Koniec roku to dobry czas na refleksje i rozważania. No, w zasadzie każdy okres jest na nie dobry, ale koniec roku jest tak ładnie symboliczny, zwykle też jest w tym okresie więcej wolnego czasu i mniej oczekujących zadań. Myśli wędrują i łatwo dojść do ciekawych wniosków.

W NLP bardzo popularną koncepcją jest “różnica, która czyni różnicę”. To pozornie drobne rzeczy, które mają jednak ogromne znaczenie dla końcowego wyniku. Zastanawiałem się nad tym, co było taką różnicą dla mnie. Gdy lata temu zaczynałem zajmować się rozwojem, takich jak ja była ogromna rzesza. Wśród doświadczonych trenerów do dziś popularne jest psioczenie na 20-latków, którzy chcą uczyć biznesu i coachować. Dziś z tych osób pozostała mała garstka, która nawet jeśli działa, to jest dość mało rozpoznawalna. Co było tą różnicą, która czyni różnicę?

koty

Czyżby różnicą były koty? Albo lenistwo?

Oczywiście, takie retrospekcyjne rozważania są obarczone masą błędów. Po fakcie łatwo stworzyć opowieść ładnie brzmiącą, przekonującą… i całkowicie błędna. Dlatego też traktuj proszę moje wywody z pewnym przymrużeniem oka. Może faktycznie to o to chodziło… a może o coś zupełnie innego.


Z tym zastrzeżeniem, sądzę, że kluczową rzeczą, która różni mnie od większości innych ludzi w branży, jest tytułowa ciekawość, u mnie wchodząca niekiedy w okolice umiarkowanie neurotyczne. Gdy coś mnie zainteresuje – a interesują mnie często wybitnie abstrakcyjne tematy, czego ujście próbuję dawać m.in. na Cafe Royal – zgłębiam to bardzo intensywnie i bez refleksji odnośnie tego, czy ta wiedza jakkolwiek mi się przyda. To jedna z tych rzeczy, która strasznie dziwi moją Beatę, która jest skrajnie pragmatyczna i chętnie zgłębia wiedzę, ale tylko jeśli widzi w niej jakieś praktyczne zastosowanie. Ja tymczasem potrafię przeskakiwać od historii długu do różnic w traktowaniu homoseksualistów i relacji homoseksualnych w historii ludzkości. (Wbrew pozorom, tematy powiązane, poprzez starożytny Rzym i pozycję niewolników.) A gdy ten temat podszlifuję, włączam sobie nagrania gościa rozprawiającego o broni białej i o tym, jak źle bywa ona przedstawiana w grach komputerowych.

Tematy te są mocno eklektyczne, a zgłębiam je dość intensywnie, tworząc rozległą, choć miejscami mocno dziurawą sieć wiedzy. Te dziury prędzej lub później zaczynają mnie uwierać, dając kolejne tematy do zgłębienia. I choć są pewne tematy, które wciąż mnie zupełnie nie interesują i które pozostają białymi plamami, to takie gromadzenie wiedzy sprawia, że mogę dziś sporo powiedzieć o naprawdę wielu kwestiach. Plus, okazyjnie włącza mi się jakaś mała obsesja, np. wybadanie historii higieny i napisanie artykułu w temacie, po tym gdy dowiedziałem się, że w elżbietańskiej Anglii zamiast się myć “wysysano” pot i brud odpowiednią bielizną. ;) (Tak, art w temacie w drodze, pojawi się na Cafe.)


Wydaje mi się, że to właśnie ta ciekawość różnicuje mnie od innych osób, ciekawość i powiązana z nią dyscyplina w szukaniu wiedzy i drążeniu. Daleko mi oczywiście do osób pokroju Feynmana czy Ramachandrana, z ich nieustannym eksperymentowaniem. Mam jej jednak dość, by wyróżnić mnie wśród wielu innych osób, które przewinęły się “za moich czasów” przez branżę rozwojową.

Oczywiście, bywa, że taka ciekawość wiedzie na pokuszenie (bo dotyczy też np. fabuł serialów czy filmów), choć znalazłem kilka własnych “lifehacków” pozwalających to obejść. Np. zamiast oglądać horrory – których nie lubię, ale których fabuły mnie ciekawią – czytam ich fabuły na wiki lub stronach z recenzjami. Zawsze to dwie godziny zaoszczędzone. ;)

Jednocześnie, mimo jej ograniczeń, na koniec dnia to właśnie taka ciekawość sprawia, że solidnie badam tematy, które później poruszam na szkoleniach. To właśnie ona prowadzi do odrzucenia tego, co nie działa- bo w uważnej weryfikacji wszelkie problemy po prostu wychodzą. To ona w końcu prowadzi do eksperymentowania i tworzenia nowych narzędzi.


Czy da się taką ciekawość stworzyć sztucznie? Trudno mi powiedzieć – sam swojej nigdy tak nie tworzyłem. Jeśli miałbym tu i teraz postawić hipotezę, to najlepszą drogą do takiej ciekawości byłoby umiarkowane poznanie jak największej ilości tematów. Przynajmniej niektóre z nich powinny “zaskoczyć” w Tobie, mieć coś takiego, co zainteresuje Cię na tyle, by dalej to zgłębiać. A gdy je zgłębisz, dostrzeżesz nowe braki i zechcesz je uzupełnić… a potem kolejne… i kolejne.

Kto wie, za kilka lat może będę czytał Twoją książkę lub oglądał Twoje nagrania w jednym z takich tematów? To coś czego mogę życzyć i sobie, i Tobie :)



Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis