Mit mózgu gadziego…

W świecie rozwojowym jest wiele błędnych koncepcji i mitów. Niektóre z nich są całkowicie wyssane z palca. Inne kiedyś były nawet poważnie rozważane w świecie nauki, ale po prostu nie przeszły dalszej weryfikacji. Niestety, nie ma tak, że książki n.t. błędnych teorii z lat 20, 50 czy nawet 90-tych muszą być publikowane z zastrzeżeniem typu „ej, wiecie, ale to się jednak okazało nieprawdą”. W efekcie wiele dawno obalonych koncepcji wciąż krąży po świecie, bo przecież trwałość książek o nich na rynku zależy bardziej od przypadku i od memetycznej siły danej publikacji, tego jak idea pasuje nam do wyobrażeń, niż od prawdziwości opisywanej treści. Jak to ujął Cordel Hull – „Kłamstwo obiegnie świat zanim prawda zdąży założyć spodnie…”

Przykładem takiej zdezaktualizowanej koncepcji jest model, który z tego co wiem nie doczekał się nawet dobrej polskiej nazwy, ale który mimo wszystko jest w miarę popularny. Tzw. „triune brain”, coś co można by przetłumaczyć jako trójmózgowie, a co najczęściej pojawia się pod hasłem „gadziego mózgu”. To model w którym ludzki mózg składa się z trzech wyraźnie oddzielnych elementów – mózgu gadziego, mózgu ssaczego (zwanego czasem paleossaczym) oraz kory mózgowej (zwanej czasem mózgiem neossaczym).

W tym modelu poszczególne segmenty mózgu ewoluowały oddzielnie, w kolejności gadzi-ssaczy-kora nowa. Mózg gadzi, czyli rejon pnia mózgu, odpowiedzialny miałby być za agresję, dominację, terytorialność czy system „walka-ucieczka-zamarzanie”. Mózg paleossaczy to inaczej układ limbiczny i odpowiada za emocje, motywacje, rozmnażanie się, zachowania rodzicielskie i podstawowe zachowania społeczne. W końcu mózg neossaczy, czyli kora mózgowa, odpowiedzialna za złożone procesy decyzyjne, język, planowanie i abstrakcje. W zależności od tego który „mózg” nam się uruchomi, będziemy inaczej reagować, niektórzy autorzy sugerowali wręcz, że w sytuacjach zagrożenia następuje wycofanie się do pierwotnych, prymitywnych wzorców (typu walka lub ucieczka). Niektórzy nawet próbowali tworzyć pseudotesty mające wskazywać na to jaki obszar mózgu „dominuje” u danej osoby.

Model ten został opisany w latach 60-tych ubiegłego wieku przez Paula MacLeana i na tamten czas był całkiem uzasadnioną próbą zebrania razem dostępnej wiedzy neurologicznej i psychologicznej. Jest przy tym łatwy do zrozumienia i wyobrażenia, nic więc dziwnego, że został chętnie przyjęty przez szeroką publiczność.

Problem w tym, że ta popularyzacja miała miejsce dopiero w latach 90-tych ubiegłego wieku (m.in. za sprawą książki „Rajskie Smoki”/”Dragons of Eden” Carla Sagana), a więc w chwili, gdy koncepcja trójmózgowia została już dawno podważona.


Tak jak wskazałem wcześniej, jak na swój czas, teoria ta była uzasadniona dostępnymi danymi. Ale trzydzieści lat to w nauce ogromny kawał czasu (a pięćdziesiąt jeszcze większy). Zwłaszcza w neuronaukach, gdzie gwałtowny rozwój nowych technik pozwolił dużo lepiej zrozumieć działanie mózgu. W efekcie podważono niemal każdy element tej koncepcji.


Zacznijmy od najbardziej kluczowej kwestii – oddzielności ewolucji poszczególnych elementów. W modelu MacLeana poszczególne „mózgi” stanowiły oddzielne ewolucyjne całości. Pień mózgu byłby fundamentami budynku, układ limbiczny budynkiem, a kora nowa nadbudówką, tworzenie każdego z nich nie wpływało na poprzednie. Tymczasem wiemy już dziś, że mózg ewoluował jako całość – wykształcenie się nowych struktur łączyło się ze zmianą działania i układu starszych. Nie da się więc wyróżnić np. „mózgu gadziego”, bo to jak u nas działa pień mózgu jest bezpośrednio modyfikowane przez zmiany ewolucyjne, jakie miały miejsce przy wykształcaniu się kory nowej.


Po drugie, wiele wstępnych założeń MacLeana okazało się nie wytrzymywać próby czasu. Gdy tworzył ten model, wydawało się, że struktury pnia, takie jak jądra podstawne, zajmowały dużo mniejszą część mózgu gadów, niż wcześniej się wydawało, oraz występować też u ryb czy płazów. Nie były więc strukturą wywodzącą się od gadów, jak wydawało się MacLeanowi, ale czymś bardziej pierwotnym dla wszystkich kręgowców. Również struktury układu limbicznego nie są ograniczone do ssaków, ale do wielu innych podtypów.

To może się nam wydawać drobiazgiem (choć na poziomie neurologicznym jest silnym ciosem w koncepcje MacLeana). Istotniejsze są inne badania, m.in. z zakresu etologii, stawiające tą koncepcję na głowie. MacLean opierał się bowiem na ścisłym podziale zdolności intelektualnych różnych gatunków, w zależności od ich „trójmózgowego” etapu. Tymczasem dziś wiemy np., że ptaki (u MacLeana zaliczane do tej samej grupy co gady, jako zauropsydy) są zdolne do bardzo zaawansowanych procesów poznawczych (widzimy to zwłaszcza u krukowatych i papugowatych). Nie mówiąc już o mózgach głowonogów, które rozwijały się skrajnie inaczej niż kręgowców, a realizują wiele podobnych funkcji.


Problemem są w końcu praktyczne wnioski z tego modelu. Nie ma dowodów na to, że trafnie tłumaczy on ludzkie (czy zwierzęce) zachowanie. Tak, zdarza nam się reagować emocjonalnie zamiast racjonalnie. Zdarza nam się wchodzić w układ „walka lub ucieczka lub zamarzanie”. Nie dzieje się to jednak w żaden sposób, który byłby przewidywalny z perspektywy modelu trójmózgowia. Dużo lepiej te same zjawiska opisują (i co kluczowe: przewidują) modele automatycznych reakcji, symulacji czy przeciążenia poznawczego.

Model ten może być użyteczny, do pewnego stopnia, jako metoda uproszczonego wyjaśniania szerszej publiczności jak działa mózg. To takie klasyczne „kłamstwo dla dzieci”, nieprawdziwe, ale przydatne dla zobrazowania pewnych elementów, mimo skrajnych uproszczeń i nietrafności. Problem (tak jak w wielu podobnych metaforach, np. metaforze nieświadomości) pojawia się, gdy zapominamy, że opowiadamy tylko kłamstwo i próbujemy traktować je jako trafny opis mózgu. Gdy próbujemy z tego robić np. pseudotesty psychologiczne czy podstawę modelu pracy coachingowej czy terapeutycznej z klientem. Słowem, gdy zapominamy, że mit to mit i zaczynamy go traktować jako prawdę.


Więc nie, jedyna sytuacja, w której masz gadzi mózg, to jeśli jesteś w rzeczywistości reptilianinem ukrywającym się wśród ludzi. A jeśli tak, to witaj bracie/siostro, dzień naszego triumfu nadchodzi już niedługo! ;)



Potrzebujesz dawki solidnej determinacji do działania? Chcesz zaangażować się bardziej, usprawnić swoje działanie, wesprzeć swoją motywację? Chcesz by Ci się bardziej chciało, a co ważniejsze - chcesz być w stanie robić to co trzeba, nawet gdy Ci się niezbyt chce? Poznaj e-kurs Determinacja w Działaniu! 26 lekcji wideo, 210 minut, praktyczne i konkretne rozwiązania do wprowadzenia w życie od razu! Już teraz na Mindstore.pl


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis