Minęło już nieco czasu od tej sprawy, emocje nieco ucichły, więc może nie zostanę zlinczowany za podzielenie się tymi wrażeniami i przemyśleniami ;)

Muszę się przyznać, że niedawna sprawa z ACTA była dla mnie dość przerażająca. Nie, nie chodzi mi o samą umowę – w przeciwieństwie do faktycznie niepokojących SOPA i PIPA (tudzież ich najnowszej przeróbki, którą znów będzie się zajmował kongres USA),  ACTA była generalnie dość pustym świstkiem papieru, jedną z wielu umów międzynarodowych, które są raczej deklaracjami niż realnymi porozumieniami.

Tym, co mnie przeraziło, było uświadomienie sobie w pełni specyfiki pokolenia, które obecnie wchodzi w dorosłość, tzw. pokolenia Y. Pokolenia wszechobecnego internetu, ale również pokolenia szerokiego, ale płytkiego, pobieżnego przyjmowania wiedzy. Wiedzy, po której od razu uznają się za dobrze obeznanych w temacie. Tym, co mnie przeraziło w sprawie ACTA było to, jak niewiele z osób,  które protestowały przeciw tej umowie faktycznie ją przeczytała, a co dopiero przeczytała ze zrozumieniem – co nie przeszkadzało im aktywnie przeciw niej występować. Ludzie mylili zapisy z SOPA z zapisami z ACTA. Dodawali zapisy, których nie ma w żadnej z umów. Twierdzili, że ACTA wprowadzi zapisy, które już od wielu lat obowiązują w naszym prawie. I protestowali przeciw temu wszystkiemu w prawdopodobnie największym zrywie obywatelskim ostatnich lat, zdecydowanie głośniejszym niż protesty przeciw przedłużeniu wieku emerytalnego.

I to mnie naprawdę przeraża.  Bo o ile sama ACTA ani mnie ziębi, ani grzeje, właśnie dlatego, że jest bezpłciową gadaniną, to przekonałem się do czego zdolni są Y w oparciu o skrajnie niewielki, ale odpowiednio podany kawałek wiedzy. A to jest już bardzo niepokojące. Z ACTA wyszło samoistnie, a wszelkie próby przejęcia otwartej kontroli nad ruchem spełzły na niczym (kolejna charakterystyka Y-ków zresztą, ogromny opór przed autorytetami, połączony swoją drogą z rozpaczliwymy ich poszukiwaniem). Z ACTA był to więc ruch oddolny, zachodzący przypadkiem, prawdopodobnie dzięki bliskiemu w czasie nagłośnieniu realnie potrzebnych protestów przeciw SOPA, co pozwoliło na zbudowanie odpowiedniej masy krytycznej ruchu. Pod tym względem było to więc niegroźne. Jest jednak pewne “ale”…

Jest bowiem na tym świecie wiele osób zdecydowanie bystrzejszych odemnie i skoro ja tu pewną rzecz zauważyłem, to one z pewnością również. A niektóre z tych osób pracują dla firm i partii mających ogromne zasoby finansowe.  I widzą, że dokładnie te same skłonności pokolenia Y, które zadziałały przy okazji ACTA mogą zostać wykorzystane w dowolnym innym celu, jaki się tylko zamarzy – wystarczy odpowiednio popchnąć (internetowy) tłum. Parę plotek, kilka wyjątkowo żywotnych i wirusowych memów i możemy mieć na ulicach protesty i wystąpienia przeciwko praktycznie wszystkiemu, co się tylko organizatorom takich akcji zamarzy – a wszystko wyglądające z zewnątrz jak wychodzące całkowicie oddolnie i samoistnie. Bo kto śledzi plotki w internecie?

Kampanie reklamowe, kampanie polityczne, walka między dwiema konkurującymi korporacjami – to wszystko może bardzo łatwo stać się zdecydowanie brutalniejsze i bardziej chaotyczne, gdy na ulice wyjdą kolejne grupy, podążające za najnowszym, odpowiednio spreparowanym memem*.

Oczywiście, jak każde pokolenie, jest to charakterystyka szerszej grupy i duże uogólnienie. Tak jak nie wszyscy baby-boomersi byli bezmyślnymi konsumentami, tak samo nie wszyscy Y-cy są tacy, jak opisano powyżej. Można też liczyć, że przez kontrast pokolenie Z będzie bardzo konkretne i nakierowane na głębokie zrozumienie tematu. Jednocześnie “typowych” Y-ków jest dość, by taki scenariusz uwiarygodnić. I to mnie właśnie w aferze z ACTA przerażało. Ot, takie przemyślenia, którymi chciałem się podzielić.

Jak to wpisuję się w kwestie rozwojowe, którym poświęcony jest ten blog? Cóż, tu działać będą bardzo podobne mechanizmy dotyczące “pokolenia igrek”, tym silniej, im więcej osób z tej grupy będzie dorastało. Poznawanie płytko, a szeroko + ten dualizm odnośnie autorytetów, co prowadzić będzie m.in. do wzrostu popularności różnych odlecianych, ale dobrze brzmiących na pierwszy rzut oka ideologii i rozwiązań (dobry przykład mieliśmy z – na szczęście ukróconym sądowo – odlotem z Power Balance i M-Balance). Niestety znaczy to również, że próby przeciwdziałania temu trendowi również muszą zachodzić raczej na podobnie płytkim poziomie.

Jak pokazała ACTA  – niczego dłuższego i tak nikt nie przeczyta.

*Mem – jak gen, tylko informacyjny, kawałek informacji, który łatwo się przekazuje innym.


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis