„Dlaczego śpimy” – czy Matthew Walker napisał rzetelną książkę

Od jakiegoś czasu dostaje od Was dość regularnie zapytania w kontekście książki „Dlaczego Śpimy” Matthew Walkera i jej krytyki, która pojawiła się w jednym miejscu w sieci. Pomyślałem więc, że warto odnieść się do tematu w krótkim wpisie (a przy okazji odnieść się też do innej kontrowersji co do innego źródła, które cenię).

 

Zanim zaczniemy, ważna deklaracja – należę do homo sapiens. (A przynajmniej tak będę utrzymywać do czasu, gdy nie ujawnię się jako leftilianin, demonstrując moje piękne jaszczurze łuski światu.) Jako homo sapiens podlegam dokładnie tym samym błędom poznawczym, jak inni przedstawiciele mojego gatunku. (Przybranego, ale ciii!) Staram się redukować ich wpływ na tyle na ile to możliwe, regularnie podważam swoje stanowiska i szukam kontr dowodów do nich. Nie znaczy to jednak, że moje wnioski zawsze będą trafne. Zwłaszcza, że jak pokazują badania, nawet ludzie rozumiejący statystykę częściowo tracą tą umiejętność, gdy zostaną skonfrontowani z danymi nie pasującymi do ich poglądów. Pytacie o moją opinię i fachową ocenę, przedstawiam więc je. Miejcie jednak do nich pewien dystans. Jestem tylko człekożernym humanoidalnym lewicującym (0.1% są najsmaczniejsi, to dlatego) gadem udającym człowieka człowiekiem.

 

To powiedziawszy, przejdźmy do sedna: krytyki oraz tego, czy uważam ją za uzasadnioną (oraz dlaczego mam takie, a nie inne stanowisko).

 

Pierwotna krytyka ukazała się na tym blogu. Tym, co zwróciło moją uwagę, gdy pierwszy raz się z nią zetknąłem, to że dotyczy ona niemal wyłącznie pierwszego rozdziału, który stanowi wprowadzenie do książki. Większość poruszanych kwestii jest szerzej omawiana w dalszym toku książki i wiele krytycznych uwag blogera znajduje odpowiedź i uzasadnienie w tamtych rozdziałach. Autor bloga stwierdził, że skrytykował tylko pierwszy rozdział, bo już to zajęło mu ogromną ilość pracy (ponad 130 godzin). Szanując włożoną pracę, mam tu dwa duże problemy.

Po pierwsze, ta praca, przy tej objętości materiału, po prostu nie powinna była tyle zająć. Nawet 40h researchu tu byłoby dość duże i skłaniało do pewnych wątpliwości. 130h? Trudno mi to uzasadnić jakkolwiek bez tworzenia dziwnych domniemań odnośnie blogera (albo złych intencji i bardzo celowego cherry-pickingu, albo bardzo dużej niekompetencji w temacie). Umówmy się wiec, ze po prostu nie kupuję tej liczby i uznaję to za pewną wymówkę. Tym bardziej, że…

Po drugie – bloger jak rozumiem przeczytał całą książkę. Więc nawet jeśli zdecydował się tylko na krytykę pierwszego, wstępnego rozdziału, powinien brać pod uwagę to, jak dane wątki są rozbudowywane w kolejnych rozdziałach i nie stosować argumentów, które są tam poruszane. Biorąc pod uwagę, że sam bloger ma pewien demonstrowalny bias odnośnie książki (ta wskazuje na problemy ze zbyt krótkim snem, a on sam uparcie eksperymentuje ze spaniem 4-5h + 1-2 20-30 minutowe drzemki), jest to dość problematyczna sytuacja.

 

Idąc dalej – Walker odniósł się do tej krytyki na swoim blogu. Z mojej perspektywy odpowiedź ta jest bardziej niż wystarczająca i punktuje raczej ograniczenia krytyki. Pokazuje, że dane w takich kwestiach należy oceniać całościowo, jeśli mamy taką opcję (po to mamy w końcu systematyczne przeglądy literatury), bo bez tego można się zgubić w pojedynczych zmiennych, tracąc szerszą perspektywę. W zasadzie jedna rzecz, na którą zwraca uwagę, to że faktycznie pomylił WHO i CDC w kontekście deklarowania „epidemii niedoboru snu”. Jest to pewien błąd, ale WHO i CDC są obydwie na tyle prestiżowymi organizacjami, że trudno tu się tego specjalnie czepiać.

 

Jeden ze zwolenników oryginalnej krytyki zgłosił też Walkera do komisji etycznej Uniwersytetu Berkeley, zarzucając mu (trzeba przyznać – w wyjątkowo głupi sposób, demonstrujący niezrozumienie terminu) „fałszowanie dan