Mit Eksperymentu Więziennego Zimbardo

Jedna z rzeczy, które – przyznam – nieco mnie frustrują we współczesnej psychologii jest fakt, że ogromna część „wielkich” tej dziedziny opiera swoją popularność na jednym eksperymencie – zwykle pomysłowym, medialnym, ale zazwyczaj zarówno nieetycznym (dziś nie zezwoliłaby na niego żadna uniwersytecka komisja etyki), jak i często po prostu metodologicznie wadliwym. Tworzy to dość patologiczną sytuację, w której duża część „wielkich” zbudowała swoją karierę w oparciu o coś, co dzisiaj nie przeszłoby za żadne skarby. Nawet jeśli w dalszej karierze zrobią coś faktycznie wartościowego – co się oczywiście zdarza – to i tak podstawą ich chwały jest coś kompletnie niezasłużonego.

Nie ma zaś chyba lepszego przykładu na taką sytuację, niż przypadek Philipa Zimbardo i jego eksperymentu więziennego/Stanfordzkiego. Zimbardo wybił się na nim do roli ogromnego autorytetu, a sam eksperyment niejednokrotnie przytaczany jest jako koronny argument n.t. różnych elementów ludzkiego funkcjonowania. Sęk w tym, że…

A zresztą, może lepiej zacząć od wyjaśnienia sprawy dla osób, które o eksperymencie nie słyszały.

Zimbardo zorganizował nabór do eksperymentu. Spośród 75 ochotników wybrano 24 mężczyzn, którym losowo przypisano role więźniów i strażników w sztucznym więzieniu, mieszczącym się w piwnicy wydziału psychologii Stanford. Zimbardo odgrywał rolę dyrektora więzienia (1), a jego magistrant rolę naczelnika staży. „Więzniowie” doświadczyli odgrywanego aresztu w miejscu zamieszkania i zostali przewiezieni do „więzienia”. W toku kolejnych dni obydwie grupy zaczęły coraz bardziej wcielać się w swoje role, co doprowadziło do napastowania „więźniów” przez „strażników” i przedwczesnego przerwania eksperymentu.

Wnioskiem Zimbardo – powtarzanym wielokrotnie później – było to, że ludzie przyjmują przypisane im role i zaczynają się zachowywać stosunkowo do nich. (2)

No dobrze, to co z tym obrazkiem jest nie tak?*

* Oczywiście poza wspomnianymi kwestiami etycznymi, które sprawiłyby, że dziś żadna uczelnia nie zgodziłaby się na takie badanie (choć zgodziła się na nie jedna stacja telewizyjna, ale o tym za chwilę)

SMBC jak zawsze trafia w 10-kę.

Przede wszystkim i to jest podstawowy zarzut wobec tego badania – nie jest to badanie w rozumieniu naukowym. Nie zastosowano tutaj żadnych metod kontrolnych, stosowanych w faktycznych badaniach, które pozwoliłyby zidentyfikować faktyczne procesy zachodzące w grupie. Co więcej, eksperyment Zimbardo nie został tak naprawdę nigdy opublikowany w piśmie typu peer-review, nie został poddany recenzji koleżeńskiej, która stanowi podstawę współczesnej nauki.

Kolejnym problemem był sam udział Zimbardo w eksperymencie i to w kluczowej roli (1). Wielu krytyków wskazuje na to, że uczestnicy eksperymentu nie tyle „przyjmowali przypisywane im role”, co podążali za wzorem autorytetu,  jakim był dyrektor więzienia Zimbardo, zachęcający ich do brutalnego podejścia do więźniów. Po prostu uczestnicy uznali, że eksperyment ma tak, a nie inaczej wyglądać i tyle.

Nie sposób nie wspomnieć o rozmiarze grupy – przy 12- osobowych grupach (tak naprawdę 9-osobowych, 3 osoby w każdej z grup pełniły role „zastępcze”) strażników i więźniów jakiekolwiek próby uogólniania wyników eksperymentu na wszystkich ludzi są wybitnie problematyczne. Dziś grupy kilkakrotnie większe nie wystarczają do zaliczenia zajęć z badań psychologicznych na studiach magisterskich.

Na koniec trzeba wskazać na problemy z doborem uczestników. Wielu badaczy wskazywało – a jeden zespół nawet to przebadał – że sposób opisania eksperymentu sprzyjał rekrutacji osób z natury bardziej agresywnych i dominujących.


To wszystko wystarczyłoby by w zasadzie przekreślić eksperyment Zimbardo: niekontrolowane badanie na grupie 24 nieprawidłowo wyselekcjonowanych białych mężczyzn, w którym eksperymentator brał aktywny udział i które nie zostało opublikowane w piśmie typu peer review jest czymś, czego po prostu nie można w wiarygodny sposób uogólnić. Ale jakby tego było mało, para brytyjskich psychologów we współpracy z BBC przeprowadziła na początku tego wieku częściową replikację eksperymentu Zimbardo. W odróżnieniu od oryginału wyniki tej replikacji zostały opublikowane w formie artykułów w pismach typu peer review. Replikacja ta – choć nie pozbawiona wad – pokazała, że kluczowa jest nie tyle sama sytuacja, co przywództwo nadające określony kierunek interakcjom między ludźmi. Tak jak przywództwo Zimbardo w oryginale skierowało wyniki pierwotnego eksperymentu w stronę bezmyślnej przemocy.


Następnym razem gdy ktoś powoła się na eksperment Zimbardo możesz mu więc wyjaśnić, czemu opieranie się na nim nie ma najmniejszego sensu.


Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Pogromca mitow znow atakuje:)

  • można przyjąć nowe pojęcie – mit został „skrólowany”

  • Łukasz Kozioł

    A wczoraj przeglądając swoje płyty zastanawiałem się, czy nie obejrzeć ponownie „Cichej Furii”…

  • Grzegorz Konrad Marek

    Można prosić o dane o tej replikacji (abstrakt najlepiej)?

  • Kuba Pacura

    Rzeczywiście sam eksperyment, z powodzeniem możemy uznać za „Mit”. Warto jednak dodać, iż sam Zimbardo oprócz eksperymentu wniósł sporo wartościowych materiałów i przyczynił się w znaczący sposób do rozwoju psychologii. Przyczyna popularności – dyskusyjna, ale późniejsze owoce jego pracy – jak najbardziej wartościowe.

    pozdrawiam

  • Andrzej

    A na studiach z Psychologii (na SWPS) wszędzie trąbią o tym eksperymencie, na prawo i lewo, od poniedziałku do piatku.

    • No niestety, na UW też był lubiany. Przydałby się wyższy poziom sceptycyzmu wobec „klasyków” w naszej psychologii.

  • Robert Wyszyński

    Człowiek poza społeczną maską i swoim niezbadanym cieniem niczego więcej nie ma, więc eksperyment, który pokazuje rolę społeczną jako najważniejszy i w zasadzie jedyny kanał w jakiej wyraża się człowiek jest oczywiście prawidłowy. Taka prawda nie dotyczy ludzi duchowo dojrzałych, którzy wypracowali własne centrum. Oni budują na skale, reszta buduje na piasku: wizerunkach, rolach społecznych, tytułach naukowych. Społecznych podpórek jest bardzo wiele. To co uprawiasz na tym blogu jest formą gry społecznej. Krytyk udaje mędrca, publika tworzy arenę, a przeciwnikiem jest nieobecny autor obrabianej idei / mitu. Perfekcyjna gra (E.Berne). W rzeczywistości nie ma tu miejsca ani na prawdę ani na mądrość. One są gdzie indziej. Niemniej, zabawa w krytyka ma wiele pozytywnych aspektów więc warto ją uprawiać. Punktem docelowym jest znudzenie, który przyjdzie później. Tak działają iluzje.

    • Głęboko współczuję. Tyle słów, tyle pustych haseł, tak potworny bełkot.

  • Ano Nimous

    Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że dzisiaj nie ma potrzeby przeprowadzania podobnych akcji. Ten eksperyment od pewnego czasu trwa samodzielnie w przestrzeni internetu i to na gigantyczną skalę. Tu już nie potrzeba żadnych specjalistów żeby zobaczyć jak zachowują się ludzie przeświadczeni o swojej anonimowości. Wszechobecne wulgaryzmy, chamstwo, brutalność, brak jakichkolwiek granic. Z jednej strony masz rację, że eksperyment przeprowadzony w taki sposób nie powinien być żadnym wyznacznikiem, jednakże patrząc na to co się wokół nas dzisiaj dzieje śmiało można stwierdzić, że – może nie w odniesieniu do tamtych czasów ale do współczesności – miał dużo racji opisując zachowania ludzi w ten sposób.

    Pozdrawiam

    • Umm, eksperyment Zimbardo w żaden sposób nie dotyczył kwestii anonimowości, więc próby wiązania go z zachowaniem ludzi w internecie nie do końca jest dobrym pomysłem. Plus internet to nie tylko anonimowość, ale też dystans i wiele innych czynników.

      • Ano Nimous

        Gdzieś tam przeczytałem jakoby jeden ze studentów którzy brali w tym udział mówił, że czuł się anonimowy jako strażnik bo dla więźniów nie miał imienia. Był jednym ze strażników. Czyż nie podobne zjawisko występuje w internecie? Fakt, jest odległość, jest wiele innych czynników ale czy ta sytuacja jest aż tak różna od tamtej? To, jak zachowują się ludzie którzy dostaną odrobinę więcej władzy od innych jest chyba bezdyskusyjne. Nie mówimy oczywiście o wyjątkach bo i takie się zdarzają jednakże akurat w tym wypadku nie bywają one zbyt częste. Czy tej sytuacji (z eksperymentu) nie można przenieść np do Polskich (choć nie tylko) urzędów czy firm? Doskonałym przykładem są służby mundurowe. Wszędzie gdzie ktoś dostaje odrobinę władzy nad drugim, zaczyna się dziać dokładnie to co w tym eksperymencie.

        Tak więc faktycznie z jednej strony eksperyment nie został wykonany zgodnie z normami, z drugiej jednak strony czy wnioski z niego wynikające jakoś bardzo mijają się z rzeczywistością?

        Zaznaczam, że nie jestem w żaden sposób związany z psychologią. Trafiłem tutaj podczas szukania informacji na temat tego eksperymentu po obejrzeniu filmu więc mogę „nie brzmieć” jakoś fachowo w tej kategorii nie mniej jednak chętnie poznam opinię specjalisty :)

        Pozdrawiam

        • 1) „Gdzieś tam czytałam, że jeden z uczestników tak interpretował swoje doświadczenie” nie jest niestety prawidłową metodą interpretacji wyników badań i umożliwia uzasadnienie dowolnej tezy. Dlatego warto jednak opierać się na jakościowych badaniach.

          2) Tak, sytuacja z internetem jest skrajnie różna od sytuacji z Zimbardo.

          3) To jak zachowują się ludzie, którzy dostaną odrobinę więcej władzy od innych nie jest takie bezdyskusyjne. Twierdzisz, że alternatywne zachowania od Twojego domniemanego to rzadkie wyjątki – ale jak to weryfikowałaś? Może akurat przypadki nadużywania władzy są po prostu silnie nasycone w Twojej pamięci i stąd wydają Ci się dużo powszechniejsze niż inne, a wszelkie przypadki nienadużywania władzy nawet nie zarejestrowały się, bo nie były czymś istotnym? Dlatego właśnie potrzebujemy konkretnych badań w temacie. Bo nasza pamięć jest o tyle wredna, że podkreśla często właśnie wyjątki, a nie regułę.

          4) Piszesz o służbach mundurowych – ale przecież tam też jest bardzo różnie. Masz służby gdzie jest nadużywanie władzy i takie gdzie tego nie ma. Czynników wpływających jest cała masa – kultura organizacyjna, procedury, nadzór, wizerunek publiczny, zaufanie społeczne, itp. Więcej – czynniki te zmieniają się bardzo wraz z czasem, warunkami społecznymi, często są wzajemnie powiązane. Jest to mocno złożona sprawa i nie można jej tak upraszczać.

          5) Z ogromnym prawdopodobieństwem oryginalne wnioski z eksperymentu Zimbardo bardzo się mijają z rzeczywistością, co pokazuje m.in. replikacja. Są popularne, bo pasują do jednego ze społecznych stereotypów, ale to nie mówi nic o ich prawdziwości.

          Również pozdrawiam :)

  • W czym problem? Wystarczy ten eksperyment wielokrotnie powtórzyć i na podstawie uzyskanych rezultatów wyciągnąć bardzie miarodajne wnioski.