Nasz świat zmierza ku upadkowi. Widać to wszędzie wokół. Jedyne co możemy zrobić, to stawić opór nieuchronnemu zmierzchowi naszej cywilizacji. Bronić tego, co jeszcze pozostało. Opóźniać nieuniknione.

Nasz świat zmienia się na lepsze. Przed nami nowe szczyty, nowe możliwości. Nowe okazje, po które możemy sięgnąć! Trudno sobie nawet wyobrazić, jak wiele niezwykłych rzeczy jeszcze na nas czeka! Jakie wyżyny możemy osiągnąć!

Obrona przed schyłkiem. Sięganie po nowe szczyty. W zależności od tego, którą z tych wizji przyjąłeś, ucząc się rozumieć świat, Twoje podejście do życia, ludzi, pracy, itp. może być skrajnie odmienne. Przyjrzyjmy się temu nieco :)

rycerz

Temat metafor kształtujących nasze postrzeganie poruszałem już na blogu niejednokrotnie. Dopiero niedawno trafiłem jednak na analizę tej pary metafor (via Lesswrong) i muszę przyznać, że jest ona całkiem ciekawa. Zwykle będą one powiązane z metaforami surowego ojca (obrona) i wspierającej rodziny (rozwój)*. Zwykle, ale – rzecz jasna – nie zawsze. Spotykałem już wspierających obrońców i surowych rozwojowców – takie osoby mają zresztą zwykle dość ciekawe poglądy. Pozwoliło mi to np. lepiej zrozumieć czemu czasem mam takie zgrzyty przy czytaniu wypowiedzi Wojciecha Orlińskiego, którego teksty skądinąd bardzo lubię. Podobnie jak ja, Orliński ma model rodziny wspierającej. Jednocześnie jednak ma on model obrony, a nie rozwoju. Gdy przyjrzeć się jego wypowiedziom – szczyty już zostały osiągnięte. Teraz mamy tylko spadek. Nic dziwnego, że tak mi to zgrzytało ;)

*Oczywiście, podobnie jak w każdej metaforze/dominującej strukturze poznawczej, możliwe jest zróżnicowanie metafor w zależności od kontekstu. Życie i biznes mogą być postrzegane w kategoriach rozwoju, ale rodzina już w tylko w kategoriach obrony.


Obrońcy

Lepiej już nie będzie. Osiągnęliśmy już szczyt – rozwoju cywilizacji, majętności, osiągnięć naukowych, jakości życia rodzinnego. Obiekt szczytu nie ma większego znaczenia, liczy się fakt, że jest on już za nami.

A skoro jest za nami, to jakiekolwiek odstępstwa od normy, jakiekolwiek zmiany, z automatu stają się zagrożeniami. Bo zmiany mogą być JEDYNIE na gorsze. Skupiamy się na powstrzymaniu pogorszenia się sytuacji. Na podtrzymaniu tego co było, ocaleniu tego co już miało miejsce.

Obrońcy sortują informacje wg. tego, na ile są one zgodne z uznaną prawdą (często również z autorytetami symbolizującymi tą prawdę). Autorytety z definicji są nieomylne, nie ma możliwości wykroczenia poza uznaną prawdę. Spór między autorytetami przekłada się zwykle na przemoc, często fizyczną i całkowite zniszczenie/pogrążenie opozycji. “Dobre” i “złe” zlewają się w jedno z “znane’ i “nieznane”, z “podobne” i “inne”. Pożyczając świetne sformułowanie Yudkowsky’ego – “Gdy jesteś strażnikiem prawdy, nie możesz wnieść do niej nic wartościowego, poza tym jak ją chronisz.”

Historycznie, ta mentalność towarzyszyła Europie przez solidne tysiąc lat, od upadku cesarstwa zachodniorzymskiego, aż po wiek wielkich odkryć geograficznych. Antyczni mędrcy byli przedstawiani jako szczyt ludzkiego osiągnięcia, wszelkie debaty sprowadzały się do interpretacji ich wypowiedzi, nie było natomiast żadnej przestrzeni na stworzenie jakichś nowych, istotnych rzeczy. Najlepsze co mogliśmy zrobić, to odtworzyć ich osiągnięcia, ich kulturę i cywilizację. Podważanie ich mądrości było w najlepszym razie przejawem skrajnej pychy, a częstokroć po prostu przestępstwem.

A potem odkryliśmy rzeczy, których antyczni nie znali. Całe nowe kontynenty. Skoro tego nie znali antyczni, to czego jeszcze nie znali? Co jeszcze było do odkrycia? Może teoria czterech humorów nie była prawdziwa? A może ich poglądy na państwo? Religię? Role społeczne?

Ogromne przemiany, których doświadczyliśmy w ciągu minionych pięciuset lat są pochodną tej podstawowej przemiany mentalnej. Wyjścia z mentalności obrony do mentalności rozwoju.

Nie znaczy to, że mentalność obrony nie bywa uzasadniona. Im większa stawka błędu, im większe ryzyko za sobą niesie, tym bardziej uzasadniona staje się ostrożność. Są faktycznie miejsca, gdzie “lepsze jest wrogiem dobrego”.

Jednocześnie zrozumienie jak działa ta mentalność pozwala zrozumieć zachowania i podejścia wielu osób, zwłaszcza tych o bardzo konserwatywnych poglądach. Poglądy te są bezpośrednią pochodną takiej a nie innej metafory świata. Jeśli nie jesteś w stanie zbudować niczego nowego, lepiej naprawdę przyłożyć się do zachowania tego, co jest. Lepiej surowo karać tych, którzy chcą cokolwiek zmienić. Jak im się uda, to nic już nie zostanie!



Przerwa na reklamę ;)


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Wracamy do artykułu :)



Rozwojowcy

Drugie podejście mówi, że szczyt dopiero przed nami. A może nawet szczyty? Wciąż jeszcze nie osiągnęliśmy wszystkiego, co mogliśmy osiągnąć. Wciąż mamy przestrzeń na rozwój i zmianę. Tak, popełnimy po drodze błędy, ale ponieważ możemy wprowadzać dalsze zmiany, żaden błąd nie niesie ze sobą trwałych konsekwencji. Porażki są po prostu krokiem do dalszego rozwoju, dalszego sukcesu.

Rozwojowcy sortują informacje wg. tego, jaka jest jej wartość. Ponieważ do prawdy można dojść bez udziału autorytetów, możliwe jest również wyjście poza “prawdę” głoszoną przez autorytety. Tak działa np. metoda naukowa. (Aczkolwiek niewątpliwie zdarza się jej pogrążyć, lokalnie, w mentalności “obronnej”, co przekłada się na wieloletnią blokadę postępu w danym obszarze.)


Mentalność rozwojowa obecnie dominuje w naszym społeczeństwie, aczkolwiek obronna niewątpliwie i regularnie walczy z nią o palmę pierwszeństwa. Często, przy okazji, w dość ciekawy sposób zniekształca nam to postrzeganie rzeczywistości. Dla przykładu, gdy uczymy się o nazizmie i potwornych rzeczach dokonywanych w jego imieniu, często spotykamy się z twierdzeniem, że Hitler chciał stworzyć aryjskiego nadczłowieka. Jest to NIEMAL prawdziwe. Nie chciał go bowiem stworzyć. Chciał go odtworzyć- takimi nadludźmi byli wg. niego wikingowie, których chciał odtworzyć. (Sorry, twórcy Wolfenstein’a ;) ).

Jednocześnie z taką mentalnością spotykam się regularnie, zwłaszcza (jakże by inaczej), w internecie. Zwykle w formie haseł n.t. zniewieścienia naszej cywilizacji, mającego być objawem jej postępującego upadku. Ta różnica metafor jest moim zdaniem jedną z podstawowych przyczyn, dla których porozumienie między stronami takich dyskusji jest praktycznie niemożliwe. Jeśli jedna ze stron postrzega daną rzecz jako upadek i niszczenie czegoś, co trzeba zachować, a druga jako postęp w drodze do dalszych szczytów, to miejsca na porozumienie będzie bardzo mało. Aczkolwiek, gdy to piszę, myślę, że to mogłoby być ciekawym zagraniem w takiej dyskusji – skłonienie “obrońców” do opisania przyszłości do jakiej chcieliby zmierzać, ale z zastrzeżeniem, że przyszłość ta nie mogłaby się ograniczać do powielenia tego, co już było… Pomysł do przetestowania :)


Warto zrozumieć te różnice w mentalności. Bez ich świadomości, rozwojowcy będą postrzegali obrońców jako prymitywnych, irracjonalnych i konserwatywnych. Obrońcy zaś będą myśleli o rozwojowcach jako o naiwnych, pozbawionych szacunku i aroganckich. To kiepska płaszczyzna dyskusji.

A jak u Ciebie? Skupiasz się na obronie tego co już się udało osiągnąć? Czy na osiąganiu nowych szczytów?



Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis