekaz – a szkoda, bo uważam, że jest on cenny i że w książce jest nieco interesujących, lub po prostu bardzo silnych emocjonalnie, przesłań.

Poziom: Nie jestem w stanie ocenić. Są kawałki na S1, są na S3-4

Ocena: 3/5 – książka ma sporo dobrego, ale chaotyczność przekazu i eklektyzm treści osłabia, zamiast wzmacniać przekaz

Książkę możesz nabyć np. TUTAJ.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis