Coraz częściej mam ostatnio wrażenie, że część z moich kolegów po fachu podchodzi do coachingu jak do kultu cargo. Inna sprawa, że gdy siadłem o tym pomyśleć, stwierdziłem, że niesprawiedliwie ograniczam temat do coachów czy trenerów.

My jako ludzie mamy tendencje do uprawiania kultu cargo w codziennym życiu. I warto coś z tym zrobić!

No, może najpierw warto wyjaśnić czym ten kult jest, bo pewnie nie każdy zna ten termin ;)

Mieszkańcy wysepek Melanezji byli pod wielkim wrażeniem obcych przybyszów (Amerykanów oraz Japończyków) i ich cywilizacji. Oni również chcieli tak żyć. Oni również chcieli mieć te niezwykłe dobra, „cargo” jak pisało na skrzyniach zrzucanych przez wielkie metalowe ptaki. („Cargo” to dosłownie towar, ładunek, a skrzynie zawierały zapasy spożywcze, leki, ubrania czy proste dobra, zwykle dla stacjonujących na wyspach żołnierzy.)

Przybysze robili coś by to Cargo otrzymać. Niektórzy Melanezyjczycy także chcieli dostać te dobra, prezenty od bogów Cargo. Podpatrzyli więc co robią przybysze i zaczęli to kopiować.

Przybysze mieli pasy startowe? Melanezyjczycy też takie zbudowali. Przybysze mieli biura, baraki i radiostacje? Melanezyjczycy też je zbudowali, łącznie z „radiami” z kokosów i tykwy. Przybysze urządzali musztrę z karabinami i w mundurach? Melanezyjczycy malowali mundury i insygnia na ciele i urządzali musztry z kijami. Wszystko w imię przebłagania bogów Cargo i przyciągnięcia ich darów.


Kult Cargo, równie barwny co tragiczny, jest doskonałym przykładem ludzkiej tendencji do naśladownictwa bez zrozumienia. My oczywiście wiemy, że pasy startowe, radiostacje, itp. były pochodną cywilizacji, która produkowała „cargo”. Rozumiemy kiedy i dlaczego mogły działać. Próby Melanezyjczyków wyglądają więc dla nas surrealnie.

Ale czy sami nie mamy podobnych skłonności?


Tym, co skłoniło mnie do poruszenia tej kwestii była dyskusja na jednej z grup coachingowych n.t. pewnych pytań. Czy fajne do pracy z klientem? Głębokie? Trywialne?

Sęk w tym, że samo postawienie tego rodzaju pytania sugeruje swoisty kult cargo. Podejście, w którym to pytania mają moc, mają wewnętrzną głębię lub jej brak. Użyj odpowiedniego zaklęcia, odpowiedniego pytania, a poruszysz klienta i doprowadzisz do zmiany…

Mam z tym ogromny problem. Dla mnie taki sposób myślenia ujawnia… Nawet nie tyle brak zrozumienia tego, co działa pod spodem w pracy z klientem. To krok dalej, to brak sortowania informacji pod kątem zbudowania takiego zrozumienia. Brak próby utworzenia struktury tematu.

Gdy słyszę o „głębokich pytaniach”, gdy ludzie rozważają pytania jako pytania w coachingu, albo pytania pod kątem tego jak się czują gdy sami je stosują… To sugeruje mi to, że myślą o coachingu w kategorii zaklęć i szukają odpowiednich zaklęć. Że uprawiają coaching cargo. Zamiast próbować myśleć w kategoriach „1. Jaki proces zachodzi w głowie klienta?” oraz „2. Jak moja interakcja z klientem na ten proces wpływa?”


I tak, tak da się myśleć o pytaniach. Ba, jest jasna konkretna struktura „głębokości” przekonań, stwierdzeń czy pytań (fajnie o tym pisze Elizer Yudkowsky). W kontekście pytań „głębokie” pytanie będzie:

a) oddalone o jeden poziom wnioskowania od wiedzy klienta i

b) przeramowaniem jego obecnego podejścia do tematu i

c) pasująca do kulturowego stereotypu „głębokiej treści”.

Co m.in. oznacza, że dla wielu ludzi „głębokie” będą skrajne truizmy (pokazują to zresztą badania, zwłaszcza osoby mało refleksyjne i inteligentne chętnie sięgają po głęboko brzmiące bzdury). Nie jest to jednak kwestia pytania jako takiego, tylko współgrania powyższych czynników. Co interesujące, czynnik jednego poziomu wnioskowania różnicy mówi, że pytania postrzegane przez kogoś jako wyjątkowo głębokie będą dla wielu osób zupełnie nie do zrozumienia, jako zbyt oddalone od ich dostępnej wiedzy.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz popracować nad swoją pewnością siebie? Kurs autocoachingowy VOD Pewność Siebie w Praktyce zapewni Ci materiał do efektywnej pracy nad sobą w tym zakresie. 33 lekcje wideo o łącznej długości ponad 250 minut. 100% konkretnych, gotowych do zastosowania narzędzi.


Wracamy do artykułu :)



Dla jasności, coachowie nie są jedynymi obciążonymi takimi skłonnościami. Kulty Cargo są strasznie powszechne w biznesie, zwłaszcza w kontekście wszelkich innowacji. (Np. rzucanie się na -skąd inąd świetne – narzędzia typu Gamifikacji bez świadomości co to, po co i kiedy ma sens, a kiedy nie.) Są powszechne w kontekście odżywiania się (vide obecna moda na unikanie glutenu).

Kulty Cargo są po prostu dla nas łatwe poznawczo. Nie wymagają wysiłku, podważania, drążenia. Wystarczy powtarzać i powielać.

Co więcej, Kulty Cargo są bardzo nęcące społecznie. Ponieważ opierają się na naśladownictwie, stosunkowo łatwo jest wychwycić swoiste oznaki przynależności do grupy, a nawet oznaki wysokiego prestiżu w grupie i je odpowiednio małpować. To daje poczucie wsparcia społecznego, przynależności, statusu – czynniki, które ludzie bardzo sobie cenią emocjonalnie. Ułatwia to też rozprzestrzenianie się takich Kultów Cargo. Często zresztą aż do ich coraz głębszego wypaczenia. (Stąd np. tak popularne kpiny z korporacyjnej nowomowy, która w dużej mierze stanowi właśnie zestaw takich „oznak przynależności do grupy”.)


Prawda jest też taka, że nasz system edukacji trochę sprzyja mentalności Kultów Cargo. Rzadko kiedy uczy „czemu”, zwykle „jak”. Uczniowie wychodzą więc ze szkoły bez zrozumienia procesów, przyczyn, motywacji, czy celowości… oraz bez intelektualnej skłonności do szukania takiego zrozumienia.


Co można z tym zrobić?

Zacząć identyfikować swoje Kulty Cargo. Stopniowo je zgłębiać i odrzucać na rzecz faktycznej wiedzy. Ze świadomością, że może to prowadzić do pewnego ostracyzmu społecznego, gdy przestaniesz nagle używać stosownych  „zaklęć” identyfikujących Cię jako członka grupy.

To może być bolesne. Osobiście trudne i społecznie wymagające. Ale to niezbędne, jeśli chcesz dojść do faktycznego zrozumienia poznawanych kwestii.

Alternatywa jest bowiem kiepskawa. Malowanie sobie na ciele munduru farbą i maszerowanie z bambusowym kijkiem, licząc, że Bogowie Cargo ześlą Ci dary sukcesu i powodzenia. W biznesie, coachingu, czy życiu… Tylko Bogów Cargo nie ma i nigdy nie było…



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis