Kilka tygodni temu byliśmy na weselu przyjaciela. Znamy się ze studiów, zostaliśmy więc również posadzeni przy stoliku z innymi osobami z „żółtymi papierami”*
*Na otrzęsinach Wydziału Psychologii zwyczajowo otrzymywało się „żółte papiery”, zwyczajową dokumentację choroby psychicznej (kiedyś formularze były tego koloru). W końcu wiadomo, że „psychologiem zostaje się bo człowiek nie radzi sobie ze swoimi problemami” ;)
Tak miałem okazję nadgonić parę lat ze znajomym, z którym nie widzieliśmy się od ok. 2008-go. Od razu poznałem jego żonę, a on moją. Gadało się nam we czwórkę bardzo miło – oni są małżeństwem HRowym, my trenerskim, wszyscy mamy też zwierzęta, wspólnych tematów było sporo. Aż w pewnym momencie jego żona zapytała nas, czy kojarzymy pewnego trenera, bo robił ostatnio dla nich szkolenie i jest ciekawa jak oceniamy pewne kwestie.
Trenera znaliśmy, ale tak czy tak poprosiliśmy po prostu o opis sytuacji. Którego słuchałem z opadniętą szczęką, przerywając tylko okazyjnie by skomentować „O kur&%… Przepraszam.” Nie klnę za wiele w codziennym życiu. Nie mam z klęciem problemu, po prostu rzadko kiedy jest ku temu powód. Tu było ich aż nadto.
[br]
Nie chcę wskazywać osób. Chcę jednak napisać, że pewnych rzeczy się po prostu, kur!@ nie robi! Zwłaszcza gdy jesteś trenerem! Bo Twoją rolą jest, przede wszystkim, budowanie odpowiednich warunków do nauki. A podstawą tych warunków jest bezpieczeństwo uczestników. Dlatego chciałem po prostu, bez wskazywania wymienić parę rzeczy, z których „zasłynął” tamten trener. Wymieszam je z paroma innymi „popisami” trenerskimi o których przez lata słyszałem.
[br]
Jeśli jesteś trenerem i na tej liście znajdują się jakieś, które robisz, mam gorącą prośbę: idź na dobry kurs trenerski. Grupa SET, Intra, Metrum, to wszystko solidne szkoły. Dodałbym swoją, ale kurs już wystartował i na kolejną edycję trzeba za długo poczekać, a potrzebujesz tu korekty TERAZ. Jeśli w ramach kursu jest trening interpersonalny, to super. Jeśli nie – wybierz się na taki trening oddzielnie. Skorzystasz. Proszę, posłuchaj mnie w tej kwestii. Robiąc tak jak robisz, robisz ludziom krzywdę, często dużą. Wierzę, że nie jest to Twoim celem ani nie jest Ci obojętne. Zrób więc coś, żeby to zmienić.
Jeśli jesteś uczestnikiem lub zleceniodawcą takiego szkolenia – miej świadomość, że to co tam zachodzi to pogwałcenie zasad fachu i masz pełne prawo reagować. Nie daj trenerowi się „oczarować” czy z autorytetu twierdzić, że on wie lepiej. Nie wie. Jeśli tak się zachowuje, to nie jest autorytetem. Zadbaj o swoje prawa, bezpieczeństwo i interesy.
Zdaję sobie sprawę, że dla części środowiska tego typu wpisy mogą być odbierane jako „kalanie własnego gniazda”. Nie jest to moim celem. Głęboko wierzę w to, że podstawą dla usprawniania branży jest edukacja społeczeństwa n.t. tego, co można, a tego, czego zdecydowanie robić nie można i nie należy. Nie załatwi tego jeden artykuł czy nawet sto, ale każdy będzie się przyczyniał do poprawy sytuacji.
Trenerze! Kur!@, NIE RÓB TEGO!
[br]
1.Trener X prowadzi szkolenie dla firmy. Jeden z uczestników, Zenek, jest dość sceptyczny wobec twierdzeń trenera. Co robi trener? Definiuje „Efekt Zenka” – ilekroć coś nie wyjdzie, coś mu albo grupie nie pasuje, zawsze będzie to określane jako „Efekt Zenka”.
Bo w końcu dokopywanie klientowi, ośmieszanie go i piętnowanie go przed kolegami jest na pewno dla klienta fajne, buduje mu bezpieczeństwo i komfort udziału w szkoleniu, prawda? Próba dotarcia do klienta i skłonienia go, żeby jednak się zaangażował, okazuje się albo wykraczać poza umiejętności albo chęci trenera.
[br]
2. Trener X lubi jednak innego uczestnika, Marlenę. Od początku określa więc Marlenę mianem „gwiazdy” i „swojej gwiazdy”. Ilekroć mówi do Marleny, mówi do niej „Moja Gwiazdo”. Fakt, że nie tyle ją tym wyróżnia, co izoluje od grupy i że zaburza właśnie relacje w zespole niespecjalnie mu przeszkadzają. Ważne, że ma swoją „gwiazdę” i – jak mu się wydaje – sojusznika na sali i po szkoleniu.
[br]
3. Trener sprzedaży, Y, dzieli uczestników na tych, którzy „nadają się do sprzedaży” i na tych, „którzy się nie nadają”. Co z tego, że firma płaci za szkolenie dla wszystkich? Co z tego, że jeśli uznaje którychś uczestników za „nie nadających się” do swojej wizji sprzedaży, trener mógłby zrobić odpowiednie badanie potrzeb, tak by prowadzić grupę tylko tych „nadających się”? Łatwiej wyróżnić jednych i karać innych. (Odkładając na chwilę patologię takiej wizji i fakt, że w takiej sytuacji „nie nadaje się” wyłącznie trener. Do niczego.)
[br]
4. Pamiętasz jeszcze Trenera X i „Efekt Zenka”? Cóż, to trenerowi X nie wystarczyło. Na koniec szkolenia pokusił się o „informacje zwrotną” dla tego uczestnika, przed całą grupą. Cudowną, ciepłą i od serca pochwałę p.t. „Wiesz co, nie mam pojęcia dlaczego Twoja firma jeszcze Cię trzyma, ale pewnie z jakiegoś powodu to robi.”
W końcu nie ma to jak upokorzyć uczestnika przed grupą kolegów, zwłaszcza gdy to sam trener w tej sytuacji zawiódł…
[br]
5. Trener W woli inne rozwiązania. On, ilekroć uczestnik jest sceptyczny czy ma wątpliwości, stara się sprowokować w grupie konflikt, tak by część grupy go chwaliła, część ganiła, a on mógł się na chwilę wycofać, po czym powrócić na scenę jako bohater-rozjemca, godzący zwaśnione strony (i pozwalający oryginalnym wątpliwościom gdzieś zniknąć). W końcu zleceniodawcy na pewno się spodoba fakt, że po szkoleniach Z zespół jest ze sobą dużo bardziej skłócony i ma zdecydowanie pogorszone relacje, prawda?
[br]
6. Tymczasem Trenerowi X strasznie przeszkadza brak czasu na wszystko… Bo chciał, żeby to szkolenie było dłuższe i wielokrotnie o tym mówi, a tymczasem Efekt Zenka i w ogóle i nie zdąży z tym co chce… Fakt, że w kółko robi dokładnie ten sam kawałek materiału i znacząca część osób na sali już to zauważyła i zaczyna się wkurzać na marnowanie czasu i nieprzygotowanie trenera, to detal. Ważne, żeby zasugerować, że byłoby lepiej, gdyby nie Efekt Zenka (ukrzyżować Zenka!) i złe decyzje firmy.
[br]
7. Gorzej, że Trener X tak naprawdę nie powinien w ogóle tego szkolenia prowadzić. To, że nie zna branży, to pół biedy. Całkowicie bez ironii – dobry trener jest w stanie zrobić wartościowe szkolenie dla firmy z nieznanej sobie branży, jeśli zadba o odpowiednie badanie potrzeb i wydobycie informacji od grupy. Problemem jest to, że bynajmniej nie było to celem Trenera X. Dla niego szkolenie miało tylko jeden prawdziwy cel – wydobyć dla siebie know-how z tej firmy. Dzięki temu, gdy będzie szkolił jej konkurencje, będzie robić to już w oparciu o konkretniejszą wiedzę. A że w ten sposób zleceniodawca płaci za oddanie swojego know-how konkurencji? Że problemy z etyką? Oj tam, detale…
[br]
8. Co przypomina też nieco trenera Z, który prowadził cały szereg różnych szkoleń zamkniętych… A na każdym z tych szkoleń dawał dokładnie ten sam materiał i te same ćwiczenia. Uczestników trafiał już powoli szlag, ale trener zrobił świetne wrażenie na ich szefie, więc jeśli brał jakiegoś trenera, to tylko Z. Demoralizujące pracowników? Nieuczciwe? Oj, zwykłe czepianie się. W końcu zleceniodawca chętny do kolejnych zamówień.
[br]
Ludzie…
Trenerzy…
No ja Was proszę. Serio. Jeśli coś takiego robicie, przestańcie. To jest poniżej wszelkiej krytyki. Tego się po prostu nie robi i tym syficie całą branżę i to bardzo, bardzo mocno. Zrażacie do szkoleń ludzi, którzy mogliby z nich naprawdę skorzystać.
Miejcie jakieś kur%! standardy!









