Kim są Incele i dlaczego może to być wielki problem?

Może spotkałeś się ostatnio z terminem „Incel”, lub „Incele”, ale nie jesteś pewien o co i kogo chodzi? To nowa sekta religijna? Boysband? Coś o krok dalej od weganizmu? Choć termin używany jest coraz częściej, rzadko się o nim mówi coś więcej. A powinno, bo jest to niestety groźna ideologia, już odpowiedzialna za szereg zamachów terrorystycznych.

Ostrzegam, temat jest ciężki. Toksyczny i duszny jak powietrze nad płonącym wysypiskiem śmieci. Ale też, niestety, powoli coraz bardziej istotny.

Incel to skrót od „involountarily celibate”, „celibat nie z własnego wyboru”. To internetowa subkultura osób, które nie są w stanie znaleźć sobie partnerki (lub dużo rzadziej, partnera), niezależnie od swoich starań. Swoją frustrację tym stanem rzeczy przekuwają na mieszankę złości, roszczeniowości, użalania się nad sobą, nienawiści, mizoginii, rasizmu i otwartej agresji. W swojej istocie jest to klasyczna grupa nienawiści, zorganizowana wokół wspólnej niechęci i frustracji (przede wszystkim wobec kobiet, a wtórnie wobec wszystkich osób postrzeganych jako „atrakcyjne”).

Jak każda grupa nienawiści, także Incele są środowiskiem bardzo toksycznym. Przede wszystkim budują całą swoją tożsamość wokół bycia „ofiarami”. Ofiarami kobiet, które „odmawiają im należnego seksu, uwagi, podziwu.” Ofiarami społeczeństwa, które na to pozwala. Ograniczają też możliwości wyjścia z tej struktury bycia ofiarą. Grupy Incelskie zakazują członkom wspominać o sytuacjach gdy udało im się jednak z kimś związać, albo przywoływać swoich starych związków. Potęgują w ten sposób wrażenie beznadziejności i poczucie, że tylko przemoc jest wyjściem z sytuacji. Przemoc indywidualna (niektórzy Incele nawołują do masowych gwałtów), albo przemoc systemowa („państwowy” podział kobiet między mężczyzn, względnie, w lżejszej wersji, obcięcie dofinansowania na wszelkie kobiece sprawy i przeniesienie tych pieniędzy na refundację chirurgii plastycznej dla mężczyn). Brzmi to tak groteskowo i absurdalnie, że może się to wydawać żartem. Niestety nie jest.


Charakterystyka

Jednym z powodów, dla których poruszałem niedawno tematykę Mrocznej Triady był właśnie plan przygotowania wpisu o Incelach. W tym środowisku te trzy cechy padają bowiem na wyjątkowo podatny grunt…

Podstawowy pogląd Incelów można by sprowadzić do „Nienawidzę kobiet, ponieważ nie chcą się ze mną związać. Powinny być zmuszone do uprawiania ze mną seksu, bo jego odmowa szkodzi mojemu zdrowiu.” Łatwo w tym dostrzec silne skłonności narcystyczne i psychopatyczne, a często wiąże się też z nimi mrocznotriadowa skłonność do makiawelizmu. Oprócz tego Incele charakteryzują się postawami nihilistycznymi i defetystycznymi, silnymi skłonnościami do mizoginii, ale też negatywnymi postawami wobec członków innych ras czy orientacji homoseksualnych.

Choć termin „Incel” został wymyślony przez homoseksualną kobietę, został zaadoptowany przez środowiska tzw. alt-rightu. Czyli głównie przez białych, hetereoseksualnych mężczyzn, którzy uważają, że są uciskani przez ruchy równościowe i polityczną poprawność. (Nie jest to pierwszy taki przypadek. „Fight Club” jest klasycznym przykładem dzieła o mocno liberalnym wydźwięku, które zostało zreinterpretowane jako manifest alt-rightu… Choć w praktyce wykpiwa właśnie te postawy.) Z tego też względu większość Inceli twierdzi, że tylko mężczyźni mogą być incelami (niektórzy dopuszczają też okaleczone lub wyjątkowo nieatrakcyjne kobiety jako „honorowych Inceli”). Kobiety są przy tym postrzegane jako płytkie, „lecące” tylko na kasę i wygląd (co usprawiedliwia Inceli przed unikaniem prób poprawienia swoich kompetencji społecznych).

Incele traktują się jako ofiary społeczeństwa i kobiet i uznają, że ich agresja jest w związku z tym uzasadniona. Wielu odpowiada za przejawy ostrej agresji wobec kobiet online, a niektórzy, niestety, przenoszą tą agresję też do świata realnego.


Dlaczego może to być problemem?

Oczekiwania Incelów są, delikatnie mówiąc, nierealne. To skrajnie mizoginistyczna fantazja, w której seks jest czymś należnym mężczyznom i kobiety nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia. (Fantazja tak naprawdę podsycająca poczucie bezsilności w prawdziwym świecie – bo stawiająca mężczyzn w roli petentów ubiegających się o seks, zamiast budować obraz po prostu pary ludzi, z których każde może mieć ochotę na seks z drugą osobą.) Świata rodem z „Opowieści Podręcznej”, tylko bardziej. Incele postulowali już między innymi takie rojenia, jak „sprawiedliwy podział kobiet między mężczyznami”.

Nie trzeba być wróżbitą, by móc stwierdzić, że takie wizje nie mają szans zostać przyjęte w społeczeństwie. Roszczenia Incelów spalą na panewce.

To bardzo, bardzo dobrze.


Ale to również problem.


Bo Incele są grupą nienawiści. Podsycającą wzajemne frustracje i niechęć swoich członków. Celowo blokują informacje, które pozwoliłyby zaangażowanym w ruch osobom wyjść z niego i zacząć prowadzić zdrowe życie. Brak spełnienia ich oczekiwań, jakkolwiek absurdalne by nie były, będzie tą nienawiść jedynie potęgował. Z tragicznymi konsekwencjami.

Rozmiar społeczności Incelskiej nie jest znany – niektórzy mówią o tysiącach, inni o dziesiątkach czy setkach tysięcy. Nie wydaje się to dużo w skali świata, ale niestety „żart” Incelski zbiera już krwawe żniwo.  Wśród Inceli funkcjonuje kult masowych morderców (w ich rozumieniu dochodzących sprawiedliwości na złym społeczeństwie). Mamy też już masowych morderców wprost powołujących się na ruch Incelski, np. Elliot Rodger, który pozostawił po sobie 137-stronny manifest na temat tego, jak to oddaje światu za bycie ignorowanym przez kobiety. Przynajmniej czterdzieści pięć ofiar śmiertelnych w ciągu ostatnich pięciu lat przypisywanych jest sprawcom wywodzącym się z tego ruchu.

Jak na relatywnie niewielką społeczność internetową, statystyki te są dość przerażające. Sugerują też, że trzeba na ten ruch zacząć reagować jak najszybciej. Tym bardziej, że jego związki z alt-right sprawiają, że uzyskuje on mniejsze lub większe wsparcie polityczne z takich rejonów. Wiele roszczeniowych postaw względem kobiet i seksu jest publicznie usprawiedliwianych. To daje wielu Incelom poczucie legitymizacji ich postaw i oczekiwań, usprawiedliwienie dla ich poczucia krzywdy.


Co z tym możemy zrobić?

Spełnić oczekiwań Inceli nie możemy (i dobrze). Więc co da się zrobić zamiast tego?

Myślę, że przede wszystkim warto tego problemu nie ignorować, a rozpoznać, że mamy przed sobą tykającą bombę. Taką, która już wybuchła parę razy i która może przywalić wielokrotnie częściej. (A mowa tu tylko o masowych morderstwach. Trudno ocenić ile gwałtów mogło mieć miejsce inspirowanych Incelską retoryką.)

Trzeba się tą bombą zająć.

Najlepiej dwutorowo. Po pierwsze, trzeba dostrzec, że za tą złością, frustracją i nienawiścią czeka zwykle poczucie frustracji, samotności i odrzucenia. Incele też są ofiarami. Podobnie jak członkowie większości grup nienawiści – takie osoby najłatwiej przerobić na „żołnierzy”. Przy czym Incele nie są, jak im się wydaje, ofiarami kobiet. Są ofiarami społeczeństwa – bo to wbija im do głowy wypaczony obraz relacji. Są ofiarami swojego braku kompetencji społecznych, ale też środowiska, które nie dba o rozwinięcie takich kompetencji u wszystkich ludzi w toku edukacji. Potrzebują pomocy. Potrzebują wsparcia w wychodzeniu z takiego środowiska, w uczeniu się budowania normalnych relacji z ludźmi.

Równocześnie jednak trzeba z całą zawziętością uderzyć w ruch Incelski jako ruch. Zacząć go po prostu traktować jako potencjalną wylęgarnię terrorystów – dużo aktywniejszą w ostatnich latach, niż ewentualne religijne wylęgarnie jak ruch Wahabicki, którymi tak lubi straszyć ten sam alt-right, w którym Incele funkcjonują. Zacząć go piętnować i piętnować takie postawy. Zacząć piętnować apologetów takich postaw, jak popularny ostatnio Jordan Peterson. No i należy edukować ludzi, uświadamiać ich, jakie są -krwawe – konsekwencje tego ruchu.

Potraktujmy ten problem poważnie, póki jest jeszcze w zarodku. Gdy jeszcze nie wiadomo, czy to śmieszne, czy straszne. Bo za chwile może być zdecydowanie za późno. Najkrwawsze serie zamachów terrorystycznych na zachodzie nie były motywowane religią, tylko ideologią właśnie. Zareagujmy na czas.



Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis