W wielu tradycjach religijnych uznawano, że przywołanie imienia bóstwa może być groźne. Bogowie mieli bowiem zwykle to do siebie, że byli Cię w stanie wszędzie usłyszeć. Wiesz, taki efekt cocktail party, czyli wyłapywanie swojego imienia z ogólnego gwaru. Tylko w wersji niebiańskiej, na sterydach. Też by Cię to wkurzyło, a jak jesteś jeszcze bóstwem, to mógłbyś pokarać takiego natręta piorunem w czerep albo inną impotencją. Innymi słowy, przyzwanie imienia bóstwa miało określone konsekwencje, zmieniało sytuację, w której się znajdowałeś. Jeśli nie byłeś w stanie trzymać się reguł tej sytuacji (np. jak już przywołałeś tego Odyna, to złożyć mu jakąś ofiarę), mogłeś mieć problemy.

Dziś zostawiliśmy już za sobą takie tradycje religijne (no, większość z nich ;) ). Myślę jednak, że warto przyjrzeć się innej takiej sytuacji „przywołania, które zmienia sytuację”. Jak możesz się domyślić z tytułu, chodzi tu o przywołanie nauki (zarówno ogólnie, jak i szczegółowo, np. fizyki, chemii czy psychologii).

Wpis ten jest wynikiem dyskusji, którą niedawno prowadziłem. Mam wrażenie, że pozwoliła ona mi w końcu zrozumieć reakcje wielu moich dyskutantów.

Wydaje mi się bowiem, że jest pewna istotna różnica między różnymi osobami powołującymi się na naukę.

To moja hipoteza. Możliwe, że błędna, ale chciałem się nią podzielić.


Osoby rozumiejące naukę i metodę naukową wiedzą, że „przyzywając” w rozmowie naukę zmieniasz reguły gry. Jeśli powołujesz się na badania, naukowców, fizykę, chemię,  itp., to przywołujesz też wszystkie reguły i cele nauki.

A nauka dąży do ustalenia obiektywnej prawdy na temat świata.

Nie subiektywnych opinii, ale jednej, obiektywnej prawdy.

Niezależnie od tego, jak ktokolwiek czuje się z tym, że prawda jest akurat taka.

Niekiedy obcesowo. Często konfrontacyjnie – bo dążenie do prawdy to weryfikacja różnych tez i konfrontowanie ze sobą dowodów.

Zawsze zgodnie z konkretnymi regułami, opieraniem się na źródłach, weryfikacji jakości tych źródeł, itp.

Jeśli przywołujesz naukę, domyślnie zgadzasz się na to wszystko.

Jeśli przywołujesz badania, zgadzasz się na to, że ich jakość może być podważona i otrzymasz inne, silniejsze badania.

Jeśli przywołujesz fizykę, zgadzasz się na to, że jakiś fizyk wskaże Ci, że Twoje tezy nijak nie są przez fizykę potwierdzane.

Jeśli mówisz o naukowcach, zgadzasz się na weryfikację swojego stanowiska, na to, że w razie potrzeby dostarczysz więcej dowodów na nie. A jeśli dowodów zabraknie, zgadzasz się zmienić zdanie na temat, który przedstawiłeś.

Taka jest cena za powołanie się na naukę.


Ludzie, którzy rozumieją metodę naukową, są też świadomi tej ceny. Uznają ją za coś oczywistego. Powołujesz się na naukę? Spoko, czyli dyskutujemy zgodnie z regułami nauki.

Tymczasem ludzie, którzy nie mają dobrego zrozumienia metody naukowej…

Dużym odkryciem było dla mnie zrozumienie, że oni mogą tego tak nie postrzegać!

Owszem, przywołują naukę, badania, fizykę, itp… Ale nie wiąże się to u nich z uruchomieniem trybu debaty naukowej. Używają nauki jako wsparcia dla swoich poglądów, ale to dla nich wciąż dyskusja o poglądach, a nie o faktach.

Stąd dyskusja w oparciu o fakty może być odbierana jako agresywna czy drążąca. Bo przecież, w ich świecie, nie umawiali się na taką dyskusję, ot przedstawili swoje poglądy i dodali do tego argument z odniesieniem do nauki.

Po prostu nie widzieli, że takie odniesienie do nauki ma swoją cenę i gdy ktoś chce, by ją zapłacili, odbierają to jako nieuprawnione żądanie.


Jak wspomniałem, jest to hipoteza. Jeśli jest prawdziwa, wyjaśnia naprawdę dużo. Pytanie, co z nią zrobić?


Odpowiedź zależy od tego, po której stronie „barykady” się znajdujesz.

Jeśli jesteś kimś, kto luźno wyrażając swoją opinię chciałby ją podeprzeć badaniami, zastanów się poważnie czy jesteś gotowy/a przejść na tryb debaty naukowej. Tak bowiem Twoje powołanie na badania może być odczytane.

Jeśli jesteś kimś, kto dobrze rozumie metodę naukową, wyłącz „autopilota” zakładającego, że skoro ktoś odniósł się do nauki, to rozumie jej reguły i chce ich przestrzegać. Zamiast tego po prostu zapytaj, np. coś w rodzaju: „Dla jasności, powołujesz się na badania/fizykę/naukowców. Czy jesteś w takim razie gotowy/a dyskutować na ten temat w oparciu o reguły takich dyskusji narzucane przez metodę naukową? Czy też było to po prostu wyrażenie Twojej preferencji w temacie i nie chcesz na ten temat dalej rozmawiać?”

Czy to pomoże? Nie wiem, ale mam zdecydowanie zamiar to przetestować :)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis