Trudna sztuka słuchania tego, co ludzie faktycznie mówią

Ludzie patrzą, ale nie widzą. Słuchają, ale nie słyszą.

Nie ma w tym nic złego. To naturalne. Wielokrotnie już pisałem tu na blogu o tym, że nasz mózg jest po prostu za wolny. Nie potrafimy pracować w tempie rzeczywistym, korzystamy więc ze skrótów. Reagujemy automatycznie.

Zatrzymanie się i faktyczne zwrócenie uwagi na to, co ktoś powiedział (lub co napisał) jest trudne i wymaga wysiłku. Potrafi dać jednak naprawdę dużo.

(Plus, jest tu dobra wiadomość. Z czasem ten wysiłek będzie się robił mniejszy – bo stanie się nowym automatyzmem, na którym też będzie można polegać. Zawsze będzie to bardziej wymagające niż typowa reakcja – ale będzie lepiej…)


No dobrze, ale po co? Po co mamy faktycznie czytać to, co ktoś napisał a nie reagować automatycznie? Po co mamy się wsłuchiwać?

Powodów jest kilka.

Pierwszym, najbardziej oczywistym, jest szansa na wyjście z automatyzmu w dyskusji. Z przerzucania się hasłami bez jakiejkolwiek refleksji czy weryfikacji. Nie zliczę jak często sam stałem tu po drugiej stronie barykady, precyzyjnie dbając o to co wyrażam, tylko po to by rozmówca i tak zareagował automatycznie na coś, co kojarzyło mu się z moimi słowami.

Drugim, ciekawszym powodem jest jednak co innego.

Uważając na drugą osobę jesteśmy w stanie nauczyć się o niej zdumiewająco dużo. Możemy usłyszeć rzeczy, których ujawnienia rozmówca nawet nie podejrzewa.

Co można wyczytać z wypowiedzi drugiej osoby?

Nie chcę tu nawet wchodzić w bardziej zaawansowane kwestie – dominujące struktury poznawcze, metaprogramy, itp. To mogłoby faktycznie wymagać dodatkowego doszkolenia i jeszcze więcej uwagi. Ale są też prostsze, a bardzo ciekawe rzeczy, które można wyłapać.


Po pierwsze – kompetencje rozmówcy. Oczywiście, tylko w dziedzinach, w których sam w miarę się sensownie poruszasz. Laik nie będzie w stanie rozróżnić drugiego laika od eksperta. Bo i jak? Ale już ekspert będzie nie tylko w stanie rozpoznać laika i osobę kompetentną, ale też często wskazać na konkretny poziom kompetencji.

Byłem akurat kilka dni temu na kursie kiperstwa i tam padł fajny przykład. Laik pytając o piwo będzie pytał, czy jest ciemne, czy jasne. Ekspert – czy górnej, czy dolnej fermentacji, potem ew. gatunek. Podobnie zresztą z winem – laik zapyta o to czy białe, czy czerwone, ew. czy wytrawne czy słodkie. Ekspert zapyta o szczep i kraj pochodzenia.

Jakiś czas temu oglądałem demonstracyjną sesję coachingową jakiejś tuzy coachingu z ICF. Tym, co mnie uderzyło, było wprowadzenie, sama przedstawiła siebie, jako osobę „zainteresowaną neurologią, zafascynowaną tym, jak mózg tworzy uczucia zaangażowania (ang. commitment) „. Na tej podstawie łatwo było stwierdzić, że na neurologii się po prostu nie zna i zainteresowanie, jeśli ma, jest skrajnie symboliczne. Bo nikt z nawet umiarkowaną wiedzą neurologiczną nie będzie w ogóle sortował uczuć z perspektywy subiektywnego doświadczenia (a takim jest „uczucie zaangażowania”).

Regularnie obserwuję dyskusje n.t. ekonomii, podatków, itp. Gdy widzę jednego z rozmówców sięgającego po argument „Tak jest na Białorusi.” czy „Będzie jak w Argentynie.” nie w odniesieniu do konkretnej, specyficznej polityki gospodarczej, a do dużego hasła w rodzaju silniejszej progresji podatkowej, łatwo jest ocenić, że kompetencje ekonomiczne takiej osoby nie są porażające.

Co innego, gdy ludzie dyskutują o samochodach. Jako ekspert w dziedzinie tak wybitny, że marki rozpoznaję po napisach na bagażniku (a i to nie zawsze) nie mam pojęcia, czy ludzie których słucham gadają coś sensownego, czy totalne bzdury. Nie jestem tu w stanie ocenić, po wypowiedzi, czy mam do czynienia z ekspertem, czy nie.


Jeśli jednak w jakiejś dziedzinie jesteś choć umiarkowanie kompetentny, zwykle będziesz w stanie rozróżnić laika od eksperta, a nawet jako tako ocenić poziom eksperta. Im bardziej będzie Cię przerastał w Twojej wiedzy, tym oczywiście trudniej, ale masz przynajmniej pewne podstawy.

Do czego to jest przydatne?

Cóż, po pierwsze po to, by nie marnować czasu na tłumaczenie zaawansowanych kwestii laikom, którzy po prostu nie mają szans ich zrozumieć. To sygnał, by skorygować argumenty i dopasować je do poziomu wiedzy rozmówcy. Dzięki temu łatwiej będzie nawiązać porozumienie i faktycznie go do czegoś przekonać.

Po drugie po to, by zdać sobie sprawę, że pewne dyskusje po prostu nie mają sensu. Czasem – bo po prostu jesteś tak mocno poniżej rozmówcy i nie ma co dyskutować, można poprosić o kierunki dokształcenia, jeśli temat jest dla Ciebie ciekawy. Czasem – bo jesteś na tyle ponad kompetencjami rozmówcy, że po prostu nie będzie w stanie zrozumieć argumentacji.


Po drugie – wartości rozmówcy, w danym kontekście.

Jedną z bardzo silnych naturalnych ludzkich skłonności jest kwestia dostępności poznawczej. Rzeczy, które „krążą nam po głowie.” Jeśli dla nas akurat ważne są np. pieniądze, to będziemy mieli silne tendencje do interpretacji zachowań innych, jako motywowanych pobudkami finansowymi. Nawet jeśli po chwili namysłu przyjdą nam do głowy inne motywacje, bardziej prawdopodobne w danej sytuacji, to pierwsze zawsze pojawią się nam rzeczy dostępne poznawczo.

Oczywiście, nie wszystkie rzeczy dostępne poznawczo będą ujawniały nasze potrzeby czy skłonności. Jeśli akurat skończyłeś spotkanie z wujkiem-sknerą, który non stop marudził o pieniądzach, to będą one równie dostępne dla Ciebie, jak gdybyś to Ty sam miał na ich temat obsesję. Dlatego istotna jest tu też powtarzalność. Im bardziej powtarzalnie ktoś przywołuje jakieś kwestie, tym wyższe prawdopodobieństwo, że ujawnia po prostu coś o sobie.


Jest to jeden z powodów, dla którego zawsze interesujące jest dla mnie to, jakie intencje przypisują mi rozmówcy w różnych dyskusjach. Bardzo często (zwłaszcza, jeśli podobne intencje przypisują też innym osobom w podobnych kontekstach) mówi to przede wszystkim o nich, ujawnia co dla nich jest priorytetem w życiu. (W danym kontekście, oczywiście.)


Jak to może być przydatne? Cóż, z jednej strony przy przekonywaniu – jeśli wiesz, co dla kogo ważne, wiesz też jak do tej osoby dotrzeć.

Z drugiej strony, czysto po ludzku, często pozwala to po prostu stwierdzić z kim warto wchodzić w bliższy kontakt, a z kim niekoniecznie. Oddzielić ludzi sensownych od zwichniętych na różne sposoby – skrajnie skupionych na prestiżu czy kasie.


A jeśli mi się nie chce słuchać?

Choć główną rolą tego postu było wskazanie na to, co chętny słuchacz jest w stanie wyłapać z wypowiedzi czy tekstów innych osób, przyznam, że ma też drugie, prostsze zastosowanie…

Nie zdajesz sobie zwykle sprawy z tego, jak wiele o sobie ujawniasz. Nie wiesz jak wiele pokazujesz w swoich wypowiedziach, dyskusjach i tekstach.

Warto mieć tego świadomość. Bo większość osób, jak już mówiliśmy, nie będzie uważać.

Ale niektóre będą i wtedy pytanie brzmi, czy faktycznie chcesz tak wiele o sobie ujawniać?

Bo wiesz, zdumiewająco często, gdy będziesz chciał komuś napisać „Nie mów tak o mnie, nie znasz mnie! Nie wiesz co myślę… To możesz odkryć, że wie dużo więcej, niż Ci się wydawało możliwe…”



Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis