Tysiąc postów za nami!

997… 998… 999… 1000!

Panie i Panowie, mamy 1000 post opublikowany na blogu ChangeMaker! :)

Czas chyba na małe podsumownie tego całego majdanu :)

Bloga założyłem w czerwcu 2009 (cały czas mam z tyłu głowy przeświadczenie, że było to w 2007, ale wtedy założyłem firmę). Założyłem go w zasadzie dlatego, że było to wtedy modne w środowisku rozwojowym. Jako początkujący coach ogromną częścią swoich działań promocyjnych po prostu wzorowałem na innych. Wydaje mi się zresztą, że większość osób na rynku tak robiła, stąd powstało wiele stron-klonów, głównie inspirowanych najpopularniejszym wtedy Grzesiakiem. Powstało też wtedy wiele blogów… Z tamtego pierwotnego wysypu rozwojowych mój jest jednym z bardzo nielicznych, który tyle czasu przetrwał. (Nie liczę też motywów typu „raz do roku wskrzeszam bloga, pisze trzy wpisy i milknę na kolejny rok”.) Oprócz mnie wciąż piszą jeszcze – startujący ok. rok przede mną – Bartek Popiel i Michał Pasterski. Innych nie kojarzę (choć mogłem kogoś przeoczyć), kojarzę natomiast ogromną ilość tych, którzy już nie piszą od dawna.


Dlaczego tak było? Czemu ChangeMaker przetrwał tak długo, gdy inne padały?

Na koniec dnia sprowadziłbym to do mieszanki dwóch rzeczy. Ślepego uporu (znanego czasem jako wytrwałość) oraz równie ślepego szczęścia.

Upór sprawił, że byłem w stanie „tłuc” regularnie wpisy, 2-4 w tygodniu przez większą część historii bloga. 52 tygodnie * 8 lat * 2.5 wpisu = +/-1000.  Trudno mi ten upór opisać inaczej niż „był, bo musiał być”. Pod tym względem działam bardzo mocno zgodnie z frazą „powinność ciężka jak góra” o której kiedyś już tu pisałem. Jest zadanie, zaciśnij zęby, stań i działaj. Nie chce się, boli – trudno, czas na łzy będzie później, teraz jest praca. Nie jest to prawdopodobnie najzdrowsze podejście, ale dla mnie działa i po prostu je czuję.


A ślepe szczęście? Cóż, było kilka sytuacji przez te lata, gdy „zagryź zęby” nie działało i chciałem wszystkim rzucić. Gdy czułem, że walę główą w mur. I zawsze w takim momencie miałem ogromnego, ślepego farta pojawiającego się akurat w tym momencie. Jak po pierwszych 2-3 latach prowadzenia bloga, gdy miałem wrażenie, że totalnie stoi on w miejscu z jakimś tysiącem czytelników miesięcznie… I już miałem machnąć ręką… Gdy przypadkiem coś mi nie zaskoczyło między jakąś wykupioną reklamą na innej stronie, a ilością odsłon w analyticsie. Nagle okazało się, że – jako, że 90% tego co robię, to samoróbki, zgodnie z modelem bootstrapowym* – walnąłem się w dość kluczowym miejscu. I Google Analytics zbierał mi wejścia ze strony głównej, ale już nie z podstron. Na blogu to DUŻA różnica – nagle okazało się, że mam 5x więcej czytelników, niż mi się dotychczas wydawało i strona tak naprawdę wcale nie stoi w miejscu. Co dało duży kopniak motywacyjny.

*Model bootstrapowy/sznurówkowy, od „podnieś się za swoje sznurówki”, polega na wypuszczeniu po minimalnych kosztach jakiegoś rozwiązania, po czym usprawnianiu jego jakości z zarobków z tego pierwotnego rozwiązania.


Albo sytuacja, gdy – po latach działań typu anty-guru i promocji zdrowego rozwoju – czułem, że walę głową w mur. Że nie mogę zrobić nawet małego wyłomu w kulcie szajsu, jaki panował na naszym rynku rozwojowym. I miałem ogromną ochotę machnąć na to wszystko ręką i zmienić branżę na bardziej jakościową. Nie chodziło o to, że nie zarabiałem – zarabiałem całkiem przyzwoicie. Po prostu ciężko mi było trawić uwielbienie dla szkodliwych śmieci…

A potem pstryk! Bum! Trzask!

To nie był wyłom, temu murowi się po prostu całemu jebło! Zmiana była nagła, gwałtowna, przemielająca dużą część środowiska rozwojowego i zmieniająca cały paradygmant. Gdy niedługo później do Polski przyjeżdżał Robbins, TYPOWĄ reakcją było nie „Wow! Tony Robbins!” tylko „Kurde, to chyba trochę przereklamowane…” TYPOWĄ!

Chwilę wcześniej typową reakcją było wylewanie pomyj na tego, który śmiał to przereklamowanie wskazywać. Wiem, bo sam nie raz tymi pomyjami zerwałem. Typowa sytuacja, gdy lata drążenia muru (nie tylko przezemnie, rzecz jasna, takich osób było bardzo wiele, z natury piszę o swojej perspektywie) wydawały się nieskuteczne, a w praktyce uszkodziły same jego podstawy. A później jeden silniejszy cios rozwalił całość w drobny mak.

Gdyby wydarzyło się to dwa-trzy miesiące później, mnie mogłoby już w rozwoju nie być. Mam na tyle zróżnicowane umiejętności i doświadczenia, że nie byłoby mi się trudno przebranżowić – może wrócić do konferencji, może pójść w kierunku frontendu po kilku miesiącach intensywnego dokształcania, może robić jeszcze coś innego. Byłem na tyle zmęczony i wypalony, że jedynie łut szczęścia sprawił, że nie podjąłem takiej decyzji.


Szczęście i upór. Złota mieszanka. Upór bez szczęścia narobi Ci dużo krzywdy, szczęście bez uporu przepuścisz na drobiazgi. W tym kontekście udało mi się te dwie rzeczy połączyć. Staram się pamiętać o ich obydwu – o ile upór zależy odemnie, o tyle na szczęście mam ograniczony wpływ (mogę zwiększać szanse jego wystąpienia, ale to tyle). Pamięć o uporze jest motywująca, pamięć o szczęściu chłodzi nieco głowę, pokazując, że to nie wszystko zależy odemnie.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz dojść do siebie po zakończonym związku? Pakiet Autocoachingowy Odkochanie pomoże Ci o to zadbać!


Wracamy do artykułu :)



Osiem lat prowadzenia bloga. Dekada na rynku rozwojowym jako coach (i nieco krócej jako trener). Kopę lat. Tak wiele rzeczy się zmieniło. Nawet te, które pozostały niby bez zmian, są jednak jakieś trochę inne – bo zmienił się kontekst, obraz społeczny, itp. Tak, guru rozboju osobistego wciąż są na rynku – ale teraz zamiast w kontekście efektu WOW występują w kontekście „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty”. Na propagandę sukcesu jest Magazyn Porażka i Smutni Trenerzy Rozwoju Osobistego.

Jest lepiej. Czyściej. Wciąż od mroku i trochę rzeczy do zmiany i usprawnienia, ale w porównaniu z tym gdzie zaczynaliśmy… Cóż, odczuwam głęboką satysfakcję z tego jaką drogę przeszedł rozwój osobisty w Polsce i z małej roli, jaką mogłem w tym odgrywać.


Tyle lat to również tak wielu ludzi. Ponad tysiąc klientów indywidualnych, drugie tyle przeszkolonych osób, pewnie z kilka razy tyle słuchaczy różnych wykładów, które miałem okazję prowadzić. Kilkadziesiąt tysięcy osób, do których dotarły moje książki, kilkaset tysięcy do których dotarł blog… Dzięki Wam wszystkim za całą tą drogę, za tyle wspólnych lat. Z niektórymi widzieliśmy się przez krótką chwilę, inni towarzyszą temu blogowi w zasadzie od początków. Dzięki Wam wszystkim. Mam nadzieję, że udaje mi się czasem wnieść jakąś wartość w Wasz dzień.


Prosiliście mnie często o moje opinie n.t. różnych uczestników rynku szkoleniowo-rozwojowego. Pomyślałem więc, że przy okazji tego podsumowania napiszę kilka słów o tych, z którymi przyszło mi dzielić ten rynek. Nie ujmę wszystkich, pewnie ominę nawet kilku najważniejszych – ot, luźne zestawienie przy okazji pisania wpisu.


Michał Pasterski – najbardziej chyba popularny bloger rozwojowy w Polsce. I cieszę się, że to on jest w tej roli. Bardzo sensowny, fajny gość. Michał bywa miejscami nieco zbyt duchowo-sekretowy jak na moje gusta, ale jest też – co bardzo szanuję – człowiekiem, który potrafi się publicznie przyznać do zagalopowania się i wycofać, gdy wskaże mu się błąd. To wymaga pokory i nie sposób tego nie cenić.


Bartek Popiel – cenię, lubię, uważam, że robi dużo dobrego. Miał jedną fazę na „Polskiego Larry’ego Wingeta” (takie „ja Cię ku*** zmotywuje, weź się w garść i zapier*****, jasne?!”), która była dla mnie strasznie nienaturalna, ale zostawił to za sobą i jest naprawdę dobrze.


Jan Jędrzejczyk – najbardziej kompetentna znana mi osoba w świecie rozwoju. Zdecydowanie najlepiej osadzony w badaniach człowiek, mający przy tym wybitną umiejętność (szczerze podziwiam i chciałbym taką mieć) dyskusji merytorycznej w sposób nieporównywalnie mniej bojowy, niż ja.


Maciek Budkowski – kolejny z „tych dobrych”, wnoszących merytorykę w rozwój osobisty.


Damian „Rozwojowiec” Redmer – tu mam trochę mieszane uczucia. Nie znam człowieka za bardzo, miałem kilka przygodnych wymian. Z jednej strony cieszę się, że jest na rynku kolejna osoba promująca naukę w rozwoju. Z drugiej, cóż… tych kilka przygodnych wymian zostawiło mnie z wrażeniem, że nie za bardzo on tą naukę rozumie, na poziomie tego jak nauka działa. Wrażenie takie miałem m.in. z dyskusji o AA czy jego dysproporcjonalnym (jak na siłę efektu) promowaniu intencji implementacji. (To fajny gadżet, ale jednak tylko gadżet.) Ale też jak mówiłem, nie znam człowieka za bardzo.


Leszek Zawłocki – Leszka poznałem lata temu na forach rozwojowych, uczyłem się od niego w ramach Szkoły Profesjonalnego Coachingu, kilka razy współpracowałem przy projektach szkoleniowych dla absolwentów SPC. Lubię go, cenię próby przemycania naukowości do rozwoju osobistego, choć ostatnio nasze kontakty jakoś się rozluźniły.


Michał Mącznik – jedna z tych osób, którą poznałem przez środowisko SPC. Bardzo szanuję to co zrobił ze sobą w zakresie szkoleń z improwizacji, cieszę się, że miałem w to jakiś mały wkład przy okazji naszej pracy mentoringowej. No i to po prostu fajny gość. Jeśli będziesz miał okazję skorzystać z jego warsztatów, polecam!


Michał Stolarczyk – kolejna osoba z kręgu SPC i kolejny człowiek solidnie osadzony w badaniach i wiedzy naukowej.


Katarzyna Rutecka – również środowisko SPC, współpracowaliśmy razem przy projektach, znam ją zarówno jako uczestniczkę szkoleń jak i trenerkę, która dla mnie pracowała – i polecam w każdym z tych wydań.


Michał Cieślakowski – najbardziej zagorzały fan hipnozy, jakiego znam. Nie jestem generalnie zwolennikiem hipnozy – inne narzędzia uznaje po prostu za skuteczniejsze w większości przypadków – ale jeśli ktoś prosi o polecenie hipnotyzera, odsyłam do Michała właśnie.


Maciej „Merlin” Mroz – uwodziciel, którego naprawdę szanuję, za kilka tekstów n.t. brania odpowiedzialności, które popełnił. To jedna z tych rzeczy, których mam wrażenie mocno brakuje w świecie uwodzenia. Są tematy na które mamy zupełnie inne zdania, ale fajnie że jest.


Marcin „Adept” Szabelski – uwodziciel, znam go głównie jako kursanta i znajomego, fajny człowiek


Ewa Foley – najbardziej konkretna z osób ze światka duchowości. Tak jak nie dzielę z nią poglądów na duchowość, tak bardzo lubię jako osobę.


Mateusz Grzesiak – „guru, który mnie urzekł”. Niewątpliwie przez ładnych kilka lat byłem zagorzałym fanem. Potem zacząłem dostrzegać pęknięcia w wizerunku, których nie dało się łatwo zracjonalizować. Z czasem było ich za dużo i dość ostro się z tego środowiska odciąłem. Zdecydowanie nie polecam, nie uważam go za kompetentnego. Zdarzało mi się spotykać osoby w bardzo złym stanie psychicznym po pracy z nim, sam też chwalił się m.in. pobiciem klienta w ramach „terapii” jąkania (czy historia ta była prawdziwa, to inna kwestia). Niestety MG był (czy wciąż jest – nie wiem) jednym z tych, którzy uważali, że coaching prowokatywny polega na agresji werbalnej wobec klienta, co w praktyce może być bardzo krzywdzące. Ze swojej strony cieszę się, że odszedł od pracy coachingowej czy szkoleń w eventy motywacyjne. Kibicuję mu gorąco, by w ogóle się od rozwoju osobistego oddalił w kierunku np. budowania wizerunku czy motywacji dla biznesu. Nie sposób odmówić  mu bowiem kompetencji jako mówcy publicznemu i w tym ma niewątpliwie ogromny potencjał. Gorzej w mojej ocenie z treścią, ale to akurat u motywatorów nie ma większego znaczenia. W coachingu i rozwoju osobistym zrobił niestety dużo negatywnego PRu, sądzę więc, że dla wszystkich, łącznie z nim samym, byłoby najlepiej, gdyby poszedł w kierunku bardziej pasującym do jego predyspozycji.


Michał Wawrzyniak – gdybym miał opisać skrótowo, powiedziałbym że to „Grzesiak z dyskontu”. Ma wszystkie wady powyższego, niekiedy bardzo rozdmuchane. Nie dostrzegam zaś zalet poprzednika.


Paweł Jan Mróz – kolejny „Grzesiak z dyskontu”, tym razem w wariancie guru duchowego. Ten już zdaje się w dużej mierze zniknął z krajowego rynku.


Michał „Kozaq” Jankowiak – mam ogromną słabość do Michała. To on był de facto gościem, który wciągnął mnie w rozwój osobisty. Na wiele sposobów jest to dla mnie najtragiczniejsza postać naszego krajowego rozwoju osobistego, bo miał moim zdaniem ogromny potencjał być lepszym Grzesiakiem. Tam, gdzie MG mówił o tworzeniu społeczności i budowaniu więzi między ludźmi, Kozaq to faktycznie robił. Miał (możliwe, że wciąż ma) ogromną umiejętność bycia Z ludźmi których szkolił, zamiast bycia NAD nimi, jak większość guru. To niezwykły potencjał, który pozwoiłby mu zabłysnąć… gdyby miał menadżera, który nad nim zapanował. Sam był zbyt żywiołowy, pojawiał się i znikał, po roku wracał, tym razem „na dobre” by po dwóch miesiącach znów wyparować. Wciąż mu kibicuje, bo mam poczucie, że może – jeśli ktoś go weźmie za fraki – naprawdę nieźle namieszać na naszym rynku rozwojowym. I to w dobrym tego słowa znaczeniu.


Mariusz Szuba – ta postać z mówców motywacyjnych, która trzyma się w zasadzie najlepiej – wydaje mi się, że rodzina mocno trzyma go przy ziemi. Choć niestety oznaki „choroby mówców” są i tu widoczne. („Choroba mówców” – konsekwencja regularnego warunkowania w którym inni reagują na Ciebie, a Ty nie reagujesz na innych. Przy długotrwałym funkcjonowaniu w takim uładzie prowadzi to do dość specyficznych relacji z ludźmi.)


Adam Dębowski – z Adamem i jego żoną byliśmy kiedyś dość bliskimi znajomymi, potem jakoś się to rozmyło. Wiem, że przechodził różne fazy, od nieco ezoterycznej, do bardziej biznesowej obecnie, nie śledzę na tyle, by mieć aktualną opinię.


Grzegorz Halkiew – jeden z trenerów, na którego szkoleniach zaczynałem drogę rozwoju osobistego. Nie lubię, nie cenię, zostawmy to na tym.


Janusz Gołyński – J.W.


Rafał Szewczyk, Adam Waleriańczyk, Maciej Pawlik – całą trójkę poznałem przy okazji warsztatów trenerskich Grupy SET, więc wymieniam ich razem, choć Rafał poszedł już od tego czasu własną drogą. Polecam tak całą Grupę SET, jak i każdego z nich osobno.


Tomek Kwieciński – oddychanie holotropowe to zupełnie nie moja bajka, ale cenie Tomka jako blogera za bardzo fajne wpisy o zdrowym rozwoju i odpowiedzialności.


Marcin Ilski – bardzo fajny projekt „Smutni Trenerzy Rozwoju Osobistego”i „Szkoła Myślenia”. Kolejna fajna postać na naszym rynku.


Olaf Sawajner – niesamowite zaangażowanie, czy w pracę nad swoją sylwetką, czy kolejne projekty szkoleniowe.


Rafał Żak – jakkolwiek są tematy w których się różnimy (kaszlukaszluNLPkaszlukaszlu), sądzę, że wnosi dużo dobrego do światka rozwojowego.


Andrzej Bernardyn – znam go jako kursanta i jako blogera, polecam w obydwu rolach.


To chyba na tyle z krótkiego przeglądu. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem. Okaże się pewnie jutro, na spokojnie, że pominąłem milion ważnych osób. Życie :) W każdym razie macie w końcu „moje opinie o…” Widzicie! Potrzeba było jedynie 1000 postów i są :D Pomyślcie co będzie za kolejnych 1000 postów! :P

A serio, dzięki za tyle lat razem. I za kolejne! <Wznosi toast kawą, bo czymże innym, kawocholik jeden?>



Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Radosław Białek

    Szczere gratulacje :)

    • alicja kaczmarek

      Arturze, odnalazlam Ciebie kilka lat temu, gdy sama szukalam drogi do siebie. Ty na tym etapie mojego zycia pomogles mi wiele rzeczy zrozumieć. Akceptując siebie widziałam jak Ty potrafisz dbać o swoich odbiorców. Twoja autentyczność mnie ujmuje i bardzo Ci gratuluje sukcesu. Wprawdzie ja sama nie pisalam postów, lecz zawsze Ciebie czytałam i to, co chcesz przekazac przekladalam na swoje życie. Niech ten mój 1002 post bedzie dowodem Twojej sily w dotarciu do świadomości osoby z pokolenia X. Mysle, ze to moment, aby Ci powiedziec – dziekuje!

  • stałyczytelnik

    Gratulacje!

    Życzę wytrwałości w dalszej pracy.

    Blogi o rozwoju osobistym czytam od tego samego roku, bądź rok później w którym rozpocząłeś tworzenie tego. Niestety na Twój natrafiłem dopiero kilka lat później.

    Twój blog w mojej opinii cechuje merytoryka i naukowe podejście.
    Nawet z tego wpisu wydawałoby się „poza meritum” można dowiedzieć się co to model bootstrapowy. To jmi się podoba!

    Tak trzymać!