„Bądź liderem” powtarza się niczym mantrę w świecie rozwoju osobistego i biznesowego. Hasło to pojawia się w ogromnej ilości książek, kursów i nagrań. Każde z nich przedstawia własną wizję tego, jak tym liderem być. Wskazują na odwagę. Na odpowiednią komunikację. Na dbanie o swój zespół. Na budowanie odpowiedniego wizerunku. Na bycie zdecydowanym. Niekiedy również na zachowania dość patologiczne, ale również sprzedawane pod płaszczykiem lidera…

iStock_000010592001Small

Niemal nigdy materiały te nie wspominają jednak o rzeczy absolutnie podstawowej w faktycznym przywództwie.


Jest to o tyle ciekawe, że ta jedna rzecz jest jednocześnie prawdopodobnie najskuteczniejszym elementem bycia przywódcą, jak i właśnie tym elementem, który ludzie najmniej chcą realizować w praktyce. Jest on bowiem najbardziej ryzykowny i najmniej wdzięczny ze wszystkich. Jest tym, na czym opiera się faktyczna rola i PRACA przywódcy. Większość pozostałych elementów, tych, które są najczęściej promowane i wychwalane? To KORZYŚCI z bycia przywódcą, NAGRODY za wykonanie pracy.

A na czym polega sama praca?

Na braniu odpowiedzialności.

Na reagowaniu tam, gdzie nikt inny nie reaguje.


Nie jest to łatwe. Przede wszystkim, wymaga wysiłku i wystawienia się na nieznane. Musisz wymyślić co zrobić i to zrobić. Może nie wyjść. Możesz się narazić, popełnić błąd, ośmieszyć się… A nawet jak wyjdzie, to zwykle nie będzie z tego wiele wynikało. „Nagrodą” za wzięcie odpowiedzialności rzadko kiedy będzie oszałamiający sukces. Efektem częściej będzie po prostu „dzień jak codzień”, sytuacja, w której wszystko sprawnie funkcjonuje i nikt nawet nie wie, że to dzięki Tobie.

A jednak to właśnie takie branie odpowiedzialności jest tym, na czym opiera się rola przywódcy. I jeśli faktycznie chcesz być przywódcą – w swojej pracy, życiu osobistym, związku, itp. – musisz się nauczyć brać tą odpowiedzialność.


Uwaga! Hej, „przywódco”! Nie zgub się w fantazjach!

Wiele osób aspirujących do roli przywódcy owszem, chętnie wzięłoby na siebie odpowiedzialność… ale w wyobrażonych „trudnych sytuacjach”. Niechby tylko w ich firmie wybuchł pożar albo zdarzyła się inna apokalipsa – wtedy wkroczyliby do gry niczym bohater filmów akcji i pokazali wszystkim jak są odpowiedzialni.

Takie fantazje są wygodne i bezpieczne, gdyż szansa na ich skonfrontowanie z rzeczywistością jest praktycznie żadna. Tymczasem, jeśli faktycznie chcesz brać odpowiedzialność, okazje na to są na każdym kroku. Ludzie nienawidzą brania na siebie odpowiedzialności, więc wszędzie, w każdej sytuacji, znajdziesz masę „wolnej” odpowiedzialności, którą możesz przejąć, jeśli tylko chcesz.

To naprawdę nie muszą być duże rzeczy! Często nie są. Ale po prostu się zbierają i kształtują zarówno Ciebie, jak i to, jak jesteś odbierany.


Dwa proste i świeże przykłady z mojego życia. Żaden z nich nie jest niczym wyjątkowym – podaje je właśnie po to, by pokazać, jak oczywista i wszechobecna jest ta „wolna” odpowiedzialność. W braniu jej na siebie nie ma niczego heroicznego (choć można za to dostać po głowie). Jest czymś oczywistym i zwykłym. Ale jest też czymś potrzebnym.

a) Wybieramy się na wesele znajomego. Zorganizował autokar dla gości, ale w autokarze nie ma nikogo wyznaczonego do koordynacji całości, nikogo kto wiedziałby ile ma być osób, itp. Zbliża się godzina wyjazdu i kierowca pyta się czy wszyscy już są i czy mamy jechać, czy czekać.

Nikt nic nie wie. Nikt nic z tym nie robi.

W tym momencie wzięcie odpowiedzialności za sytuację polegało na tym, że sięgam po telefon i dzwonię do świadka, pytam o przewidywaną ilość osób oraz o wytyczne.

Odpowiedzialność nie musi bowiem polegać na przejęciu kontroli nad sytuacją. Czasami wszystko co niezbędne, to po prostu skontaktowanie ze sobą dwóch osób. Ale musisz faktycznie wykonać pracę, by to zrealizować.

b) Jesteśmy w kinie studyjnym, zaczynają się reklamy, ale tak jakoś dziwnie nieme. Mija tak minuta, nikt nie reaguje, wszystko wskazuje na to, że film obejrzymy sobie w ciszy. W tej sytuacji najpierw próbuję zawołać do budki projekcyjnej – może osoba odpowiedzialna za projekcję „przysnęła”? Z budki reakcji brak, jest za to reakcja na sali – śmiech. Mówiłem, że wzięcie odpowiedzialności może być ryzykowne? Ano jest, zawsze może być odebrane jako zrobienie z siebie idioty. Na szczęście mam w tym dużą wprawę i luz ;) więc wstaję i wychodzę z sali, znajduję kogoś z obsługi i załatwiam osobę, która zadba o dźwięk w trakcie filmu.


Bardzo proste rzeczy, prawda? Żadnego pożaru czy rzucenia się do rzeki za tonącą osobą. Ale to naprawdę wystarcza – jeśli robisz to regularnie. Jeśli dostrzegasz takie sytuacje, takie momenty gdy nikt nie reaguje, a reakcja jest potrzebna. Gdy bierzesz na siebie odpowiedzialność za bycie tym, który faktycznie zareaguje i coś zrobi.

Jeśli zadbasz o tą jedną rzecz, wszelkie inne cechy związane z przewodzeniem będą tego naturalną konsekwencją.


Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem.


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis