W internecie nie ma czegoś takiego jak „poufne”

Kilka miesięcy temu pisałem o zagrożeniach, jakie płyną z udostępniania zdjęć swoich dzieci w internecie. Tamten post wciąż pozostaje bardzo aktualny, ale pomyślałem, że jest coś pokrewnego, co warto by tutaj poruszyć.

Do tego wpisu zainspirowały mnie dwie dyskusje toczące się, równolegle, na dwóch grupach na Facebooku do których należę. Obydwie grupy są zamknięte, jedna trenerska, druga polityczna.

I w obydwu pojawiła się kwestia tego, że skoro grupy są zamknięte, to rzeczy na nich padające są z założenia całkowicie poufne.

Wydaje mi się to być dużą naiwnością.

Założenie, że gdziekolwiek w internecie masz prywatność z założenia jest bardzo naiwne. Jeśli komuś będzie NAPRAWDĘ zależało, aby dotrzeć do Twoich danych, historii e-maili, przelewów, itp. to po prostu tam dotrze. Nieważne czy będzie to skarbówka, CBŚ czy cwany mistrz klawiatury którego czymś wkurzyłeś.

To nie jest kwestia CZY da się do tych danych dotrzeć, tylko JAK BARDZO komuś zależy.

Chcesz poufnych danych? Trzymaj je poza internetem. Wtedy masz jakieś szanse. Ja np. wiem, że RACZEJ nikt mi się nie włamie na komórkę (nie, żebym miał jakieś poufne dane tam) – ale to dlatego, że mam w niej wyłączony wszelki net.

Jeśli nie masz podobnych nawyków – licz się z tym, że to co robisz w necie jest lub może zaraz być publiczne. Jeśli nie chcesz, by coś zostawiło ślad… to po prostu nie rób tego przez internet.


Z tego też powodu oczekiwanie, że jakaś grupa na Facebooku jest w jakikolwiek sposób prywatna, jest po prostu szczytem naiwności.

Nie mówię tu nawet o takich kwestiach, jak to, że w większej grupie ktoś świadomie i celowo może udostępniać jakieś treści poza grupę. Mowa o prostszych sprawach.

Korzystałeś kiedyś z darmowego wifi w kawiarni albo hotelu? To już ktoś mógł przez Twoje połączenie zyskać wejście na Twoje konto na FB i dostęp do wszystkich Twoich prywatnych grup.

Nie korzystałeś? Nie jesteś hipsterem, żeby po kawiarniach się szlajać? A w tej grupie jest ile osób? 100? 500? 10.000?

Ile z nich korzystało z takiego wifi?

Czy jest jakakolwiek potrzeba dalszego rozwijania tej linii argumentacji?


W internecie nie masz prywatności. Może Ci się wydawać, że masz, w końcu to co robisz, robisz przy swoim komputerze lub tablecie, w komforcie i prywatności swojego mieszkania lub biura.

To ułuda. Internet jest miejscem publicznym. Każdy znak który wstukujesz na klawiaturze może kiedyś zostać upubliczniony. Miej to na uwadze i podejmuj dobre decyzje.


Dla części czytelników ten wpis będzie powtarzaniem oczywistych oczywistości. Ale dla wielu będzie czymś wręcz obrazoburczym i trudnym do przyjęcia. Rozumiem to – wiele osób z internetu korzysta, ale go nie rozumie (sam tak mam z samochodem ;) ).  Potem trafiam na ludzi PISZĄCYCH W MAILU teksty typu „cena tyle i tyle, jeśli chce pan fakturę to muszę doliczyć do tego podatek dochodowy”. Albo innych rozpaczliwie czyszczących z internetu coś co kiedyś powiedzieli lub napisali.

W internecie nic nie ginie. Nic nie jest prywatne.

Im szybciej przyjmiesz te założenia, tym bezpieczniej będziesz pływać w tym oceanie informacji. Jest tu wiele pięknych miejsc… Ale są i rafy na które zdecydowanie za łatwo władować się nieostrożnym…



Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Bekier Piotr

    Można ew korzystać z darknetu choć i tam FBI może cię namierzyć :)

  • Kamil

    Hmmm… kilka kwestii:
    Wraz z rozrastaniem się internetu rośnie ilość informacji. Nie jest realne sprawdzanie każdego. Ktoś faktycznie musi być bardzo skupiony na konkretnej osobie, a nawet to to już dużo. Ale wtedy również może skorzystać z innych metod np. podsłuch. Trudniej? Niekoniecznie, trzeba pamiętać, że niewiele osób potrafi hackować. A założyć podsłuch nie problem.

    Nie jestem przekonany, że internet jest nie wiadomo jak „niepoufny” względem świata offline. Zresztą nie widzę też żadnego większego zagrożenia, bo w końcu… serio mamy jakieś tajne informacje? Serio jesteśmy tak interesujący, żeby komuś się chciało nas sprawdzać?

    • Bekier Piotr

      1. Ilość informacji może rosnąć. Jasne nikt aktualnie nie będzie w stanie przejrzeć całego internetu. Ale jeśli ktoś potrafi szukać to przy odpowiednim uporze znajdzie tego czego szuka. Kwestia czasu i determinacji…

      2. Pamiętaj że do założenia podsłuchu jednak są potrzebne zasoby finansowe, hakować może każdy kto ma dzisiaj komputer i internet. Nie masz też zapewne danych na temat ilości „afer podsłuchowych” zestawionych z „aferami hakerskimi”? bez takich danych ciężko stwierdzić jednoznacznie który problem jest większy.

      3. Internet jest o wiele bardziej niepoufny. Jeśli osoba wie jak wyszukiwać informacje to znajdzie to co chce (patrz punkt 1). I szczerze nie trzeba do tego nie wiadomo jakich zdolności hakerskich. Kwestia wpisania odpowiednich fraz i bardzo upartego szukania + ew jakieś nasze wpadki i pozostawienie dużej ilości śladów w internecie.

      4. W kwestii tego czy jesteśmy dla kogoś interesujący sugeruje więcej wyobraźni. My możemy nie być dla kogoś interesujący, ale nasze konto bankowe gdzie mamy ulokowane pieniądze już tak. My możemy być bardzo nudni dla kogoś, ale nasze zdjęcia które wychodząc na światło dzienne mogą nas skompromitować przed ludźmi których znamy już mogą być interesujące. Czy komuś będzie chciało się to sprawdzać? Jeśli będzie miał w tym korzyść dla siebie to tak…

      Ps. Łatwo jest myśleć że hakowanie nie jest tak powszechne kiedy ciebie ono bezpośrednio nie dotyczy. To chyba nawet błąd poznawczy ale nie jestem pewien.

      • Bekier Piotr

        W tym ps źle się wyraziłem… Łatwo jest myśleć że nie ma problemu z niepoufnością w internecie kiedy bezpośrednio cię to nie dotyczy… Czy jako ofiara czy osoba kompetentna do wyszukiwania info o ludziach

      • Kamil

        1. To nie chodzi o to czy ktoś może czy nie może. Kwestia tego jak łatwe to jest i przydatne dla potencjalnej osoby i jak duże jest wynikające z tego zagrożenie.
        2. Jakie zasoby? Rzędu miesięcznego kosztu internetu albo mniej? Danych nie mam i fakt, to luźne rozważania. Artur również takich danych nie ma (o ile wiem) i stąd mój sceptycyzm wobec jakiejś wyjątkowości internetu.
        3. Nasze wpadki mogą również wywlec osoby, które były ich świadkami np. koledzy ze szkoły. Na internet chociaż mamy wpływ.
        4. Konto bankowe? W kraju jest są miliony ludzi, którzy są bogatsi ode mnie. Why me? Musiałbym mieć niezłego pecha. A akurat takie kradzieże są przez bank (i inne instytucje) do pewnego stopnia zabezpieczane. Sam zostałem ofiarą kradzieży karty i bank mi całość zwrócił.

        Nie, to sceptycyzm wobec jakiejś wyjątkowości internetu. Dopóki nie zobaczę przekonujących dowodów (bo argumentami to się można w tej kwestii długo przerzucać a i tak będzie to dalekie od rzeczywistości), że internet jakoś bardzo różni się od innych metod pozyskiwania informacji i jest jakimś realnym zagrożeniem, które trzeba wziąć pod uwagę to traktuję go tak jak wszystko inne. Osobiście żadnych takich dowodów nie mam, choćby anegdotycznych, więc żyję sobie spokojnie w swojej naiwności :D

  • Kamil

    A co do skarbówek, CBŚów czy innych służb to… bardzo dobrze że mają taką możliwość. Zawsze można żyć uczciwie ;)

    • Michał Stradomski

      1. Uczciwie to w Polsce nie znaczy zgodnie z prawem – p. przepisy dot. Vat 2. Polecam min. film „układ zamknięty” dot. uczciwości tych wszystkich „firm”, które moga nas śledzić. 3. Ale nie wpadajmy też w paranoję – nie na każda rozmowę trzeba od razu sie na cmentarzu umawiać ;)

      • Kamil

        No z tym prawem to może coś w tym jest. Chociaż osobiście preferuję opcję: działać zgodnie z prawem (i interpretować je na maksa uczciwie) oraz próbować je zmieniać, jeśli jest niewłaściwe (wiem… syzyfowa praca ;)). Ale to takie tam ideały :D

        • Michał Stradomski

          Zgadzam się i też tak robię, choć nie trzeba tego wcale nazywać „ideałami” ani „syzyfową pracą”.

          Złodziej zawsze ponsi karę. Nawet jeśli go nie złapią to ciągle żyje w strachu :)

          Trochę ciężej będąc uczciwym z konkurencją walczyć ale jeśli jesteś od nich choć te 20% lepszy, to się da zniwelować różnicę w cenie. Szczególnie, że dzięki uczciwej pracy masz czas skupić się na potrzebaach klienta czy pracodawcy a nie kombinowaniu. Dodatkowo więcej się uczysz (jak w grze, w której masz wyłączony „cheat mode” :).

          Na dłuższą metę to super strategia :)

  • Pavel K.

    Niestety, zachowanie poufności będzie coraz trudniejsze. Wystarczy popatrzeć, jak korporacje próbują wszelkimi sposobami namawiać ludzi do przechowywania danych w chmurze.