Kontynuacja artykułu, którego pierwszą część znajdziesz TUTAJ

Żyjemy w raju (nieidealnym, ale wciąż raju), tylko nie jesteśmy tego świadomi. W tym artykule chciałem wskazać na wiele rzeczy, które jest dla nas tak oczywistych, ze w ogóle ich nie mamy świadomości.


6. Policja/prawo – tak, co i rusz słychać o tym, że policja tutaj czy tam nadużyła siły,  pojawia się afera z fotoradarami czy inny problem. To realne problemy, których rozwiązanie jest niewątpliwie istotne i bardzo chciałbym, by zostały rozwiązane jak najszybciej. Jednocześnie jest w tych kwestiach dużo lepiej niż 50 czy 100 lat temu, a wcześniej?

Cóż, wcześniej było tak źle, że niewiele osób może to sobie dziś wyobrazić.

Np. załóżmy, że ktoś w Twojej wiosce został zamordowany, albo coś zostało ukradzione. Jak dochodzono do tego, kto jest winny? Bardzo prosto! Najpierw sprawdzano, czy w wiosce jest akurat jakiś obcy. Jak był, to pewnie był winny i więziono go na kilka dni, tygodni, czy lat, aż akurat ktoś związany z władzami będzie podróżował w stronę jego rodzinnych stron. Gdy go tam w końcu doprowadzono, pytano jaką miał opinię – jak dobrą, to był niewinny i go wypuszczano (odszkodowanie za niesłuszne uwięzienie? taaaak, to dość współczesna idea). Jak miał złą opinię, to był winny i ucinano mu ręce, zabijano go, itp. Od razu lud miał rozrywki trochę.

Jak nie było nikogo obcego, uznawano, że winnym jest ten “swojak”, który miał najgorsza opinię i to jego karano. Albowiem każde przestępstwo musi zostać ukarane, aczkolwiek czy ukarany zostanie winny, to już opcjonalne.

Po co godzono się na takie prawo? Cóż, poza wioskami i miastem, gdzie obowiązywało, było jeszcze gorzej. Twoją jedyną realną obroną, gdy wędrowałeś poza miastem, byli Twoi “ziomale” – krewni, współmieszkańcy, współparafianie, członkowie Twojej izby rzemieślniczej, itp. Dlatego tak ważne były wtedy więzi społeczne – bo “w kupie siła” i jedynym co mogło zniechęcić kogoś od obrabowania czy zabicia Cię w podróży była potencjalna groźba zemsty ze strony tych, “z którymi trzymałeś”.

Winny? Niewinny? Co za różnica, ktoś musi zostać ukarany.


7. Swobody i prawa obywatelskie – czy wiesz dlaczego Pruszków i Wołomin uznawane były długo za gangsterskie rejony? Bo wiele osób z tego rejonu wywodziło się z półświatka. No dobrze, ale dlaczego akurat tam? Co było takiego wyjątkowego w tych dwóch podwarszawskich miasteczkach, że tak tam garnęli?

Cóż, nie zrobili tego dobrowolnie. Na początku XX-go wieku władze carskie zdecydowały oczyścić Warszawę z różnego rodzaju “elementów”, w związku z czym przymusowo przesiedlili ogromną ilość złodziei, prostytutek, rajfurów i podobnego typu osób z Warszawy do tych dwóch miejsc.

Dlaczego nie wrócili do Warszawy? Nie mogli, ich paszporty im na to nie pozwalały. Za czasów okupacji rosyjskiej paszporty były u nas odpowiednikiem dowodów osobistych i zawierały m.in. informację o miejscu zameldowania – miejscu, którego nie można było bez pozwolenia zmienić. Dziś, w epoce swobodnego przekraczania granic wydaje się to trudne do wyobrażenia, ale kiedyś zwykła wyprawa z np. Warszawy do Łodzi mogła wymagać urzędowego przyzwolenia.

Im wcześniej historycznie, tym gorzej w zakresie swobód obywatelskich. Jeśli skoczymy kilkaset lat do tyłu, to okazuje się, że ilość przedstawicieli danego zawodu w każdym mieście była ściśle ograniczona(i nie raz, w wypadku najbardziej prestiżowych zawodów, liczona na palcach jednej ręki). Często były też dostępne jedynie dla przedstawicieli danej narodowości czy grupy społecznej. Nie ważne jak dobry byłeś w swoim fachu – jeśli nie urodziłeś się z odpowiedniego ojca albo mieszkałeś w nieodpowiednim miejscu, mogłeś nigdy nie przeskoczyć nawet poziomu ucznia.

W porównaniu z tym – choć niewątpliwie przydałoby się w naszym życiu mniej ograniczeń urzędowych – swoboda działania jaką dysponujemy jest porażająca.

Ale cofnijmy się jeszcze kawałek, do czasów pańszczyźnianych. Popularny mem w internecie mówi, że chłop pańszczyźniany pracował na pana dużo krócej niż my obecnie na państwo. No cóż, to nie do końca prawda – przynajmniej nie na zachodzie (jeśli ktoś ma szczegóły odnośnie tego jak wyglądały szczegóły w Polsce, proszę o uzupełnienie w komentarzach). Chłop pańszczyźniany musiał pracować na pana (zwykle 3 dni w tygodniu), oraz wykonywać dodatkowe prace (np. zbierać dla pana drewno opałowe) ponad ten limit. W zamian miał prawo do korzystania z pewnego obszaru ziemi rolnej, ale to co uzyskali z tej ziemi należało do pana i tylko od jego zachcianki zależało, ile pozwoli im zatrzymać. Zwykle władca zadowalał się czymś w rodzaju podatku spadkowego, zabierając dla siebie najlepsze zwierze należące do zmarłego, formalnie jednak do takiego chłopa nie należało absolutnie nic. Łącznie z jego wolnością – bez pozwolenia nie mógł opuścić swojej ziemi na dłużej niż 1 dzień. Jeśli ziemia została sprzedana – chłop był sprzedany wraz z ziemią. Pan decydował też z kim mogą się żenić chłopi i ich dzieci. Jeśli byłaś wdową po chłopie pańszczyźnianym, a ziemie z których korzystał przez kilka miesięcy stały odłogiem, pan mógł Ci kazać wybrać sobie nowego męża w ciągu miesiąca – a jeśli tego nie zrobiłaś, przypisać Ci narzeczonego. Aha, jeszcze jedno – od tych wszystkich kwestii nie ma odwołania. Sąd pana był sądem ostatecznym, decydującym o Twoim życiu lub śmierci.

Przy dużej sympatii dla autora tego memu, proponowałbym jednak nie porównywać pańszczyzny z współczesną sytuacją. Tak po prostu nie wypada.

Bez paszportu nie pojedziesz nigdzie… nawet poza swoje miasto zamieszkania.


8. Podróże – a skoro jesteśmy przy wyprawach, warto przyjrzeć się podróżom. Wiesz już, że potrzebne do nich były dokumenty, a wymogi dużo surowsze niż obecnie. Przyjrzyjmy się jednak ich cenom, długości i zagrożeniom. Dziś, za mniej niż dwie pensje minimalne brutto (dokładniej, ok 2000 zł) jesteś w stanie polecieć, tam i z powrotem, na drugi koniec świata, a taka podróż zajmie Ci około doby w jedną stronę. Ryzyko wypadku lotniczego jest przy tym skrajnie niewielkie, a ryzyko śmierci w takim wypadku tym mniejsze.

Dla porównania, przelot z Irlandii do Nowego Yorku w 1946 kosztował niecałe 350 ówczesnych dolarów – równowartość ponad 3500 współczesnych dolarów wg. zmian w indeksie dóbr konsumenckich. Daje to niemal 10 pensji minimalnych, a mówimy tu tylko o locie w jedną stronę!

Im bardziej się cofniemy, tym jeszcze gorzej to, oczywiście, wypada. Podróżowanie było historycznie potwornie drogie, potwornie czasochłonne i niewygodne, a także potwornie niebezpieczne. Wciąż jest drogie, niewygodne i czasochłonne, ale nieporównywalnie lepsze. A jeśli masz co do tego wątpliwości, cóż, wycieczka za wschodnią granicę albo do krajów 3-go świata może wiele tutaj rozjaśnić.

PKP w porównaniu z tym nie jest takie złe…


9. Czas pracy – tyle się słyszy o tym, ile dziś musimy pracować, jak jest ciężko i w ogóle, a mi przypomina się stary odcinek Jetsonów, gdzie mąż rodziny narzeka, ze musi pracować aż 2 dni w tygodniu przez 3 godziny…

Tak trochę jest i dzisiaj. W porównaniu z XIX-wieczną średnią 60-70 godzin pracy w tygodniu (bez wolnych sobót czy niedziel i nie wliczając w to dodatkowej pracy, którą takie osoby musiały wykonać w domu), dzisiejsze 40 naprawdę nie robi takiego wrażenia – zwłaszcza przy skrajnie długim urlopie (płatnym, co nie jest bynajmniej standardem np. w USA!) i masą świąt państwowych.

Prawda jest taka, że czas pracy – realny czas pracy – regularnie spada. Spada zwłaszcza ze względu na coraz większy udział usług w ogólnej gospodarce, gdyż, jak pokazują badania, w pracach typowo biurowo-usługowych pracownicy realnie pracują przez może połowę, a nie raz nawet 1/4 swojego rzekomego etatu. Resztę wypełniają pogawędki, Pudelek i Facebook.

Czy naprawdę aż tak długo dziś pracujemy?


10. Jakość przedmiotów – często słychać, że “kiedyś to rzeczy były lepsze, mniej się psuły”, itp.

Nie. Jakościowo przedmioty, żywność, itp. były generalnie gorsze, często wyraźnie gorsze. Po prostu mieliśmy nieporównywalnie mniejszy wybór i nieporównywalnie mniejsze możliwości wymiany tego, co było, więc wtedy nikt nie narzekał, bo to co mieliśmy i tak wydawało się czymś dobrym. Mąka pełna żuczków (żywiaków chlebowców)? Standard. Lekko podpsute mięso? Będzie miększe i bardziej aromatyczne. Zniszczone ubranie? Zaceruje się – trzeba, bo zakup nowego jest zbyt drogi i po prostu nie wchodzi w grę.

Z jakością produktów – i jestem świadomy, że nie jest to metafora, która trafi do wszystkich – jest trochę jak z grafiką w grach. Kiedy w latach 90-tych po raz pierwszy zobaczyłem takiego Unreal’a, ta grafika wydawała się niesamowita. Dziś po prostu śmieszy, a współczesne superprodukcje wcale nie zdają się porażać – nieporównywalnie lepszą – grafiką. Po prostu, człowiek się przyzwyczaja. Może jednak warto czasem się zatrzymać, oprzeć przyzwyczajeniu i docenić to co się ma?

Unreal – kiedyś iście nierealna grafika.

Unreal Engine 4, 15 lat później. Phi, to ma robić wrażenie?

P.S. Tak, jestem świadomy kwestii “planowanego czasu życia produktu” i podtrzymuje powyższe nawet w świetle tej wiedzy. Jednocześnie przyznam, że nie rozumiem – może ktoś pomoże mi to zrozumieć – czemu, w reakcji na ten “planowany czas życia” nie powstaje konkurencja, oferująca produkt nieco droższy, ale bez PCŻ? Przecież zmiotłaby obecnych graczy z rynku…


Oczywiście, wszystko powyższe nie wyczerpuje bynajmniej tematu. Rozrywka, edukacja, mobilność społeczna, jest cała masa rzeczy, które dziś traktujemy jako oczywiste i należne nam, które w rzeczywistości są ogromnymi przywilejami. Pozostaje mi mieć nadzieję, że te artykuły pomogły przynajmniej paru osobom docenić – i poczuć się wdzięcznymi – za to w jakim świecie i w jakich warunkach żyjemy.

Bo naprawdę, NAPRAWDĘ, jest za co być wdzięcznym.


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis