Zawiść czy trzeźwa ocena sytuacji?

Byliśmy teraz z żoną na urlopie. Grzejąc się nad basenem czy popijając kawę rozmawialiśmy o wielu różnych tematach. Kilka z nich będę na pewno chciał poruszyć w artykułach na blogu. Jeden z tych tematów wyszedł przy okazji dyskusji o nowej książce Tomka Tomczyka vel Kominka vel Jasona Hunta. Jego poprzednie dwie książki – poradniki na temat blogowania – były naprawdę solidne i dość powszechnie chwalone. Jego nowa książka, powieść Thorn… Cóż, blogerzy swego czasu wypromowani przez Kominka rozpływają się nad nią w zachwytach (w sposób zastanawiająco powtarzalny, kojarzący się z „instrukcjami do komunikacji z mediami” jakie otrzymują posłowie różnych partii). Reszta internetu, np. Lubimyczytać czy Spisekpisarzy  generalnie miesza tą książkę z błotem.

Zaczęliśmy więc dyskutować, czy to kwestia faktycznej jakości książki, czy może bardziej sprawa zawiści? To w końcu popularne hasło – udało mu się, więc inni mu zazdroszczą i dlatego nienawidzą!


Pewnie niekiedy tak faktycznie jest. Niekiedy faktycznie ludzie po prostu zazdroszczą i to jest ich główną motywacją. Ale odrzucając wszelką krytykę i wszelkie negatywne oceny in blanco „bo to zawiść” wylewamy dziecko z kąpielą. Czasem ludzie po prostu odnoszą sukces bo mieli wielkie szczęście lub ponieważ w jakiś sposób oszukali system, zachowali się nieetycznie, itp. W takich sytuacjach swego rodzaju oburzenie p.t. „nie zasłużył” jest zdrowe i naturalne, jest czymś bardzo głęboko wbudowanym w naszą konstrukcje psychiczną. Prawdopodobnie pomaga nam lepiej żyć w społeczeństwie. Nawet małpy burzą się, gdy są świadkami niesprawiedliwości. Potrzebne są jakieś kryteria pozwalające odróżnić jedno od drugiego. Najlepiej, żeby były to kryteria dość łatwe i proste do zastosowania.


Moja propozycja takich kryteriów jest następująca:

Jeśli uważasz, że ktoś „nie zasłużył”, to czy jesteś w stanie wskazać jakieś inne osoby, które osiągnęły podobny lub większy sukces w danej dziedzinie (szeroko rozumianej – sztuka, biznes, związek), a które wg. Ciebie „zasłużyły” i życzysz im wszystkiego dobrego i nawet większych sukcesów?

Jeśli psioczysz na Kominka, to czy są jacyś inni blogerzy, którzy osiągnęli podobny lub większy sukces, o których mówisz „dobra robota”?

Jeśli psioczysz na znajomą, która „nie zasłużyła na takiego faceta”, to czy masz jakąś inną znajomą z „równie dobrym lub lepszym modelem”, co do której uważasz, że świetnie, że jej wyszło i życzysz dużo dobrego?

Jeśli uważasz, że ktoś odniósł niezasłużenie sukces w biznesie, to czy wskażesz na inne osoby, które odniosły zasłużenie?

Jeśli uważasz, że prezesi banków dostający „złote spadochrony” to szuje i oszuści, to czy są inni prezesi firm, których szanujesz i cenisz?


Dla jasności – życzenie komuś wszystkiego dobrego może też oznaczać, że chętnie samemu byłbyś/byłabyś na miejscu tej osoby. Nie chodzi o idealizowanie i „ta osoba jest cudowna, nigdy jej nie dorównam”. Jak najbardziej możesz się na takiej osobie wzorować czy chcieć jej dorównać. Chodzi po prostu o docenienie tego co zrobiła.

Jeśli jesteś w stanie szczerze wskazać na takie osoby, to co czujesz to raczej nie jest zawiść czy zazdrość, a mniej lub bardziej uzasadnione poczucie niesprawiedliwości. Jeśli nie jesteś – to faktycznie może być kwestia zazdrości i może być warto nad tym popracować. Albo przez terapię, albo przez poszukanie przykładów osób, co do których możesz powiedzieć „dobra robota, w pełni zasłużył/a na swoje wspaniałe efekty.”


Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Paweł

    Kominek po prostu świetnie rozumie prawo popytu i podaży. Jest popyt na wszelkiej maści literaturę motywacyjną, to po prostu napisał taką a nie inną książkę. A czy się to komu podoba czy nie to już zupełnie inna sprawa.

    • Nie. Popyt będzie za kilka lat, zgodnie ze stałym cyklem – jak jest spory wzrost gospodarczy i fajnie na świecie, jest popyt na literaturę „możesz wszystko”. Jak jest krucho i niebezpiecznie, to taki popyt się załamuje.

  • Maciej Lasota

    Myślałem, że będzie recenzja a tu psikus

  • Marecki

    Warto zauważyć, że kominek jest w blogosferze tym, czym MG jest w rozwoju osobistym – wykreował samego siebie rzucając fałszywe stwierdzenia (sam pisze o nich w książce, to żadne oskarżenie, czy zazdrość) o swojej popularności, czy ogólnej zajebistości. Kojarzy mi się Kern ze swoim „zarabiałem 4 cyfrowe sumy, gdy kłamałem, że zarabiam 6 cyfrowe”. Obaj, razem z Maj Gadem stworzyli o sobie opinię, którą sami wymyślili, a rynek przejął ją z głupoty i naiwności. Marny autorytet, szczególnie że był praktycznie pierwszym na rynku i nie miał konkurencji.

    I nie mówmy, że jego poradniki są dobre, bo na amerykańskich stronach poświęconych blogowaniu, personal brandingowi i social media można więcej dowiedzieć się w pół godziny za free, niż z kominkowych książek łącznie :)

    • Możesz polecić jakieś strony tego typu?