Ciąg dalszy artykułu n.t. mitów, w które wierzymy przez ich powtarzanie w TV. Część pierwszą znajdziesz TUTAJ


6. Cudowna nauka CSI, dr. House’a, itp.

Czy to nie zdumiewające? Miałem kiedyś włamanie do mieszkania – ktoś prawdopodobnie użył podrobionego klucza by dostać się do zamku pseudo-gerdy. Policja zrobiła co mogła, ale jako że dotykałem już zamka patrząc, czy nie jest zepsuty, niewiele śladów mogła zebrać. Nie to co spece z CSI, którzy przyjdą, pobłyskają swoimi magicznymi gadżetami, w ciągu kilku godzin będą mieli przeanalizowane wszystkie dowody, a na koniec nawet pojadą aresztować podejrzanych. Albo taki dr House. Jasne, uwielbiam go, ale zakres testów, jakie ten gość może wykonać, “ot tak”, bez czekania na swoje miejsce w kolejce dziesiątek pacjentów, którzy potrzebują tych samych testów… no po prostu wow! ;)

W rzeczywistości testy – czy to medyczne czy kryminologiczne – wymagają sporo czasu i wysiłku. Na wyniki wielu z nich czeka się całe tygodnie, gdyż muszą być prowadzone w wyspecjalizowanych laboratoriach, które mają dużą kolejkę innych rzeczy do przetestowania. Muszą mieć – takie laboratoria są piekielnie drogie w utrzymaniu, więc zwykle funkcjonuje ich nieco mniej, niż wystarczałoby do bieżącego zaspokojenia potrzeb. A to oznacza kolejki i koszta. No i spece CSI nie aresztują podejrzanych ani ich nie przesłuchują, ale to już detal ;)

Oczywiście, fabularnie ma to wszystko uzasadnienie – błyskawiczne wyniki testów dodają dynamiki fabule, siedzenie na tyłku i czekanie miesiąc na wyniki z laboratorium “nieco” by tą dynamikę zabiło ;) Jednak to fabularne zakłamanie ma konkretne efekty na nasze oczekiwania odnośnie policji czy lekarzy. Uczymy się zakładać, gdzieś z tyłu głowy, że w idealnym świecie policja czy lekarze powinni raczej tacy jak w CSI czy dr House’ie, że jeśli tacy nie są – to wina naszego systemu, że tam gdzieś, na tym mitycznym zachodzie, jest dokładnie tak jak w tych serialach. Nie jest to zdrowy zestaw oczekiwań.


7. Magiczne komputery magicznych hakerów

Skoro mówimy o magicznej technologii i błyskawicznych efektach, hakerzy w filmach są kolejnym przykładem takiej “magii”. Przyznam, nie wiem jak jest teraz, możliwe, że w ciągu ostatnich kilku lat coś się zmieniło, ale przez lata głównym narzędziem pracy hakera były nie tyle jego niesamowite umiejętności komputerowe, ile umiejętność korzystania z ludzkiej naiwności oraz niewiarygodne ludzkie niedbalstwo w zakresie bezpieczeństwa informatycznego. Jeśli nawet to wszystko się zmieniło, nie zmieniło się co innego – większość rzeczy, do których serialowi czy książkowi hakerzy mieliby się dostać, funkcjonuje w intranetach – systemach danych do których nie ma wejścia z zewnątrz. Jasne, haker może się włamać na stronę jakiegoś ministerstwa – bo ta strona dostępna jest dla publiczności i musi być do niej publiczny dostęp. Ale tajne dane tego ministerstwa przechowywane są na komputerach, które po prostu nie mają dostępu do internetu. Ktoś próbujący się do nich włamać musiałby więc fizycznie znaleźć się w strzeżonym budynku, podrabiając odpowiednie przepustki (i licząc na nieuwagę ochrony tudzież dużo szczęścia), następnie zyskać dostęp do “wewnętrznego” komputera (razem z hasłem do niego) i dopiero mógłby liczyć na jakiekolwiek włamanie.

Magiczne sterowanie światłami, systemami elektronicznymi, itp. przez hakerów? Hmm, jakby to ująć, nie. Ale na filmach wygląda dobrze, większość odbiorców nie zna się na temacie, wiec czemu się ograniczać. Widzowie przełknęli w końcu zhackowanie komputera obcych przy użyciu ziemskiego laptopa (USB jest jak widać międzygalaktycznym standardem wtyczek ;) ) w “Dniu Niepodległości”.

Dlaczego jest to problemem? Bo umacniając mity “komputerowego” hackera widzowie stają się bardziej nieostrożni względem typowych “naiwnościowych” hakerów. Tych, którzy wysyłają Ci “wiadomość od banku” każącą zalogować Ci się na fałszywej stronie, która wykradnie Twoje dane do konta bankowego… Pisząc ten post dostałem tylko 5 takich ;)


8. Odkryj swoją pasję, to że bardzo chcesz wystarcza

Ugh… Obok “miłości od pierwszego wejrzenia”, klisza p.t. “odkryj swoją pasję i wszystko się pod nią ułoży” jest chyba drugą najbardziej szkodliwą wśród filmowych przekazów. Jasne, wyszło z tego nieco lepszych lub gorszych filmów – idea ta była szczególnie popularna pod koniec lat 80-tych i na początku lat 90-tych. To okazja do klasycznej historii “od zera do bohatera”, oglądanie kogoś, kto spełni swoje marzenia jest zawsze przyjemne i inspirujące. Ba, podstawowa zasada dramaturgii, o której wspominałem już w jednym z wcześniejszych punktów, sprawia, że scenariusz p.t. “mam pasję, chęci i tyle” będzie dużo lepszym filmem niż “mam pasję, chęci, solidne kompetencje i przygotowanie”. Po prostu, w tym drugim przypadku stawki są nieporównywalnie mniejsze, a to czyni cały film dużo mniej dramatycznym.

Problem w tym, że to co odpowiada za atrakcyjność filmu niekoniecznie sprawdza się poza tym filmem. Tak jest właśnie z mitem pasji. Owszem, czasami ludzie mogą coś osiągnąć dzięki pasji i chęciom… Pod warunkiem, że są też w danej dziedzinie kompetentni, gotowi do ciężkiej pracy, tudzież mają niemały łut szczęścia ;) Lub przynajmniej spełniają dwa z tych trzech dodatkowych kryteriów.

Ci, którzy ich nie spełniają, ponoszą porażkę i to często z rodzaju tych porażek, z których się już nie pozbierają. Bo życie to nie film.


9. Wyidealizowana przyjaźń

Ah, filmowe i serialowe przyjaźnie, gdzie ew. niechęć czy złość zawsze muszą przeminąć przed napisami końcowymi… W końcu nie wiadomo, czy stacja nie puści odcinków w innej kolejności, np. ze względu na przypadkowe pomieszanie kaset, a wszystko fabularnie musi się wydawać sensowną całością. Serio, tak właśnie brzmi historyczne uzasadnienie tego, że w większości serialów fabuła praktycznie nie posuwa się do przodu z odcinka na odcinek. Ale cóż – ograniczenie wagi bagażu samolotowego wynika z ograniczenia wagi bagażu w dorożkach na początku XX wieku, więc z telewizja i tak nie jest tak źle.

Trzeba przyznać, że trend ten powoli zaczyna ulegać zmianie i serialowe relacje zaczynają stawać się nieco bardziej ludzkie i realistyczne, ale przez długi czas ludzie wierzyli w mocno wyidealizowane relacje rodem z “Seksu w wielkim mieście”, przyjaciółki absolutnie bliskie, wierne, absolutnie sobie oddane, nieustannie się spotykające, nigdy się poważnie nie kłócące, itp. To zaś może prowadzić do nierealnych oczekiwań względem prawdziwych przyjaźni, a w efekcie prowadzić do ich niszczenia – bo nic tak nie szkodzi prawdziwym relacjom jak próba podciągnięcia ich pod nierealny ideał. Nie znaczy to, że nie należy dbać o usprawnianie tych relacji. Przeciwnie – zdecydowanie warto to robić. Po prostu powinny to być realne usprawnienia, a nie próby podciągnięcia relacji pod fikcyjne wyobrażenie.


10. Mit jednej przyczyny

Jeśli ktoś jest zły, chory, itp. to jest tego jedna przyczyna. Jedna konkretna rzecz, której rozwiązanie załatwi sprawę, wyleczy chorego, uzdrowi osobę zaburzoną, uczyni z drania sympatycznego gościa, itp, itd.

No cóż, ponownie, świetne zagranie fabularne, ale bardzo, bardzo szkodliwe w praktyce. Sprzyja poszukiwaniu magicznych rozwiązań,

Sam raz za razem spotykam się z tym problemem jako coach, zarówno ze strony klientów jak i innych coachów. Poszukiwanie “jednej przyczyny problemów/problemu” jest bardzo mocno wpisane w “mitologię” pracy coachingowej i terapeutycznej. To m.in. dlatego klienci chcą często wchodzić szczegółowo w swoje historie, by “zostać dobrze zrozumianym”. Ba, sądzę że to z tego powodu mój tekst o DDA wzbudził i wciąż wzbudza takie emocje. Bo trzymanie się pojedynczej przyczyny jest szalenie atrakcyjne. A że oderwane od rzeczywistości, to detal.

Ludzie są systemami. Nie ma jednej przyczyny – jest zestaw powiązanych czynników.

P.S. Swoją drogą, przy wszystkich fabularnych idiotyzmach “Mrocznego Rycerza” (świetnego filmu, ale bardzo głupiego ;) ), to jedna rzecz, której uniknęli przy Jokerze i chwała scenarzystom za to. Joker nie ma “jednej przyczyny bycia złym/zaburzonym”, wręcz tą jedną przyczynę regularnie wykpiwa.


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis