W obronie żargonu…

Żargon fachowy czy hobbistyczny to specyficzna terminologia, zwykle nieznana szerokiej publiczności. Jest on jedną z tych rzeczy, które spotykają się z dość powszechną niechęcią. Bardzo często stosowanie żargonu jest postrzegane jako próba wywyższania się czy pozowania na eksperta. „Używasz trudnych słów, by robić na ludziach wrażenie” to oskarżenie, którym sam kilkukrotnie zostałem potraktowany.

Sęk w tym – i postaram się tu zaraz tą tezę uzasadnić – że żargon jest czymś dobrym i cennym. Nawet więcej – żargon jest absolutnie niezbędny, jeśli chcemy liczyć na jakikolwiek głębszy rozwój. Zarówno własny, w danej dziedzinie, jak i samej dziedziny.

lek

Co to znaczy „nie rozumiesz co to oksydacja gładkiego retikulum w procesie bilateralnym”?*

Nasz mózg – czy to się nam podoba, czy nie – ma niestety dość ograniczone moce przerobowe. To znaczy, mówiąc precyzyjnie, jego moce są naprawdę duże. Po prostu zwykle obciąża go masa zupełnie zbędnych i niepotrzebnych zadań. Takich jak utrzymanie odpowiedniej równowagi hormonalnej, oddychanie i inne rzeczy z ogólnej kategorii p.t. „nie umarcie”. Wiem, wiem, marnotrawstwo totalne, ale do czasu gdy jakaś przygodna plaga zombie radośnie pozbawi nas konieczności pozostawania przy życiu, aby móc coś wymyślić, będziemy musieli z tym wytrzymać.

Nasze świadome procesy poznawcze stanowią więc dość niewielki zakres działania mózgu i mają też proporcjonalnie małe moce przerobowe. To m.in. oznacza, że trudno nam na raz utrzymać w głowie zbyt wiele oddzielnych myśli czy elementów. Jesteśmy jednak na tyle kreatywni, że udało się nam znaleźć sposób by to obejść. Zaczęliśmy wymyślać słowa, które łączą w sobie kilka oddzielnych elementów czy myśli. Dzięki temu zamiast kilku informacji mamy nagle dostęp do kilkunastu, zamiast kilkunastu do kilkudziesięciu. Możemy więc zrozumieć nieporównywalnie bardziej złożone procesy, analizować dużo mniej oczywiste zależności, przewidywać mniej typowe efekty. Możemy poznawać i rozumieć trudniejsze aspekty rzeczywistości. Możemy odkrywać nowe, ciekawe i wartościowe rzeczy na temat świata.

Podstawowym zastosowaniem żargonu nie jest odcięcie się od innych grup czy próba pokazania się jako ekspert**. Podstawową rolą żargonu jest lepsze zrozumienie świata oraz szybsza, skuteczniejsza i pełniejsza komunikacja. To prawda, może ona godzić w próżność osób, które danego żargonu nie znają. W końcu niewiele osób lubi, gdy przypomina im się o ich ignorancji***. To jednak cena, którą trzeba zapłacić za lepsze zrozumienie danej dziedziny i możliwość porozumienia się z innymi tą dziedzinę rozumiejącą. A tylko tak może dojść do prawdziwego rozwoju wiedzy.

Jasne, prawdą jest, że prawdziwy ekspert będzie w stanie przetłumaczyć żargon na język zrozumiały dla laika. A przynajmniej będzie to możliwe w większości przypadków. Część wiedzy jest na tyle nieintuicyjna, że laik po prostu musi zrozumieć pewne podstawy, aby móc zrozumieć bardziej złożoną wiedzę. Tym niemniej faktycznie żargon nie zawsze jest niezbędny i często da się go uprościć. Tyle, że to kosztuje – czas, energie i moce poznawcze. Dlatego eksperci stosują często żargon i inne uproszczenia i skróty myślowe. Ty też je stosujesz! Prosisz bliską osobę „zrób mi kawę” mając na myśli „wciśnij przycisk w ekspresie” albo „zalej dwie łyżeczki i posłódź tak jak zawsze”, a nie „zasadź drzewa kawowe, zbierz ziarna i mi je przynieś”. Po prostu wszyscy rozumieją co masz na myśląc „zrób mi kawę” i jest to szybsze i wydajniejsze niż precyzyjne wyjaśnianie co masz na myśli.

Podobnie z żargonem.

Oczywiście, eksperci piszący czy mówiący do laików powinni zadbać o maksymalne ograniczenie żargonu i używanie koncepcji, które laicy będą rozumieli. Jeśli jednak tego nie robią, to zwykle nie dlatego, że chcą pokazać jakimi są „ą-, ę-” ekspertami, tylko dlatego że albo się zapomnieli, albo po prostu przecenili swoich odbiorców. Nie wkurzaj się więc, doceń komplement. Rozmówca uznał Cię za bardziej kompetentnego, niż jesteś.


*Tak, to akurat był bełkot, nie żargon. Chyba ;)

** Choć oczywiście czasami bywa w tej roli stosowany. Eksperci też są tylko ludźmi, z całymi naszymi naleciałościami małpiej polityki stadnej ;)

*** Dobra, powiedzmy sobie szczerze: w zasadzie nikt tego nie lubi. Co najwyżej niektóre osoby mają nieco obszarów gdzie swoją ignorancję zaakceptowały. Nawet one będą jednak miały takie obszary, gdzie poczucie ignorancji będzie je bolało.



Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)



Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Roo

    Arturze, ja tak trochę z innej beczki. Czy interesujesz się tematem holakracji?
    I drugie pytanie. Co sądzisz o takim zachowaniu coacha na spotkaniu:

    – wymuszanie wyrażenia negatywnej opinii o innym uczestniku na spotkaniu (ok. 10 osób) – tzw. feedback kanapkowy, ale bez „chleba” sam środek.

    – wręczenie pod koniec spotkania wszystkim osobom wypowiedzenia, wyjście, pozostawienie uczestników samemu ze słowami „zastanówcie się nad tym”. Powrót po ok. 40 min. wysłuchanie grupy, po czym część osób zostaje zwolniona a cześć dostaje szanse.

    • Musiałem poszukać terminu, bo wcześniej go nie słyszałem (a przynajmniej nie na tyle, by zapamiętać). O ile Agile jako system zarządzania projektami lubię, o tyle o holakracji za mało wiem by cokolwiek ocenić.

      Co do zachowania opisanego:
      a) w tej roli zdecydowanie nie był coachem. Czy był szefem danego zespołu? Czy konsultantem? Coachem nie był na pewno.
      b) jakiekolwiek wymuszanie czegoś na grupie, a zwłaszcza krytyki jednego uczestnika, jest po prostu nieetyczne. Nie znaczy to, że nie da się tego zrobić etycznie – np. na treningu interpersonalnym, Tylko robi się to w odpowiednich, bezpiecznych i dobrowolnych warunkach.
      c) motyw z wypowiedzeniami to bardzo mało etyczne zagranie, typowa buta władzy
      d) o kogo chodzi? (jakby co wyślij na maila, moja wścibskość została pobudzona :) )

  • Mateusz Schabek

    Mam trochę z dupy pytanie.
    „To znaczy, mówiąc precyzyjnie, jego [mózgu] moce są naprawdę duże. Po prostu
    zwykle obciąża go masa zupełnie zbędnych i niepotrzebnych zadań. Takich
    jak utrzymanie odpowiedniej równowagi hormonalnej, oddychanie i inne
    rzeczy z ogólnej kategorii p.t. „nie umarcie””

    Czy (teoretycznie) gdyby „wyoutsourceować” wspomniane procesy myślowe (np. podłączyć układ nerwowy do komputera, który byłby w stanie zarządzać tymi wszystkimi drobnymi zadaniami), to mózg byłby w stanie przełączyć procesy „wyższego rzędu”, jak np. kreatywne myślenie, na regiony mózgu odpowiedzialne za procesy „podstawowe’? Czy ośrodek oddychania, mógłby teoretycznie zająć się np. przetwarzaniem języka, gdyby nie miał nic innego do roboty?

    Czy są znane tego typu przypadki, które nastąpiły w wyniku urazu?

    • Z tego co wiem: mocno wątpliwe, aby było to możliwe. To po prostu tak nie działa, mózg nie ma systemu monitorującego „ej, tym się zajmuje coś innego, mam fajrant” – bo i czemu miałby taki system mieć? Jeśli już widziałbym możliwości w „dodawanej” pamięci/procesorach zewnętrznych. Ale do tego jeszcze duuużo czasu.

      Niekiedy w wypadku urazu dzieje się natomiast co innego – sąsiadujący obszar częściowo przejmuje odpowiedzialność za funkcje z uszkodzonego (co jest możliwe dzięki wcześniejszemu, choć słabszemu, odwzorowaniu tych funkcji). To jednak ryzykowne i nieprzewidywalne.