8 października 2009 roku około 60 osób wzięło udział w szkoleniu „Duchowy Wojownik” Jamesa Arthura Raya. 3 z nich nigdy nie wrócily do domu, 18 zaliczyło długą hospitalizację, wiele również uległo trwałemu okaleczeniu. Wszystko w wyniku błędów i arogancji Raya. Trzeba dodać, że nie była to pierwsza śmierć na jego szkoleniu, ani też pierwsza hospitalizacja po tym konkretnym szkoleniu i wynikła z tego konkretnego błędu.

W lecie 2012 wiele osób trafiło do szpitala po szkoleniu Tony’ego Robbinsa. Jak ktoś spaprał organizację spaceru po gorących węglach na tyle, by niektórzy chodzący zaliczyli poparzenia 3-go stopnia, tego nie wiem. To naprawdę nie jest łatwe. Ale udało się, ku cierpieniu uczestników.

Obie te sprawy trafiły na nagłówki światowej prasy, a niewiele brakowalo, by dołączyła do nich świeżutka sytuacja z naszej swojskiej Warszawy! Oto dwóch nastolatków, regularnych uczestników jednego z klubów rozwoju osobistego, postanowiło wprowadzić w życie ideę „misji socjalnych”, które poznali na tym klubie. Misje socjalne polegają generalnie na zrobieniu czegoś głupiego/dziwnego wśród ludzi. Chodzisz po ulicy z ręką wyciągniętą w górę, idziesz spać na podłodze w kawiarni, itp. Rzekomo ma to doprowadzić do przełamania ograniczeń społecznych i obawy przed tym, „co sobie ludzie pomyślą”. Podkreślam, rzekomo, bo realistycznie rzecz biorąc zwykle nie nastąpi transfer takiej umiejętnosci na sytuacje, w której byłaby faktycznie potrzebna. Czyli jasne, możesz się położyć na podłodze w kawiarnii, ale wśród znajomych i tak byś tego nie zrobił. (I słusznie, fama dziwaka może się ciągnąć latami i potwornie głupio jest sobie na nią celowo zasłużyć.)

W każdym razie, powyższe misje socjalne są dla cieniasów! Polak potrafi (zwłaszcza napytać sobie biedy) i z tamtego środowiska już nie raz słyszałem o iście „błyskotliwych” pomysłach na misje, w rodzaju „Podejdę do uzbrojonego żołnierza pełniącego wartę przed budynkiem rządowym i będę udawał, że chcę wyciągnać pistolet i strzelać.”

Coś, co przedwczoraj zobaczyłem na facebooku przebiło jednak wszelkie granice w tym zakresie. Oto zrzuty ekranu:

Tak jest, dobrze widzisz. Nasi genialni rozwojowcy zdecydowali się, w ramach misji socjalnej, robić pompki na torze metra. Spoko, mieli przecież 4 minuty do przyjazdu pociągu!

No bo przecież… Przecież wyświetlacz nie mógł być uszkodzony. Nie mogli się poślizgnąć przy wchodzeniu lub wychodzeniu. Nie mogli zachaczyć o szynę pod wysokim napięciem. Ktoś z peronu nie mógł spanikować, widząc jaką kolosalną głupotę robią i spróbować ich na siłę wyciągać, narażając swoje życie. Maszynista w zbliżającym się metrze nie mógł dostać sygnału, że ktoś jest na torze i pociągnąć za hamulec bezpieczeństwa, narażając pasażerów na obrażenia w wyniku gwałtownego hamowania. Nie, to niemożliwe – oni są optymistami i założyli, że wszystko będzie ok.

JASNE

Różni trenerzy, guru rozwojowi, itp. uzasadniają brak specjalnej troski o jakość swojego przekazu twierdząc, że przecież ich odbiorcy są dorośli, myślą samodzielnie i mogą świadomie decydować co jest dla nich dobre, a co nie. Że podejmują rozsądne decyzje. I faktycznie, w wielu przypadkach tak jest.

A oprócz tego są pozbawieni perspektywy idioci. Oprócz tego są ludzie wkręceni i chcący się popisać przed swoim „środowiskiem rozwojowym”. Oprócz tego są ludzie zagubieni, którzy zrobią wszystko, byle tylko się wyróżnić i zostać zauważeni. A przede wszystkim, oprócz tego są ludzie, którzy po prostu akurat nie pomyślą.

Tak jak chłopaki powyżej, którzy byli tak wkręceni w temat, że po tym jak sami wrzucili te zdjęcia na facebooka, upierali się jeszcze, że to co zrobili to wspaniała misja socjalna, bo patrzyli się na nich wszyscy ludzie na peronie.

Jasne, nie da się myśleć za ludzi. Nawet zachęcanie ich do myślenia jest trudne. Ale jeśli Twój przekaz trafia do wielu ludzi, to weź i zadbaj o to, żeby maksymalnie uodpornić go na wszelkie głupie i bezmyślne interpretacje. Przekaz nie będzie wtedy może tak prosty i seksowny, ale dzięki temu nie obudzisz się się pewnego dnia z ręką w nocniku i kursantem usmażonym na chrupko przez szynę metra lub zmienionym w gustowny, krwistoczerwony fresk na ścianie któregoś peronu.

Ehh,  czasem wydaje mi się, że główny przekaz tego bloga można sprowadzić do jednej, zużytej frazy. Drogi rozwojowcu – czy to kursancie, czy trenerze – MYŚL ŻESZ DO CIEMNEJ MALARII!!!


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis