Nadchodzą święta. Niezależnie od tego, czy przestrzegasz tradycji, czy nie, prawdopodobnie oznacza to dla Ciebie kilka dni wolnego z rodziną. Jasne, na tym etapie pojawiają się zwykle biznesmeni-pracoholicy, którzy chcą skorzystać z akurat tych kilku dni by wyprzedzić konkurencję*. To jednak mniejszość -dla większości z nas, święta to okres wypoczynku. Tylko jak tu wypocząć, gdy tuż po nowym roku czeka projekt do oddania? A w ogóle to nie wiadomo jak zostanie rozstrzygnięty ten duży przetarg? A jeszcze Basia przebąkiwała, że może zmienić pracę i Wasz zespół zostanie bez najlepszego programisty…

Uff! Dużo tego. Jak wyłączyć te rzeczy na święta? Jak przestać o nich myśleć i skupić się na spędzaniu czasu z rodziną, albo po prostu na wypoczywaniu? O tym właśnie będzie ten artykuł.

Oczywiście, są pewne zmartwienia, które mogą przebijać się w trakcie świąt – jeśli masz problemy finansowe albo bolejesz nad kiepskimi relacjami w rodzinie, to są to rzeczy, które warto rozwiązać innymi sposobami. Ten artykuł skupia się bardziej na zmartwieniach zawodowo-życiowych, które faktycznie da się i warto zawiesić na okres przerwy świątecznej.

*W niektórych, bardzo nielicznych branżach faktycznie da się w tym czasie zrobić jakieś postępy. W większości? Twoi dostawcy ORAZ odbiorcy mają wolne. Pracownicy zwykle też, chyba, że chcesz im płacić za nadgodziny. A i wtedy nie licz na jakąś specjalnie wydajną pracę. O ile nie masz jakichś zaległości, które sam możesz ogarnąć (co sugeruje raczej problemy z organizacją czasu), trzeba się pogodzić z tym, że gdy reszta kraju robi sobie urlop, samemu lepiej też pójść w tym kierunku.

Święta w spa to też opcja ;)

Święta w spa to też opcja ;)

Domknięcie pętli

Nasz umysł ma to do siebie, że gdy raz zadasz mu do wykonania jakieś zadanie, będzie się starał je dopełnić. Na tym mechanizmie opiera się wiele ciekawych zjawisk psychologicznych, m.in. słynny „efekt Zeigarnik”. (Polega on na tym, że dobrze pamiętamy zadania rozpoczęte, nawet gdy zostaną przerwane, ale zwykle usuwamy je z pamięci po zrealizowaniu. Np. kelner pamięta co kto zamawiał z danego stolika, ale tylko do momentu podania zamówienia.)

Taka potrzeba domknięcia pętli poznawczych może być bardzo irytująca w czasie świąt. Chcemy myśleć o tym jakie ciasta upieczemy (tudzież zjemy), a tu wracamy głową do tej ostatniej rozmowy z szefem…

Co zrobić? Na szczęście nasz mózg nie wymaga od nas „idealnego” domknięcia takich pętli i może się zgodzić na pewne symboliczne zawieszenie ich. Jeśli więc masz kłopoty z takimi nawracającymi myślami o problemach i wyzwaniach poświątecznych, poświęć kilka minut aby usiąść i zapisać – w telefonie albo na kartce – jakieś proste kroki, które możesz wykonać, już po świętach, żeby coś z tymi kwestiami zrobić. Nie muszą to być jakieś ostateczne, finalne rozwiązania, ale cokolwiek co Cię do takich rozwiązań przybliży.

To wystarczy by Twój mózg dostał sygnał „dobra, załatwione” i mógł się zająć innymi rzeczami.


A co jeśli?

Niekiedy, mimo prób „odłożenia” danego tematu na później, wiąże się on z takim stresem i niepewnością, że po prostu nie potrafimy go całkiem odrzucić. Po prostu wraca nam do głowy ta sama obawa, to samo „a co jeśli…”

Co zrobić? Odpowiedzieć sobie na pytanie. „A co jeśli…” jest straszne tylko dlatego, że nie pozwalamy sobie nigdy na odpowiedź. Nawet najgorsze konsekwencje w rodzaju bankructwa są czymś, z czym da się coś zrobić, w związku z czym da się jakoś planować. Niestety zwykle nie pozwalamy sobie na dojście do tego momentu. To jak w horrorach – potwór jest zwykle najbardziej przerażający, gdy jeszcze go nie widzimy, gdy może pracować nasza wyobraźnia. Gdy już go zobaczymy, często staje się wręcz śmieszny, ot, aktor w gumowym stroju. Podobnie z obawami o przyszłość – precyzując je i rozważając możliwe środki zaradcze, łatwiej nam będzie sobie z nimi poradzić.

 

Co mam robić! Nie mogę po prostu siedzieć!

Jeśli na co dzień Twoja praca wymaga od Ciebie dużej aktywności, przymusowa przerwa może być strasznie męcząca. Ciało wymaga pobudzeń, których mu po prostu nie dajesz!

Co zrobić? Skoro już masz nawyk, lepiej mu ulec, niż z nim walczyć. Po prostu ulegnij mu w mądry sposób. Przygotuj sobie konkretne zadania do zrealizowania przez święta. Ale tym razem niech dotyczą wypoczynku i kontaktów z bliskimi, a nie zadań do wykonania w pracy. W ten sposób połączysz przymus z czymś faktycznie pożytecznym.


Czuję się winny, że marnuję czas!

Problem podobny do powyższego, często jesteśmy tak nakręceni na wydajność, że jakakolwiek przerwa czy odpoczynek jest traktowana jako zbrodnia i źródło winy. W końcu jakbyś naprawdę dbał o swoich bliskich, to nie marnowałbyś w ten sposób czasu, tylko coś byś robił!

Co zrobić? Jeśli potrafisz pracować z przekonaniami – to zdecydowanie miejsce na pracę z nimi, tak byś dał sobie prawo do wypoczynku. Jeśli nie znasz jeszcze takich narzędzi, możesz np. spróbować zaplanować sobie poświąteczne wyrównanie. Tzn. teraz marnujesz czas, w związku z czym po przerwie przysiądziesz i zrobisz dodatkowe dwie godziny nad swoim projektem. W ten sposób łatwiej będzie Ci zaakceptować obecny „luz” jako usprawiedliwiony.

Długoterminowo warto jednak przyjrzeć się tym kwestiom, albo podczas pracy własnej, albo z fachowcem, bo mogą być one bardzo męczące.


Wyciszenie myśli

U większości powyższych kwestii siedzi również nadmierne skupienie do wewnątrz, przesadne przebywanie w tzw. „downtime”. To w nim wyraźnie czujemy winę, chęć działania, oraz inne powyżej opisane tendencje.

Co zrobić? Popracować nad częstszym wchodzeniem w tzw. uptime. Pisałem o tym tutaj.


Najgorszą możliwą opcją byłoby zmarnowanie okresu wypoczynkowego przez przejmowanie się w tym czasie pracą lub innymi kwestiami. I tak masz wolne – skorzystaj z niego. Daj je sobie również w swojej głowie :)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis