Podsumowanie 2019 – przegląd popkultury

Kontynuujemy przegląd 2019. Po książkach przyszedł czas na pozostałe przejawy popularnej kultury…

Filmy

29 obejrzanych filmów, w tym jeden dwukrotnie – 7 na netfliksie, 8 w kinie, inne głównie na kompie. Ogólnie było spoko, choć nie ma chyba z tego roku żadnego tytułu, do którego bym jakoś planował specjalnie wracać. (No, są „Tylko kochankowie”, ale to tytuł znany sprzed lat już.) Jeden film na dwa tygodnie to akurat częstotliwość, która wydaje się dla mnie sprawdzać.

1. Polar (N) – całkowicie pomijalny… obejrzany do gotowania, kiszenia cytryn czy innych takich. Nie wart nic wiecej.

2. Battle Angel Alita (K) – przyzwoita adaptacja, choć zabrakło im mroczno-sadystycznego klimatu oryginału

3. The Period Revolution (N) – krótki, ale mocny dokument

4. Capitan Marvel (K) – bardzo dobry film, odważnie zmieniający standardową strukturę filmów Marvela (czego niektórzy niestety nie ogarneli… Filistyni.

5. Alladin – tak, po raz pierwszy obejrzałem animowany oryginał Disneya… czy raczej przeleciałem. Nie porwał.

6. What we do in the shadows – a to z kolei porwało. Bardzo. Przezabawny paradokument o wampirach wśród nas. Wciąż się zbieram do obejrzenia serialu…

7. The Man from Earth: Holocene – oryginalny Człowiek z Ziemi jest jednym z moich ukochanych filmów wszechczasów. Sequel dałby radę sam w sobie, ale jako kontynuacja oryginału? Nie! Apage!

8. Sword of the Stranger – do tego anime skusiła mnie cudna ścieżka dźwiękowa głównego pojedynku na miecze. Ale całość też daje radę.

9. Into the Spiderverse – biorąc pod uwagę jak Mistypop się zachwyca tą animacją, musiałem to sprawdzić. Jest… Cóż, jest ok, nie jest to coś do czego wracałem. Jest po prostu ok.

10. Anna and the Apocalypse – wracałem za to do Ani i Apokalipsy, czyli zombie high school christmas musical… Bardzo dobry musical z ciekawymi analogiami do samotności i depresji (czym dubluje mój musical wszechczasów, czyli Once more with a feeling)

11. Iron Sky 2 (K) – po nazistach na księżycu, ale przed komunistami na marsie, przyszedł czas na nazistów-reptilian we wnętrzu pustej ziemi… I jumpkick tyranozaura. Bo tak.

12. Avengers: Endgame (K) – przyznam, że  miło mnie zaskoczył. Tak skakanie w czasie nie było zbyt logiczne, ale miało ogromny sens dramatyczny jako domknięcie pętli. A do tego świetnie pokazane PTSD i różne sposoby radzenia sobie ze stratą. I epicka epickość :D

13. Pacific Rim: Uprising (N) –  meh? Meh! Jak wielkie roboty napierdalające się z wielkimi potworami mogą być meh? Widać mogą…

14. Only lovers left alive – wampirza klasyka, Hiddlestone i Swindon, co jakiś czas warto sobie przypomnieć

15. John Wick 2 (N) – przyjemny, bezmyślny, zabawny

16. Karate Kid (kino miejskie) – nie mogę ocenić obiektywnie, bo film taki sobie, ale obejrzany w uroczych okolicznościach Genewskiej przyrody ;)

17. Shazam – miało być zabawne. Momentami było. Momentami.

18. Hobbs & Shaw (K) – a to z kolei było bardzo, bardzo zabawne. Ekstremalnie głupie, ale w każdym calu ultrazabawne. Bezmyślne, ale ultrazabawne. Mówiłem już, że zabawne?

19. Spiderman Far From Home (K) – bardzo, bardzo sympatyczny pajączek. IMO lepszy od spiderverse. Fight me!

20. John Wick 3 – absurdy i bezmyślność rosną, a ja czekam na crossover z Matrix

21. Before the flood – sympatyczny, ale zbyt optymistyczny dokument o tym, jak mamy wszyscy przerąbane

22. Saga of Tanya the Evil Movie – tylko japończyk mógł wymyślić koncepcje ateistycznego, psychopatycznego menadżera średniego szczebla reinkarnowanego przez mściwego „boga” jako małej dziewczynki- oficerki w magicznym konflikcie inspirowanym I i II wojną światową… Ale a) to zdumiewająco dobrze działa i b) nie ma tam, dzięki cthlulhu,cienia softerotyki typowej dla wielu anime. Jest tylko psychopatyczna 10-latka seryjna morderczyni…

23. The Fate of the Furious (przeleciane) – Hobbs i Shaw sugerowali, że to może byc zabawne… Jak to ujął kolega Ackabar… To była pułapka

24. Only lovers left alive – tak, obejrzane drugi raz w tym samym roku

25. Jane (N) – dokument o Jane Goodall i jej pracy z szympansami, bardzo sympatyczny

26. Zagubieni (K) – mocno porąbany czeski film… Czyli w zasadzie typowy czeski film…

27. The Princess Bride – absolutny klasyk. Każdy z nas jest Inygo Montoyą…

28. Klaus (N) – znów rekomendacja Mistypop. Spoko, lepszy niż spiderverse, ale też raczej nie wrócę

29. Russel Howard: Recalibrate (N) – rozczarowanie. W porównaniu z serialami Howarda, ten show jest dość regresywny.


Seriale


14 sezonów, 10 różnych seriali. Kilka miłych zaskoczeń (Final Space, Umbrella Academy, Tanya the Evil), kilka dużych rozczarowań (GOT 8, DS 3). Ogólnie jestem zadowolony z tego, ile czasu poświęciłem na ten aspekt mojego życia, czuję, że nie było go ani za dużo, ani za mało.

A bit of Fry and Laurie S2, S3 – obejrzane by domknąć, ale generalnie takie sobie…

Umbrella Academy (N) – zaskakująco sprawny serial. Jestem pełen podziwu dla chłopaka, który zagrał Piątkę – na ten wiek ten poziom aktorstwa robi wrażenie.

Gotham S5 – echhhh… Moja ukochana opera mydlana skończona. Co prawda skończona epicko (no, „podmieniona” catwoman w ostatnim odcinku nieco frustruje), ale szkoda, że to już koniec shippowania dziwnych duetów…

GOT S8 (przeleciane) –  no cóż… skończyło się. To chyba dobrze.

One Punch Man S2 – bezmyślna zabawa podobna do pierwszego sezonu. Nie jest to głębokie, ale jest zabawne.

Good Omens – momentami nieco zwalnia, ale Tennant i Sheen tworzą cudowny duet.

Saga of Tanya the Evil S1 – pisałem już przy okazji filmu, serial jest równie dobry.

Designated Survivor S2, Designated Survivor S3 (N)  – sezon drugi, choć słabszy od pierwszego, dawał radę. Sezon trzeci bardzo zepsuł ten serial. Cały jego urok polegał na pokazaniu tego jednego dobrego, uczciwego polityka, po czym scenarzyści sezonu 3 z jakiegoś powodu stwierdzają, że chcieliby zrobić klona House of Cards. Bezsensowne i bezproduktywne.

Last Week Tonight Season 2019 – jest ewidentnie lepiej od poprzedniego sezonu, wrócili do omawiania czegoś więcej, niż kolejnych spraw związanych z Trumpem.

Final Space S1, S2 – bardzo sympatyczna animacja, zaczyna się od dość mroczno-zabawnej SF, przechodzi w bardziej heroiczną, ale wciąż zabawną. Czekam na S3.

Wilq – dwa czy trzy odcinki były nawet zabawne, ale całość niestety rozczarowuje.


Gry:


Dwanaście tytułów. Wiele więcej spróbowanych i szybko odrzuconych. Gry, niestety, coraz bardziej mnie nudzą. Męczą mnie rozlane i nieciekawe otwarte światy, brak mi odpowiedniej koncentracji przyjemności, by chciało mi się angażować. Przewiduje, że w kolejnych latach będę grał jeszcze mniej… I przyznam, że nieco mi to przeszkadza, bo jednak mam „gamera” jako część swojej tożsamości.

1. The book of demons – sympatyczny hack & slash, bezmózgi, ale daje kilka godzin rozrywki

2. Pillars of Eternity 2: Deadfire  –  duuży, ale pustawy i mało angażujący RPG. Duża strata po niezłej pierwszej części

3. Glass Masquarade 2 – krótkie, sympatyczne puzzle, choć pierwszą część milej wspominam

4. Void Bastards – roguelight FPS w absurdalnym korpo-futurystycznym świecie… całkiem sympatyczny, a przy tym dość krótki

5. Bloodstained: Ritual of the night – meteroidvanie są jednym z nielicznych gatunków gier, które potrafią mnie jeszcze przewidywalnie zaangażować. Tej też się udało.

6. Tetris Effect –  tak, da się Tetrisa ulepszyć. Na przykład tak. Szybkie, trudne, miodne.

7. Control – zdecydowanie najlepsza gra minionego roku, TPS i nieformalny sequel Alana Wake’a. Chwyta świetnym klimatem, milionem subtelnych aluzji (ciekawe ilu graczy załapało np. odwołanie do poematu Thomasa Zane’a?) i czystą przyjemnością wyrywania telekinetycznie sporego kawałka ściany by cisnąć nim we wrogów…

8. Katana Zero – bardzo ciekawa artystycznie plaformówka/brawler

9. Deadly days – sympatyczna, choć momentami zabugowana króciutka roguelite strzelanino-RTS. Strzelanie do zombie zawsze w cenie.

10. The Surge 2 – całkiem przyjemna podróbka Dark Souls tam, gdzie Dark Souls zabrakło…

11. Fantasy General 2 – rozległa strategia turowa, niemal żywcem przeniesiona z przełomu lat 90/00… I gra się równie miło jak kiedyś. Wiem, stary jestem.

12. Abandon Ship – roguelite, FTL w wersji pirackiej… I byłoby spoko, początek jest naprawdę miły, tylko dość szybko znajduje się optymalne strategie i gra przestaje być jakimkolwiek wyzwaniem czy wrzucać cokolwiek ciekawego.


Komiksy:


2020 to rok w którym skończyło się wiele z serii, które śledziłem od dłuższego czasu, tak w webkomiksach jak i w drukowanych. Było też kilka dużych zaskoczeń i kilka ogromnych rozczarowań. Parę tytułów już wylądowało na mojej półce w zbiorczych wydaniach jako must-have (Sunstone, ostatni tom The Wicked + The Divine, pierwszy tom Die) , kilka czeka tylko na zbiorcze wydanie (Harleen, poważnie zastanawiam się nad S1 Reaver)

1. Grim Leaper – leciutka historyjka, z rodzaju tych, które błyskawicznie się zapomina… więc musiałem sobie przypomnieć o czym była…

2. The Field – horroro-SF, niestety bez głębszego sensu czy spójności

3. Hellcity – dość przeciętny komiks noir

4. Old lady Harley – to miała być chyba odpowiedź DC na Old Man Logan i podobne… Nie wyszło.

5. Kenshin: To Rule Flame – mangę Rouroni Kenshin dażę sporą nostalgią, podobnie jak samą postać Shishio „silni żyją, słabi giną” Makoto, więc miło było to sobie przypomnieć…

6. Managea3is – jeden z webkomiksów, które dobiegły w tym roku końca… raczej nie będę tęsknił czy śledził kontynuacji

7. Stickydillybuns – jeden z webkomiksów, które dobiegły w tym roku końca… raczej nie będę tęsknił czy śledził kontynuacji

8. Self/Made – zapowiadało się bardzo ciekawe SF… Po trzech numerach zmieniło się w bardzo szajsowe i stereotypowe. Nie chce mi się sprawdzać co dalej

9. Sunstone 1-6 – Sunstone to komiks, który polecano mi od lat i którego lekturę od lat odkładałem „na później”. Lesbijski romans BDSM. Rysowany i pisany przez faceta. No powiedzmy sobie szczerze, to zapowiadało jedno – masę fanserwisu jakiego nie powstydziłyby się japońskie mangi soft-porno. A potem zacząłem faktycznie czytać… JAKIE. TO. JEST. DOBRE. Cudownie napisane, z masą postaci, które po prostu trzeba polubić, z fabułą, która czyni z tego komiksu po prostu świetny romans, a BDSM znika gdzieś w tle (aczkolwiek znajomi siedzący w temacie generalnie propsują to jak zostało przedstawione, z niewielkimi co najwyżej uwagami). Coś absolutnie wybitnego i cieszę się, że zebrane tomy zdobią moją półkę komiksową.

10. Eclipse – ciekawe podejście do postapo, niestety średnie wykonanie.

11. Thief of Thieves – Złodziej nad Złodziejami miał naprawdę dobry oryginalny run… A potem ktoś stwierdził, że może warto jeszcze pociągnąć dobrze domkniętą historie… I strasznie zepsuł kontynuację. Zapamiętajmy starego Redmonda, nowy to tylko ułuda.

12. Wild Cats S1 – całkiem zabawne wskrzeszenie popularnej serii superbohaterskiej z lat 90-tych.

13. The Walking Dead – ech, Walking Dead… jak na tak długą sagę, końcówka była bardzo, bardzo meh. Szkoda, zasługiwała na coś lepszego.

14. Sandra on the rocks – jeden z webkomiksów, które dobiegły w tym roku końca… raczej nie będę tęsknił czy śledził kontynuacji

15. Misfile – ostatni ze śledzonych webkomiksów, które w tym roku się skończyły… tym razem, wyjątkowo, śledzę kontynuację, choć końcówka pierwszego była dość rwana…

16. The Wicked + The Divine – seria, która zaczęła się mocno, w środku nieco zwolniła, ale skończyła z takim przytupem, że miałem łzy w oczach patrząc na ostatnie kadry. Bardzo, bardzo dobra rzecz. Ostatni tom zebranych jest na mojej półce, pozostałe poważnie rozważam. No i śledzę Die, kolejne dzieło autora.

17. Starving Anonymous – manga zaczynająca się jako bardzo ciekawy i mroczny horror (ludzie jako źródło żywności dla dziwnych ludzi), ale rozmywająca się w bełkot, widać, że autor nie wiedział co zrobić z bohaterami…

18. Old man Quill – cykl „starych ludzi” Marvela ciągnie Peter Quill… Jest to niezłe. Cóż, jestem frajerem jeśli chodzi o elseworldsy, łykam wszystko, a uniwersum „starych ludzi” jest całkiem zabawne w swoim absurdzie.

19. Reaver S1 – bardzo sprawne i oryginalne fantasy. Plot twist nieźle mnie zaskoczył, cały świat zaangażował na tyle, że chcę więcej. Czekam na kontynuację, rozważam postawienie pierwszego sezonu na półce.

20. Harleen – autor Sunstone napisał trzyczęściówkę o miłości Harley Quinn i Jokera. Oczywiście, że zbiorcze wydanie stanie na mojej półce. Śliczne i bardzo dobre.

21. Scratcher – dość płytki i nieciekawy horror. Pass.

22. Pyongyang – całkiem sprawny tomik o życiu w stolicy Korei Północnej. Ciekawa lektura.


Teatr i kultura


W tym roku udało mi się spełnić moje plany większego uczestnictwa w życiu kulturalnym. Może nie idealnie, ale było faktycznie lepiej niż rok temu. Choć, prawdę mówiąc, dużo tu było rozczarowań jakościowych. Ale kto nie próbuje, ten nie trafia na perełki wspominane potem przez lata.

1. Standup Impro Lab (plus własny moduł)  – po pierwszym doświadczeniu standupowym na Trenferencji 2018, miałem okazję wystąpić przed normalną publiką dzięki gościnności Impro Lab… Cóż, było słabo. Wiem już co zmienić (dla „normalsów” nie było jasne czy to co mówię to kpina, czy realna wiara w rozwój osobisty), zobaczymy jak to się uda. (Tak, wiem, że obiecałem wpis szerszy w temacie. Kiedyś będzie.) Resztę wieczoru, zwłaszcza główny występ, wspominam natomiast całkiem miło :)

2. Accantus Live Warszawa – co tu dużo mówić – pokochałem Accantusa i cieszę się, że miałem okazję wziąć udział w jego koncercie nie raz, a dwa razy w tym roku

3. Zew Cthulhu – pierwszy raz w życiu pisałem do teatru z żądaniem zwrotu pieniędzy. To było tragiczne. Recenzja.

4. Rodzina Addamsów Musical – nie było tragicznie, ale było nieco rozczarowująco. Recenzja.

5. Poets of the Fall – koncert jednego z moich ulubionych zespołów. Fajnie, że udało się załapać. Dziwnie, że był w lokalu w którym zamówienie per „piwo” kończyło temat – nie było opcji jaki rodzaj, jak duże, itp. Piwo to piwo.

6. KMN „Tego jeszcze nie grali” – niestety, tak jak przez długi czas miałem poczucie, że Robert Górski ma „ucho przy ziemi” i nieźle czuje społeczeństwo (po czym robi na tej podstawie zabawny i trafny kabaret), tak od kilku lat mam wrażenie, że to zgubił i powtarza raczej stare lub wręcz bardzo stare numery, tylko w nowej formie… i nie zawsze trafnie.

7. Ucho Prezesa: Scheda – niestety, sceniczna wersja nie zbliża się do (zwłaszcza pierwszych sezonów) krótkometrażowej, choć momentami było całkiem zabawnie

8. Spotkanie z Napiórkowskim „Kod kulturowy” – świetna prezentacja i bardzo zgrabna dyskusja z publicznością (włączając w to świetne riposty prowadzącego dla pytająco-oratorów których osobiście miałem ochotę udusić…)

9. Spotkanie ze Szczygłem „Zagubieni”/Czechy – ciekawa dyskusja o naturze Czech i Czechów

10. Accantus Live 2.0 Warszawa – jako koncert nieco gorszy niż poprzedni, ale za to w fajnym towarzystwie, więc i tak wyszło nieźle ;)


LARPy i Planszówki


Daruję sobie szczegółowe omówienie rozegranych LARPów – to jednak zbyt niszowy temat dla większości czytelników. Napiszę tylko, że rozegrałem w sumie 14 gier. Najlepszy LARP na jakim byłem to Koty Marcowe – miałem zdecydowanie najwięcej zabawy jako natchniony poeta, skupiony na swoich muzach nawet w przeddzień wojny.  Kilka innych tytułów czy postaci też mi jednak zapadło w pamięć. Ulubiona scena to chyba umówione przed grą i fajnie zaaranżowane wyłupienie mi i zjedzenie oka (w tej roli oko-żelek) w ramach początku drugiego Il Divo – żałuję, że nie mam nagrania z tamtej chwili.

Od sierpnia zacząłem też spisywać tytuły i ilość rozgrywanych planszówek. W sumie do Sylwestra włącznie wyszło 22 tytuły i 47 rozgrywki. Nieźle, choć daleko mi do kumpla mającego prawie 200 rozgrywek rocznie ;)


Ogólnie jestem dużo bardziej zadowolony z tego roku. Mam poczucie, że był dużo bardziej zrównoważony i całkiem sprawnie zadziałał. Zobaczymy jak wypadnie 2020 popkulturowo :)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis