Witaj,

Czas czytania: ok. 3 minuty.

Przeglądaliśmy sobie ostatnio z moją partnerką, Beatą, profile naszych znajomych rozwojowców na Goldenline i trafiliśmy na prawdziwą plagę tytułów. „Dyrektor Generalny”, „Dyrektor Regionalny”, „Trener Trenerów”, „Prezes”, „Partner Strategiczny”, itp. – tytuły mnożą się jak grzyby po deszczu, każdy coraz bardziej wydumany i napuszony względem poprzedniego… A tymczasem, jak celnie skomentowała moja Beata odnośnie kilku spośród nich „Ja nie jestem żadnym dyrektorem, a zarabiam więcej niż każdy z nich. A możliwe, że i więcej, niż oni wszyscy razem wzięci.”

I coś w tym jest – bo generalnie jakoś tak dziwnie jest, że ci, spośród naszych znajomych, którzy mają solidne dochody, nie czują zwykle potrzeby tytułować się prezesami. Dlaczego? Bo nie potrzebują podwyższenia statusu jakie – ich zdaniem – przyniesie im posiadanie tytułu prezesa czy dyrektora generalnego, ani nie potrzebują grać ważniejszych niż realnie są.

Dlatego, jeśli coś takiego robicie, jeśli bawicie się w tytułomanię, to mam do Was wielką prośbę:

Ludzie, obudźcie się!

Dyrektor Generalny, czyli CEO, to po polsku Prezes Zarządu – a żeby być prezesem zarzadu, trzeba najpierw MIEĆ zarząd, a więc być zarejestrowaną spółką, albo stowarzyszeniem.  Gdy tak określa się szef paruosobowej firemki – albo, co jeszcze lepsze, jednoosobowej działalności gospodarczej, lub komórki MLM-u, no cóż…

W tej sytuacji takie zachowanie jest to śmieszne,  często żałosne, czasem nawet trochę smutne – ale nie jest to pozytywne, ani nie robi to zbytniego wrażenia, chyba, że na ludziach mających minimalne obeznanie z biznesem. A jednocześnie widzę, jak coraz więcej – skądinąd bardzo rozsądnych ludzi – popada w tytułomanię, z tego prostego powodu, że pozwala im to budować sobie status, w momencie gdy nie mają do tego innych podstaw, gdyż np. MLM-y jako takie nie cieszą się w naszym kraju zbyt dużym prestiżem.

Co gorsza, zwykle tacy ludzie nie są nawet tego świadomi, nie dostrzegają tego, co robią – co utrudnia nawet rozmowę z nimi na ten temat, gdyż dla nich, na świadomym poziomie, wszystko jest ok i wcale nie chodzi o status. Jest to dodatkowo potęgowane przez fakt, że tzw. gry statusowe są w naszej kulturze zwykle tematem tabu, nie są czymś, o czym można by otwarcie porozmawiać. A przez to – nie są zwykle świadomie uprawiane, co prowadzi do dosyć przykrych efektów.

Dlatego raz jeszcze – jeśli bawisz się w tytułomanię – daj sobie spokój, proszę. Jeśli masz kogoś bliskiego, kto się w nią bawi – namów go, żeby z tym wyluzował. Koniec końców ludzie i tak nie przyjdą do Ciebie, bo jesteś Prezesem, Dyrektorem Generalnym czy nawet Panem Świata (tego jeszcze nie widziałem, ale kto wie?). Przyjdą dlatego, że to co im oferujesz jest dla nich wartościowe. I na tym warto się skupić.


Zgodnie z zapowiedzią, rozpoczynamy Finalną Wyprzedaż ChangeMasters. Te produkty nie będą już do kupienia po Brexicie - chcę uniknąć zamieszania w rozliczeniach z właścicielami praw autorskich. Ponieważ potrzebuję dwóch tygodni na domknięcie kwestii z nimi, do 15 marca wszystkie produkty ChangeMasters (Andrew Austin, James Tripp, Michael Perez) są w promocji 50%, a po tym terminie TRWALE znikną ze sklepu. (Oczywiście wszyscy, którzy kupili, będą wciąż mieli dostęp.)
 
W ofercie materiały m.in. n.t. skutecznego coachingu, hipnozy, pracy z metaforami, utraty wagi czy rozwoju biznesu coachingowo-szkoleniowego.
 
(Sytuacja mogłaby się zmienić gdyby jakimś cudem Brexit jednak nie miał miejsca, ale jest to obecnie mocno wątpliwe.)
 
Pełna oferta dostępna jest TUTAJ

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis