W wielu materiałach rozwojowych pojawia się informacja o tym, że większość zwycięzców loterii szybko przepuszcza swoją wygraną i kończy w równie kiepskiej, albo nawet gorszej sytuacji, jak kiedyś.

Sam w to wierzyłem, sam powtarzałem to przy pewnych okazjach.

Aż coś mnie skłoniło, żeby to zweryfikować…

Bycie sceptykiem naukowym jest generalnie miłe i fajne. Ma jednak jedną dość nieprzyjemną emocjonalnie stronę.

Widzicie, sceptyk naukowy ma to do siebie, że jest człowiekiem. A że istoty ludzkie błądzą, to i sceptyk naukowy czasem często zbłądzi. A wtedy, jeśli chce pozostać sceptykiem naukowym, musi niestety zmienić zdanie.

Niestety, bo to mało przyjemne emocjonalnie. Nie jesteśmy, jako ludzie, zbudowani do łatwej zmiany zdania. To sprzeczne z tym jak wygodnie działa się naszemu mózgowi.

To również niezbędne, jeśli chcemy lepiej zrozumieć świat. A dla sceptyka naukowego jest to główną motywacją.

Więc nie ma, że boli. Trzeba zmieniać zdanie i już.

Tak też było z kwestią wygranych na loterii.


Obiektywnie rzecz biorąc, gra w lotka jest niezbyt opłacalna. Szanse na sukces to gdzieś 1/13 milionów,  a lista tego, co zdarzy Ci się prędzej, niż zwycięstwo w lotka jest całkiem spora. Z tego powodu gra w lotto bywa wręcz nazywana „podatkiem od głupoty”. (Z drugiej strony pojawiają się głosy, całkiem uzasadnione, że tym co ludzie naprawdę kupują w lotto jest przyjemność wyczekiwania i fantazjowania. „Może wygram? A jak to będzie miło, co z tym zrobię?” Z tej perspektywy, odpowiednio dawkowana gra na loterii może nie być aż tak głupim pomysłem, jak zwykle się to przedstawia – kupon kosztuje wszak kilkukrotnie mniej niż np. bilet do kina ;) Jeśli podążasz tą ścieżką, sugerowałbym jednak wyznaczyć jasne granice, by nie zmieniło się to w uzależnienie.)


Niezależnie od niskich szans, graczy jest dość, by co jakiś czas ktoś wygrał. Średnio co około drugie losowanie ktoś zdobywa miliony. Od lat popularną narracją w wielu miejscach była teza, że jakaś ogromna część zwycięzców – 70, czasem nawet 95% – traci swoją wygraną i szybko staje się ponownie uboga.

To wydawało się takie sensowne i zdroworozsądkowe. W końcu nierozsądni ludzie (bo grający w lotto, a podatek od głupoty i w ogóle…) nawet jak dostaną pieniądze, to nie mogą ich zatrzymać – bo są nierozsądni!

Pasowało to też dobrze do neoliberalnej metafory, przenikającej dość mocno nasze społeczne myślenie, pt. „bogaci są bogaci, bo sobie na to zasłużyli ciężką pracą i rozsądkiem”… Skoro więc ktoś został bogaty bez tych rzeczy,to musi to przecież zaraz stracić, bo gdyby nie, to może jeszcze by wyszło, że i niektórzy inni bogaci są bogaci tylko łutem szczęścia, też loterią, ale urodzeniową?

Pasowało do nurtu rozwoju osobistego. Uzasadniało koncepcje edukacji finansowej, jako mroczna przestroga przed tym, czym kończy się zdobycie majątku bez posiadania stosownej inteligencji finansowej. (Dla jasności, nie podważam tu wartości edukacji finansowej – ale w tym konkretnym przypadku niekoniecznie odgrywała ona tak kluczową rolę, jak jej się przypisuje.)

No i w końcu model ten był solidnie popularyzowany przez media. W końcu „wygrał miliony, dziś jest żebrakiem” to dużo ciekawszy nius niż „wygrał miliony, dziś jest dalej milionerem pracującym spokojnie na swoim starym etacie”. Niezależnie od realnej powszechności tychże tez.


Tyle, że temat ten został poddany badaniom (np. tu, tu czy tu). I okazało się,  że mamy do czynienia ze zwykłym mitem. Większość zwycięzców loterii nie przepuszcza swoich wygranych, ba w ogóle nie wydaje zbyt wiele. Ponad 80% pracuje dalej (w USA, choć np. w Szwecji 60%, a w UK już tylko ok. 40%), choć większość zaczyna nieco ograniczać ilość przepracowywanych godzin. Oszczędzają proporcjonalnie więcej, niż przed wygraną. Ogólnie rzecz biorąc, prowadzą stosunkowo podobne życie, są po prostu bardziej finansowo niezależni i mają więcej możliwości cieszenia się nim.

Istnieje faktycznie jedno badanie pokazujące, że spośród 35 tysięcy zwycięzców loterii na Florydzie, 1900 ogłosiło w ciągu pięciu kolejnych lat bankructwo. Badanie to obejmowało jednak po pierwsze tylko osoby o wygranej do 150 tysięcy dolarów, nie wiemy o sytuacji finansowej tych osób przed wygraną (możliwe, że było wśród nich ponadprzeciętnie wiele osób szczególnie zadłużonych, dla których 150 tysięcy dolarów stanowiło ułamek ich długów). No i 1900 na 35000 nie jest tak wysokim wynikiem. To nieco ponad 5% – a mówimy tu o osobach dorosłych. Na ok. 240 milionów dorosłych osób w USA, przeciętnie ok. 1.5 miliona ogłasza co roku bankructwo. W skali 5 lat daje to nieco ponad 3%, wydaje się więc, że wygrana na loterii współwystępuje (niekoniecznie w sposób istotny statystycznie) z umiarkowanie podwyższonym, ale wciąż stosunkowo niskim ryzykiem bankructwa.


Podsumowując – historia o tym, że zwycięzcy loterii w większości przepuszczają swoje pieniądze okazała się mitem. Przepraszam, jeśli sam kiedyś wprowadziłem kogoś w błąd taki mit propagując.

W rzeczywistości wygrana na loterii wydaje się nie mieć znaczącego wpływu na ryzyko późniejszego bankructwa. Nie chroni przed nim, ale i nie zwiększa znacząco jego ryzyka. (Lub przynajmniej nie dysponujemy żadnymi danymi, które pozwalałyby nam tak twierdzić.

Popularność tego mitu wydaje się być czysto kulturowa. Pasuje do naszych stereotypów i oczekiwań. Dlatego tym bardziej warto ten mit obalać – bo pozwoli to trzeźwiejszym okiem spojrzeć na specyfikę naszej kultury.



Projektowanie Szkoleń - skuteczność szkolenia w ogromnej części zależy od tego, jak dobrze zostanie ono zaprojektowane. Kurs Projektowanie Szkoleń to dwa intensywne dni, na których dowiesz się jak konstruować szkolenia zapewniające uczestnikom optymalne skorzystanie z procesu rozwojowego. Do 15 kwietnia w przedpłacie tylko 790 zł!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis