Uczenie o nauce i odbieranie niewinności

Od wielu lat zajmuje się promocją postaw naukowych w środowisku rozwoju osobistego. Wiem, że wiele osób to wkurzało i frustrowało i przez długi czas miałem jakieś swoje interpretacje tego stanu rzeczy. Jednak dopiero niedawno, na podstawie świetnych materiałów z Innuendo Studios, dostrzegłem chyba najpełniejszą perspektywę na to, co robię.

Wspomniane materiały dotyczyły akurat kwestii takich, jak GamerGate, jednak im więcej oglądałem, tym bardziej myślałem sobie „damn, to o mnie i o tym co robię…”

Dla jasności, nie porównuje się od ofiar GamerGate. Nikt mnie nie doxxował, nie próbował uruchomić na mnie antyterrorystów. Nawet niespecjalnie mi ktokolwiek groził, a jak groził to nigdy nie zdarzyło mi się traktować tego poważnie. Byłem i jestem w nieporównywalnie lepszej sytuacji, niż ofiary tej akcji i nijak nie chciałbym umniejszać przykrościom, które je spotkały.

Jednocześnie jednak to „damn, to o mnie i o tym co robię…” wyjaśniło mi, czemu, na mniejszą skalę, wywołuję podobne reakcje.

Zwracanie uwagi na niewygodne pytania

W życiu jest wiele pytań, które są, cóż… niewygodne.

„Czy powinniśmy pić alkohol?”

„Czy istnieje Bóg?”

„Czy moralne jest dążenie przede wszystkim do własnego szczęścia?”

„Czy moralne jest dbanie przede wszystkim o siebie, kosztem reszty społeczeństwa?”

„Czy uczciwe jest sprzedawanie określonej rzeczy ludziom, którzy mają wobec niej nierealne oczekiwania?”

„Czy można promować szkodliwe rzeczy, jeśli wierzy się w ich wartość?”

„Czy mogę sprzedawać wnioski z mojego doświadczenia jako prawdę i fakty?”

I wiele, wiele innych.


Te pytania są niewygodne niekoniecznie dlatego, że  ogólna odpowiedź, którą na nie masz jest błędna.

Po prostu dlatego, że dojście do takiej odpowiedzi wymaga realnego wysiłku. Wysiłku, którego większość z nas nie podejmuje, bo tak jest po prostu łatwiej.

Łatwiej jest podążać za domyślnymi standardami, które odziedziczyliśmy w naszej kulturze. Które przejęliśmy od rodziców i znajomych. Z którymi się wychowaliśmy. Dlatego najłatwiej jest na takie pytania odruchowo powiedzieć „tak”. ( Dla jasności, niektórzy na te same pytania reagują równie odruchowym „nie”. Jest to jednak po prostu równie automatyczny przejaw tego samego mechanizmu. )

Dlatego cokolwiek, co zmusza nas, choć na chwilę, do realnego skonfrontowania się z niektórymi nawet z tych pytań, jest, cóż…


A co tam, nazwijmy to po imieniu.

To po prostu wkurwiające.


Co istotne, osoba, która zmusza nas do tej konfrontacji nie musi nawet mieć racji.

Sam fakt, że zadaje takie pytania, odbiera nam swego rodzaju niewinność.


Niewinność, gdy się temu przyjrzymy, to właśnie brak zadawania takich pytań. Życie w świecie, gdzie nie trzeba ich zadawać.


Większość osób, jeśli miałaby wybór… wolałaby żyć w takim świecie.

To po prostu łatwiejsze.

Jasne, częścią dorosłości jest to, że trzeba się w końcu z takimi pytaniami zmierzyć. Niekoniecznie wszystkimi, ale przynajmniej niektórymi. Ale dorosłość jest trudna.

Dużo łatwiej jest stwierdzić, że nie powinieneś musieć zawracać tym sobie głowy.

No, może kiedyś, kiedy zdecydujesz.

Ale nie tu. Nie teraz. Nie w najbliższym czasie.


Sama obecność osoby, która jasno komunikuje swoim zachowaniem „ja się zastanowiłem/am” jest przypomnieniem o tym, że da się nad tym zastanawiać. Że można tu podjąć jakąś decyzję. I że decyzja ta może być błędna. A nawet jak nie będzie, to i tak będzie pewnie nieprzyjemna.

To naturalna reakcja wielu osób na poruszanie tematów związanych z rasizmem, feminizmem czy klasizmem. „Nie powinienem o tym musieć teraz myśleć.” Może kiedyś, jak będę gotowy, ale nie teraz.

To również naturalna reakcja wielu osób na poruszanie tematów związanych z nauką. „Nie powinienem o tym teraz musieć myśleć.”


To łatwe podejście. Naturalne i zrozumiałe. Długoterminowo szkodliwe, ale prawda jest też taka… Cóż, kto z nas nigdy nie chciał zignorować rzeczywistości? Może kiedyś się nią zająć, ale jeszcze nie teraz.

Zdecydowanie nie będę tym, kto rzuci pierwszy kamień w tej kwestii.

Rozumiem to, serio. Konfrontacja z rzeczywistością często po prostu boli. A niemal zawsze jest po prostu trudna.


Kres niewinności

Jasne, możemy sobie pomagać mądrościami typu „People can stand what is true, for they are already enduring it. / Ludzie mogą sprostać temu, co prawdziwe, bo już teraz to znoszą.” -Eugene Gendlin. Jest jednak namacalna, brutalna, wgryzajaca się w bebechy różnica między znoszeniem czegoś, a sprostaniu temu.

I w tym konkretnym kontekście, jakkolwiek nie jestem w stanie żałować tego co robię… Jest mi przykro, szczerze. I szczerze, głęboko współczuję tym, których moje działania dotykają.

Bo doskonale wiem, jakim bólem może być konfrontacja z rzeczywistością. I mając świadomość co robię, wiem, że dla wielu osób będzie to bolesne.

Bardzo bym chciał, by było inaczej. Niestety, nie jest i nie będzie. Obdarcie z naiwności boli.


Więc czemu to robić?

Koniec końców, jakkolwiek to może być okrutne, wystawianie ludzi na konfrontacje z rzeczywistością jest prawidłową decyzją.

Podjęcie jej nie czyni nikogo dobrym, czy lepszym. Nie mówi, że jest mądrzejszy czy fajniejszy. Nie podbija jego prestiżu, nie daje przewagi, czy przyczyny do pyszenia się. A już na pewno nie chodzi w niej o krzywdzenie kogoś.

Nie.

Koniec końców po prostu podejmujesz prawidłową decyzję, ponieważ jest ona prawidłową decyzją. Ponieważ faktycznie rozumiejąc jakie są konsekwencje alternatywnych zachowań, nie jesteś w stanie zachować się inaczej. To cena, jaką płacisz za dokonanie własnej konfrontacji z rzeczywistością.


W konfrontacji z rzeczywistością nie chodzi o to, żeby konfrontowany czuł się źle. Z perspektywy tej osoby może się tak wydawać, jasne – nawet bardzo łatwo.

Ale na koniec dnia jej emocje nie mają tutaj znaczenia.

Bo tu nie chodzi tylko o emocje tej osoby.

Tu chodzi o jej wpływ na innych.


Konfrontacja z tym, że szczepienia są niezbędne dla zdrowia populacji może być przykra dla kogoś, kto wierzy, że szczepionki to zło i spisek korporacji. Ale póki ta osoba nie jest gotowa skonfrontować się z rzeczywistością, aktywnie przyczynia się do szkodzenia innym ludziom, zagraża ich życiu i zdrowiu, w mniejszym lub większym stopniu.

Konfrontacja z tym, że szajsowe, pseudorozowojowe narzędzia szkodzą i rozwój powinien być oparty na badaniach może być potwornie przykra dla kogoś, kto zbudował swoją tożsamość wokół któregoś z tych narzędzi. Ale póki ta osoba nie jest gotowa skonfrontować się z rzeczywistością, aktywnie naraża cierpiące, szczególnie wrażliwe osoby na krzywdę.

Nie będę nawet próbował rozpisywać tu wszystkich opcji. Kluczem jest bowiem sedno – tu nie chodzi tylko o Ciebie.


Gdyby chodziło, nie dałoby się usprawiedliwić narażania Cię na taki ból. Na nieprzyjemność konfrontacji z rzeczywistością. To musiałaby być Twoja decyzja, od początku do końca. Mógłbym Ci w niej kibicować, ale koniec końców, to Twój wybór.

Ale nie chodzi tylko o Ciebie. Nie chodzi tylko o Twoje emocje. I w tym momencie, niestety, Twoje emocje schodzą na dalszy plan. Liczą się ludzie wokół Ciebie. Ludzie, którym możesz – przy absolutnie cudownych intencjach – potwornie szkodzić.


Jasne, łatwo jest skontrować ten argument uwagą, że przecież nie zmienisz nikogo bez jego zgody. Że takie „narażanie” i tak nic nie zmieni.

Pierwszą istotną kwestią jest tu to, że nawet jeśli nie zmienisz tej osoby, masz odpowiedzialność, przed innymi słyszącymi jej głos. Nie zabierając głosu, sprawiasz że postawa jaką głosi jest postrzegana jako bardziej wiarygodna. Bierzesz na siebie część odpowiedzialności za konsekwencje tej postawy.

Drugą, równie istotną kwestią jest coś, na co trafnie zwrócił uwagę autor z Innuendo Studios – „Niewinności nie da się odzyskać.”


Jeśli raz zostaniesz wystawiony na ideę zmuszającą Cię do głębszego namysłu, nigdy do końca nie będziesz w stanie wrócić do starego trybu myślenia. (Co niewątpliwie przyczynia się też do tego, na ile niektóre osoby mogę wkurzać – bo chętnie do tego trybu by wróciły, a tu nie ma takiej opcji.)

Przez lata miałem podejście „kropla drąży skałę”, ale po zastanowieniu, ta interpretacja wydaje się trafniejsza.

Raz zasiane ziarno wątpliwości będzie drążyć. Nawet, jeśli osoba koniec końców, po namyśle, uzna swoje pierwotne stanowisko, to stanowisko będzie inne. Pełniejsze. Bogatsze. Bardziej szczegółowe i zróżnicowane. Bardziej jej.

A to kluczowa różnica.


Prawdziwa istota oporu

Zrozumiałem też jeszcze jeden wzorzec, który pojawiał się w mojej działalności edukacyjnej. Raz za razem, gdy już miałem poczucie, że to nie ma sensu, że nie uda się dotrzeć do ludzi, że walę głową w mur… Właśnie wtedy mur pękał. Wtedy następowała gwałtowna zmiana na lepsze w całej branży.

Przez lata myślałem, że po prostu miałem szczęście. Przypadkowy zbieg okoliczności, kilka razy pod rząd, gdy akurat resztki mojej wytrzymałości pozwalały wytrwać do momentu zmiany.

Możliwe jednak, że było w tym coś więcej. W „Backlash” Susan Faludi wskazuje, że zmiany społeczne dające więcej praw mniejszościom nie wywoływały silnego oporu gdy już zostały wprowadzone. Wtedy stawały się nowym status quo.

Prawdziwy opór pojawiał się, gdy środowisko przeciwne zmianom wyczuwało, że traci grunt pod nogami. Że zmiany mogą nadejść. To wtedy pojawiał się największy opór, najcieższe ataki, największe wątpliwości.

Jeśli tak jest faktycznie i dotyczy też innych obszarów, to dobrze obejmowałoby wzorzec, którego doświadczyłem. Ten zwiększony opór jednocześnie sygnalizował nadchodzącą zmianę, ale był też dla mnie czymś wyczerpującym i frustrującym. Im bliżej zmiany, tym większe natężenie frustracji, aż w końcu, gdy byłem akurat gotowy się poddać, dochodziło do „zapowiadanej” zmiany. Szczęście zapewne miało też znaczenie – gdybym akurat był w nieco słabszej kondycji i poddał się chwilę wcześniej, prawdopodobnie już bym nie wrócił do takich działań. Mogło mieć jednak dużo mniejsze znaczenie niż oczekiwałem.

Jest to, przyznam, optymistyczna perspektywa na przyszłość. Założenie, że ilekroć będę miał poczucie walenia głową w mur, może to być przede wszystkim sygnał nadchodzącej przemiany i wystarczy uzbroić się w cierpliwość (i solidną maczugę) i poczekać? Brzmi dobrze.


Koniec końców, jedna ze stron w tej wymianie dąży do takich kwestii jak dbanie o zdrowie czy bezpieczeństwo ludzi, a druga – o wygodę. O komfort pozostania w starym, prostym i wygodnym stylu myślenia. W sytuacji, gdy nie trzeba się zastanawiać. W pewnym momencie dyskomfort związany z unikaniem tematu będzie na tyle duży, że zdecyduje się przełknąć gorzką pigułkę. Potrzeba po prostu odrobinę cierpliwości, żeby doczekać do momentu tej przemiany.

I odrobinę energonu. I dużo szczęścia



Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis