Wyrozumiałość wobec siebie i to jak bardzo jej potrzebujemy

Nie jesteśmy idealni.

Jak bardzo byśmy nie chcieli inaczej, będziemy ponosili porażki.

Mimo wszelkich starań, różne rzeczy nam nie wyjdą. Czasem drobne, a czasem bardzo ważne i istotne.

Choćbyśmy dołożyli wszelkiego wysiłku, czasem powiemy lub zrobimy coś głupiego. Albo i często.

Pomimo najlepszych starań nie będziemy tacy, jak chcielibyśmy być.


Nie jesteśmy idealni. Ewolucja nie tworzy ideałów, nie tworzy nawet rzeczy wystarczająco dobrych. Wystarczą jej rzeczy na tyle mało zjebane, żeby jakoś funkcjonowały. Nie promuje najsilniejszych czy najlepiej dostosowanych. Promuje najmniej niedoskonałych.

To drobna różnica, ale istotna.


Nie jesteśmy idealni. Ale żyjemy w społeczeństwie, które trochę nas jednak uczy, żebyśmy byli. Idealni, a nawet bardziej. Wystawia na konfrontacje (medialną) z jednostkami absolutnie najlepszymi w swoich wąskich działkach i zbija ich na tyle dużo razem, że można mieć wrażenie, że są tylko takie. Uczy porównywania się z ośmioma miliardami ludzi, często z zupełnie nieproporcjonalnymi warunkami startowymi, choć ewolucyjnie nauczeni byliśmy porównywać się co najwyżej ze stu-kilkudziesięcioma osobami. A gdy to nie wystarcza, podbija poziom, każąc porównywać się z wynikami osiąganymi często w nierealny sposób. (Choćby klasyczny photoshop odnośnie urody. Albo różnego rodzaju dym i lustra odnośnie sukcesu biznesowego. Pozowanie które media uczy nas traktować jako prawdę… aż do czasu gdy popisowo nie walnie i nie skończy się mniejszym lub większym wyrokiem.)

Zresztą nie musi to iść nawet tak daleko. Wystarczą wymagający rodzice czy nauczyciele, uczący obsesyjnego perfekcjonizmu. Wystarczy nieodpowiednie środowisko w młodym wieku, budujące ogromną presję. (Np. Dzieciak z biednego domu, w dobrych intencjach posłany przez rodziców mimo wszystko do prywatnej szkoły, ale odstający od rówieśników i izolowany.)

Uczymy się chcieć być idealni, choć idealni nie jesteśmy. Ten zgrzyt boli i frustruje


Dlatego tak ważne jest nauczenie się umiejętności samo-wybaczania. Wyrozumiałości dla samych siebie.

Wyrozumiałość dla siebie

Skłonność do wybaczania sobie swoich niedoskonałości czy ograniczeń jest czymś, nad czym zdecydowanie warto pracować. W różnych formach (jako samo-akceptacja, samo-wybaczanie, itp.) przejawia się w większości modeli terapeutycznych. Sam często poruszam ją z klientami w ramach pracy nad przekonaniami. Te wszystkie „mam prawo”, „mogę”, itp. związane z popełnianiem błędów służą właśnie temu.

Brak takiej wyrozumiałości jest czymś, co nakręca ogromną ilość problemów. Stres, depresja, perfekcjonizm, kłopoty z gniewem i wiele innych kwestii wywodzi się m.in. z tego, że trudno nam czasem po prostu wyluzować. Tak, popełniliśmy błąd. Nie ma to większego znaczenia. Możemy żyć dalej, bez większych (a często bez żadnych!) konsekwencji tego błędu. Popełnimy jeszcze niejeden.


Dla wielu osób łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jak wdrożyć w życie taką postawę?


1. Praca z przekonaniami i udzielenie sobie pozwolenia na błędy jest dobrym punktem startowym. Często przy tej okazji wychodzi głębsza potrzeba bezpieczeństwa. Wtedy warto nad nią popracować w pierwszej kolejności, aby móc zaakceptować błędy.


2. Dysocjacja i spojrzenie na swoje zachowania tak jak patrzylibyśmy na przyjaciela bywają pomocne. Osoby z niską tendencją do samo-wybaczania mają zwykle tendencje do dużo mniej surowej oceny innych ludzi. To zresztą łączy się często z przekonaniami – im bardziej postrzegamy siebie jako wyizolowanych od reszty ludzi, tym łatwiej nam przeceniać rolę naszych błędów i pomyłek. Dysocjację możemy też uzyskać pisząc o naszych doświadczeniach i przeżyciach i zyskując perspektywę w ten sposób. Niekiedy stosuje się też techniki dysocjacji z przypisaniem ról – wcielaniem się po kolei w rolę krytyka, osoby krytykowanej i zewnętrznych obserwatorów.


3. Aktywne dbanie o swoje potrzeby jest czymś, co przychodzi na początku trudno, ale co stopniowo buduje postawę większej troski o siebie. Wymaga to tego, by najpierw nauczyć się takie potrzeby dostrzegać, a potem też aktywnie do nich odnosić, ale stopniowo, przez zachowanie, uczy nas bycia lepszymi i bardziej hojnymi dla siebie.


4. Budowanie poczucia sprawczości może mieć ogromne znaczenie. Pozwala nam łatwiej przywołać te sytuacje, gdy dawaliśmy sobie radę i kontrastować ją z krytyką, jaką siebie poddajemy.


5. Praca nad przyjmowaniem i zaspokojeniem tego braku równowagi. Osoby, którym trudno sobie wybaczać często również mają kłopoty z przyjmowaniem wsparcia od innych. Same chętnie go udzielają, ale rzadko czerpią od innych, a gdy czerpią czują się winne, chcą szybko uregulować dług, itp. Uświadomienie sobie, że żyjemy w systemie z innymi i że bycie ciągle tym, który daje też nie jest czymś, co sprawia innym przyjemność może być tu bardzo pomocne.


6. Ćwiczenia nad  swoimi myślami mogą wiele zmienić. To szeroka grupa, od technik pracy z dialogami wewnętrznymi rodem z psychoterapii poznawczej czy z NLPt, a kończąc na „neutralizowaniu” takich myśli przez mindfulness/uważność i podobne podejścia.


Metod jest więcej, ale warto tu zacząć od jak najprostszych i stopniowo rozwijać temat, budując dla siebie więcej ciepła i wyrozumiałości. To nie praca na jedną zmianę, ale stopniowy proces.


Jeśli trochę popuszczę, to stracę wszystko

Wiele osób z perfekcjonistycznym rysem boi się samo-wybaczania. Stosują coś, co w terapii poznawczej określa się mianem katastrofizacji. Przypisują temu jednemu aktowi ogromną – i negatywną – przyczynowość. Jest to dla nich symboliczna tama, jeśli tylko ją uchylą, przypływ całkowicie zmiecie ich dotychczasowe życie. „Jeśli sobie teraz na to pozwolę, to stanę się całkowicie taką kluchą.” „Jeśli teraz odpuszczę, to zupełnie się rozlezę i rozleniwię.” „Jeśli raz nie dotrzymam słowa, nawet w tak błahej kwestii, to nikt mi już nie zaufa.”

Często jest to połączone z dodatkową chęcią by jeszcze siebie ukarać, bo „Jeśli teraz sprawię, że poczuję się wystarczająco źle z tym co zrobiłem, to więcej tego nie powtórzę.”


Oczywiście, w rzeczywistości nic takiego się nie wydarzy. Wszelkie badania sugerują, że skłonność do samowybaczania i większa wyrozumiałość dla siebie są raczej korzystne. O ile ambicja jest cenna i wartościowa, o tyle nadmierna ambicja, podsycana poczuciem winy i chęcią ukarania się za niedociągnięcia jest już po prostu poznawczo kosztowna. Poczucie winy, samokrytycyzm, frustracja i podobne skłonności „zżerają” Twoje zasoby poznawcze. Zajmują Twoje myśli, zmniejszając ilość rzeczy o których możesz na raz myśleć. Wyczerpują Twoją wolę, zostawiając Cię bardziej, a nie mniej podatnym/ą na pokusy.

Nawet Cię dobrze nie nauczą. Badania jasno pokazują, że nagrody uczą dużo silniej i szybciej niż kary. Dużo lepiej wiec, jeśli nawet chcesz zmienić jakieś zachowanie, pochwalić się za sukcesy, niż ganić za porażki.


Jakkolwiek na to patrzeć, nic się złego nie stanie, jeśli wyluzujesz. Świat się nie zawali. Katastrofa się nie wydarzy.

I to może być najbardziej przerażające. Bo jeśli tak, to czemu aż tak się męczyłeś przez tyle czasu? Czemu aż tak się karałaś przez tyle lat?

Bo ktoś kiedyś coś zwalił.

I tyle czasu nikt nie nauczył Cię, że da się lepiej.

Teraz już wiesz.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis