W poprzednim wpisie pisałem o mentalności „wszystko albo nic”. W jeszcze poprzednim poruszałem temat „kultury gwałtu” i subtelnych wpływów, jakie wywiera na nas kultura, media i historie, z którymi się w nich stykamy.

Dziś chciałem przybliżyć inną z tych historii. Potencjalnie bardzo cenną, a w naszej kulturze w zasadzie nieobecną (co ma zapewne wpływ na popularność podejścia „wszystko albo nic”). Przy okazji przyjrzymy się temu, czemu bardzo praktycznie warto poznawać inne kultury.

stronger

Jeśli oglądasz często filmy z innych kultur – azjatyckie, hinduskie, arabskie, itp. – to wiesz, że bywają one… inne. Trudne do zrozumienia dla Europejczyka. Amerykańskie, dla jasności, też byłyby pewnie takie, ale jesteśmy tak przesyceni ich kulturą, że – mimo rdzennej obcości – wydaje nam się naturalna.

Oczywiście, część tej „inności” to zwykłe przejawy różnic w sztuce, wrażliwości estetycznej, itp. Jednak bardzo często sama fabuła jakoś tak po prostu nie pasuje. Coś nie gra.

Opiera się bowiem na historiach, które w naszej kulturze po prostu nie są typowe.


Przykładem takiej historii jest model, który można określić mianem „tsuyoku naritai!”, czyli „stać się silniejszym”. Swego rodzaju model radzenia sobie z wyzwaniami. To model o tyle ciekawy, że z jednej strony prosty, a z drugiej bardzo odmienny od typowych modeli fabularnych w naszej kulturze.


W naszej kulturze w kontekście wyzwań utarła się trójaktowa struktura fabularna:

a) bohater ma cel i dąży do niego

b) zalicza porażkę, gdy jest już o krok od celu, wszystko wydaje się stracone

c) zbiera w sobie siły, sojuszników, wiarę, kasę, manę i co tylko mu przyjdzie do głowy i odnosi sukces

Sukces jest tu osiągany jednym dramatycznym zagraniem, pokonaniem swojej słabości. Weźmy np. oryginalnego Karate Kida- Daniel zostaje upokorzony, uczy się sztuk walk, osiąga dobre wyniki, już prawie ma wygrać, gdy jego noga zostaje uszkodzona, pozornie odbierając mu szanse na sukces. Zbiera się jednak w sobie i dramatycznie wygrywa.


Tymczasem w kulturze japońskiej, zamiast modelu trójaktowego, funkcjonuje inny model, właśnie „tsuyoku naritai”. Zamiast jednego dużego sukcesu mamy tam nieustanne mierzenie się z przeciwnościami odrobinę ponad naszym poziomem umiejętności, pokonywanie ich i awans na kolejny poziom, kolejne przeciwności, aż do finalnego triumfu. Najwyżsi rangą przeciwnicy nie są zwykle w ogóle wprowadzani, gdy bohater startuje na swojej drodze. (W odróżnieniu od trójaktówki, gdzie tacy przeciwnicy są widoczni od początku, a ich ew. ujawnienie na koniec traktowane jako błąd w sztuce!) Model ten jest bardzo popularny w japońskich komiksach, czy filmach.

Weźmy np. znanego i popularnego u nas DragonBalla. Cała ta seria zbudowana jest właśnie wokół (wielopokoleniowego) „tsuyoku naritai”. Główni bohaterowie trenują by pokonać przeciwnika, tylko po to, by za chwilę pojawił się jeszcze silniejszy przeciwnik, a potem jeszcze silniejszy. Nie ma tu jednego dramatycznego aktu dającego końcowy sukces. Jest seria kolejnych drobnych sukcesów i poświęceń.

Model ten, co istotne, dotyczy nie tylko fabuł opartych o umiejętności walki. Tak samo funkcjonują bohaterowie serii kulinarnych (np. Addicted to Curry czy Yakitate!! Japan), sportowych, a często nawet romansów!


Taka mentalność jest, w mojej ocenie, dużo cenniejsza niż trójaktówka obecna w naszej kulturze. Przekłada się między innymi na dużo mniejszą skłonność do podejścia „wszystko albo nic” o którym pisałem ostatnio. Z perspektywy Tsuyoku Naritai! „wszystko albo nic” jest absurdem! Nie da się w końcu za jednym posunięciem od razu stać się najlepszym i najsilniejszym. (Taką koncepcję wręcz wykpiwa seria „One-Punch Man”.) Przydałoby się i w naszych książkach, filmach, itp. więcej fabuł typu Tsuyoku Naritai!


I to przechodzimy do takiego naszego codziennego „chcę stać się silniejszym”. Albo po prostu lepszym. Nasza kultura to jedynie pewien wycinek dorobku światowego. Jest wiele historii, których nie znamy i nie rozumiemy, a które mogą być pod pewnymi względami lepsze, od tych, do których przywykliśmy.

Dlatego warto je poznawać i eksplorować. Bo dzięki nim możemy, kawałek po kawałku, stać się silniejsi.



Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis