Recenzja: Trenferencja 2019

W tym roku po raz trzeci już odbyła się wrocławska konferencja dla trenerów (lub po prostu Trenferencja). Jeśli pamiętacie moje recenzje z minionych, byłem z nich zadowolony i polecałem. Z tej również jestem i również polecam.

Występowałem na konferencji w potrójnej roli – prelegenta, panelisty i uczestnika. (Tak, w tym roku obyło się bez byciem standuperem na wieczorze integracyjnym… Choć nie powiem, do ostatniej chwili bałem się, że Andrzej Bernardyn, jeden z organizatorów, zapyta „To co Artur przygotowałeś na ten rok?” A bałem się, bo myślę, że byłbym zbyt zgorzkniały na temat stanu coachingu i rozwoju by zrobić coś śmiesznego, a nie bolesnego. Zbyt często w dyskusji z ludźmi poza branży byłem  w tym czasie wyzywany per „coach”.)

W zeszłym roku bardzo doceniałem poziom merytoryczny warsztatów i tutaj było podobnie. W odróżnieniu od ubiegłego, gdzie słyszałem o jednym problematycznym, tu nawet nie chodziły mnie o czymś takim słuchy, jest sądzę, że było faktycznie dobrze.

 

Zaczynałem konferencję od własnego warsztatu dla trenerów-  „Jak robiąc szkolenia miękkie w nowej branży sprawiać wrażenie, że się ją dobrze zna?” Było to ciekawe doświadczenie zwłaszcza przez swego rodzaju starcie dwóch reakcji na temat. Starałem się bardzo podkreślać, że nie chodzi tu o pozowanie czy udawanie eksperta, tylko o dopasowanie się do grupy, wykonanie paru dodatkowych kroków, które grupa doceni. Część grupy wyczuwała to bardzo łatwo (jedna z uczestniczek w pewnym momencie strzeliła takie podsumowanie, że przystanąłem i powiedziałem, że tak naprawdę powinienem na tym etapie zakończyć warsztat, bo lepszego sam nie mam opcji strzelić). Dla części był to jednak duży problem pt. „a co jeśli ktoś mnie złapie na niewiedzy” – mimo, że bynajmniej nie chodziło o robienie za eksperta.

Następnie, po lunchu, odbył się panel dyskusyjny na temat rynku trenerskiego (tematyka biznesowa zawsze cieszy się zresztą ogromną popularnością na Trenferencji, co pokazuje też zapotrzebowanie branży).

Dzień pierwszy zakończył dla mnie warsztat Tomasza Więcha nt. Social Media, a zwłaszcza – regularnego kontaktu z odbiorcami i „wciąganiem” ich do swojego świata. (No, zakończył  szkoleniowo, bo potem były długie posiadówki przy piwie ramach integracji. Tym razem bez wspólnego programu integracyjnego, ale moim zdaniem to bardzo spoko, dawało więcej przestrzeni na dyskusje z poznanymi ludźmi. ) Solidny, merytoryczny warsztat, wskazujący na dużo fajnych narzędzi w social media (i skłaniający do refleksji czy chcemy tak działać, czy nie).

 

Dzień drugi zaczął dla mnie warsztat Macieja Drzewieckiego na temat case study rozwoju jego firmy trenerskiej. Temat nieco podobny do tematu Tomka z poprzedniego dnia, nieco, mam wrażenie, przegadany miejscami w zakresie narracji „od zera do bohatera”, ale też z fajnymi konkretami w pewnych miejscach. Niestety (podobnie jak kilka innych warsztatów tego ranka), przedłużył się na przerwę, a ze względu na udział w panelu dyskusyjnym na niej, potrzebowałem wyrwać się wcześniej i straciłem końcówkę.

Tym niemniej z obydwu tych warsztatów wyniosłem praktyczne rzeczy do mojej firmy – przede wszystkim skupienie się na remarketingu (reklamach dla osób, które już odwiedzały moją stronę) w google i facebooku.

Po warsztacie czas przyszedł na panel dyskusyjny na temat Szkoleń Opartych na Dowodach i był tu od samego początku problem… bo wszyscy paneliści byli mniej więcej zgodni. W końcu jedna osoba poświęciła się i grała rolę adwokata diabła (dużo o stanie branży mówi fakt, że nie dla wszystkich w publiczności było to oczywiste!), żebyśmy mieli cokolwiek ciekawego w panelu. Dyskutowaliśmy o tym skąd czerpać wiedzę, dlaczego jest to ważne i jaka odpowiedzialność spoczywa na trenerze. Dobrze, że tego typu tematy są na tej konferencji poruszane. (Uprzedzając: nie. Nie tylko dlatego, że mogę się przy tym wygadać…)


Niestety, ze względu na kiepskie w tym roku połączenia Wrocławia z resztą świata oraz pewne umówione spotkanie musiałem uciekać przed czasem i straciłem ostatni warsztat. Nadrobię (mam nadzieję) z nagrań. Piszę „mam nadzieję” bo koniec końców przyznam, że jeszcze nie nadrobiłem wszystkich zaległości z poprzednich Trenferencji, trudno czasem usiąść i obejrzeć bite 2.5h ciągiem.


Standardowo już Trenferencja oferowała sporo akcji integracyjnych, specjalną appkę konferencyjną, itp. Tradycyjnie również byłem jednym z tych, którzy raczej dawali sobie z tym spokój (stary jestem!), ale miło, że było coś takiego dla chętnych i widać było, że sporo osób się w to angażowało. (Jednak aż tak stary, by narzekać na to, że inni się bawią, jeszcze nie jestem!) Widać też, że konferencja stopniowo rośnie, padały nawet podobno rozważania nad tym, by w przyszłym roku zorganizować ją w dwóch terminach, wiosennym i jesiennym.

Zdecydowanie kibicuje temu projektowi i mam nadzieję na dalszy jego wzrost.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis