Można żyć inaczej, czyli skrypty poza horyzontem naszej kultury
Pisaliśmy już nieco o tym, że nasza kultura oraz środowisko w jakim się wychowujemy narzucają nam pewne skrypty zachowania i myślenia. Niektóre z nich mogą być bardzo szkodliwe, inne mogą być nawet korzystne i wartościowe (np. wiele skryptów związanych z wspieraniem innych). Warto jednak wskazać na trzeci aspekt sprawy, czyli na te wszystkie możliwe skrypty, które funkcjonują poza zakresem naszej kultury. Skrypty, których istnienia nie jesteśmy nawet świadomi, tak by móc je spróbować ocenić i zweryfikować czy są czymś dobrym, złym, atrakcyjnym dla nas lub nie. Po prostu nie przychodzą nam do głowy jako opcje, tak jak np. większości osób w średniowieczu nie przyszłoby w ogóle do głowy, że ktoś może być ateistą. Innowiercą, heretykiem, poganinem, mniej lub bardziej aktywnym wiernym, jasne, ale opcja tego, że w ogóle by nie wierzył? No to po prostu nie przychodziło na myśl jako możliwość. Nie było to dostępnym skryptem.
Takie ograniczenia dostępnych skryptów funkcjonują też w naszym współczesnym świecie. Tak naprawdę zamykamy się w bardzo ciasnej klatce możliwości. Jasne, z czasem niektóre skrypty zaczynają się przebijać do powszechnej świadomości, poprzez artykuły, książki, czy popkulturę. Przykładem takich skryptów będzie np. opcja „rodziny z wyboru” czy różne modele poliamorycznych związków. (Albo, po drugiej stronie osi, cała mozaika aseksualności, o której pisałem jakiś czas temu.) Jest jednak bardzo, bardzo wiele innych możliwości. Nawet nie liczcie proszę, że Wam je wszystkie wymienię, bo sam jestem głęboko ograniczony ramami kultury w których operuje. Postaram się Wam przedstawić kilka dodatkowych (i napisać nieco o tych wspomnianych powyżej), ale to będzie zaledwie niewielki fragment tego, co jest w temacie możliwe.
To, co poznajemy
W tej kategorii chcę napisać parę słów o niektórych skryptach, które dopiero zaczynamy odkrywać jako społeczeństwo. Dla niektórych z Was będą one już czymś oczywistym i naturalnym, dla innych czymś zupełnie nowym i dziwnym. Może być tak, że niektóre już będziecie kojarzyć, a inne dopiero odkryjecie teraz. Jako, że są one jednak mniej lub bardziej znane, poświęcę im relatywnie mało miejsca, skupiając się na całkowicie nieznanych. (Choć jak któryś wpadnie Wam w oko, dajcie znać, mogę zawsze rozszerzyć temat do artykułu.)
Rodzina z wyboru
„Rodziny się nie wybiera”, mówi nasz domyślny skrypt. W tym układzie więzy krwi są tym, co definiuje nasze relacje. Możemy krewnych nie lubić, gardzić nimi czy się ich bać, ale koniec końców to rodzina i trzeba o nich zadbać, tak jak oni zadbają o nas.
Model „rodziny z wyboru” mówi co innego. Owszem, pokrewieństwa się nie wybiera. Jednak prawdziwą rodziną są ci, którymi zdecydujemy się otoczyć. (Tu podeprę się jednym z moich ulubionych klipów z Buffy the Vampire Slayer. Motyw „rodziny z wyboru” jest bardzo częstym wątkiem u Whedona.) Mogą to, owszem, być nasi krewni, ale są oni członkami naszej rodziny nie z przypadku losu i genetyki. Są nimi ze względu na naszą świadomą decyzję o tym, że chcemy mieć te osoby w swoim życiu. (Oraz vice versa, rzecz jasna.)
Dla niektórych osób ten model jest szokujący i obrazoburczy. Z perspektywy historycznej jest to zrozumiałe – przez wieki rodzina/klan faktycznie
