Trening (i tylko trening) czyni mistrza, czyli o co chodzi z tym celowym ćwiczeniem?

Jest w historii nauki nieco terminów, których twórcy prawdopodobnie pluli sobie później mocno w brodę. Sformułowań, które naukowo miały znaczyć jedno, ale przez potoczne skojarzenia interpretowane są zupełnie na opak. Klasycznym przykładem takiej nazwy jest tzw. „efekt obserwatora”, zjawisko kwantowe polegające na tym, że sam akt pomiaru wpływa na stan mierzonego obiektu. Niestety, tytułowy „obserwator” przez wiele osób interpretowany jest od razu jako „świadomy umysł dokonujący aktu obserwacji”, co bynajmniej nie jest wymagane w tym procesie.

Innym równie niefortunnie dobranym terminem jest właśnie tytułowe „celowe ćwiczenie”. Termin ten został zaproponowany przez psychologa, Kevina Andersa Ericssona, do opisu szczególnego rodzaju treningu, który przynosi najlepsze efekty. Niestety, ludzie nie obeznani z badaniami Ericssona mają tendencję do innej interpretacji tego terminu. „Czy moje ćwiczenie ma swój cel? No ma. Robię go specjalnie. Co to znaczy? To znaczy, że mamy do czynienia z celowym ćwiczeniem! Bo przecież nie przypadkowym!”

Tyle tylko, że Ericssonowskie celowe ćwiczenie to dużo bardziej złożony proces i fakt, że robimy je w jakimś celu jest tylko jednym z wielu czynników składających się na jego skuteczność. Jednak ze względu na chybioną nazwę, bardzo łatwo w dyskusje nad badaniami Ericssona wkradają się liczne nieporozumienia i uproszczenia.

Niedawna premiera „Peak” – pierwszej książki Ericssona przeznaczonej dla masowego czytelnika – jest dobrą okazją do ponownego pochylenia się nad tematem celowego treningu i tego, co wiemy n.t. ekspertyzy, rozwoju kompetencji, czy samej koncepcji „talentu”. (Ponownego, bo możesz kojarzyć niektóre starsze wpisy w temacie talentu, czy moją książkę „Talent nie istnieje„, wydaną już ładnych kilka lat temu i będącą swego rodzaju „ćwiczeniówką” do modelu Ericssona.) Warto, tym bardziej, że przedstawiony w „Peak”, pełniejszy model celowego ćwiczenia daje dużo dodatkowych informacji na temat samej struktury rozwoju umiejętności.


Niezwykła pamięć

Anders Ericsson nie startował z zamiarem podważenia naszego wyobrażenia na temat talentu. Zamiast tego zajmował się badaniem pamięci. W psychologii funkcjonuje słynna „magiczna liczba” 7+/-2, czyli to jak wiele jesteśmy w stanie na raz zachować w pamięci operacyjnej. (Późniejsze badania nieco podważyły dokładną liczbę i jej naturę, ale stary model jest wystarczająco trafny na potrzeby tego artykułu.)

Sęk w tym, że to czym jest jakieś „jeden” w tym 7+/-2 jest już, jak się okazuje, bardzo płynne.

W przypadku Ericssona „jeden” zaczynało się od pojedynczej cyfry. Biorący udział w eksperymencie student przez blisko dwa lata przychodził kilka razy w tygodniu i próbował zapamiętywać coraz dłuższe ciągi liczb, dyktowane w tempie jednej na sekundę. Jak sądzisz, jak Wiele takich liczb sam byś zdołał zapamiętać? Np. z ciągu 7 1 3 5 4 2 1 4 9 8 9 8 1 2 0 5 6 8 4 0 4 ?

Na początku podopieczny Ericssona dawał sobie radę z dziewięcioma – jak typowy numer telefoniczny. Ale w toku treningu – pokonując też po drodze wiele przeszkód – zdołał dojść do ponad 100 cyfr. Było to niezwykłe osiągnięcie, tym bardziej, że dotyczyło przeciętnej osoby stopniowo rozwijającej swoje kompetencje i to w tak ogromnym stopniu. (Dzisiejsi mistrzowie pamięci sięgają ponad 300 cyfr, tak przy okazji ;) )  Dotychczas uważano, że mamy na twardo wpisany „limit” pamięci – okazało się, że da się go przekroczyć… (No, z pewnymi ograniczeniami, o czym później.)


Praca nad rozwojem pamięci sprawiła, że Ericsson zaczął fascynować się tematyką rozwoju umiejętności w ogóle. Skoro pamięć dało się tak wyćwiczyć, to co z innymi umiejętnościami? Jego badania (oraz ich niezależne replikacje) dotyczyły kompetencji z wielu różnych umiejętności i zdawały się wskazywać, że nasze popularne wyobrażenie talentu, jako tego co odróżnia ekspertów od laików, artystów od rzemieślników… Jest całkowicie złudne.

Koniec końców to, czy ktoś stawał się ekspertem wydawało się zależeć praktycznie wyłącznie od tzw. celowego ćwiczenia. (Są od tego pewne wyjątki, najczęściej związane z szeroko rozumianymi wymiarami. Bardzo drobna osoba nie da sobie rady w footballu amerykańskim, gigant raczej nie będzie dobrym skoczkiem narciarskim, itp.)


Trzy rodzaje ćwiczenia

Na tym etapie trzeba się jednak zatrzymać i wskazać na rozróżnienie między kilkoma rodzajami treningu, które wydaja się podobne, ale wcale nie są.


Pierwszą kategorią jest po prostu „ćwiczenie”. Po prostu praktyka. Czyli np. chcę być lepszym szachistą, więc gram w szachy. Chce być lekarzem lepszym? To przyjmuje pacjentów.

Taki rodzaj treningu wydaje się być nie tylko nieskuteczny w rozwoju umiejętności, ale wręcz długoterminowo szkodliwy! Np. lekarze tuż po studiach okazują się być wyraźnie bardziej kompetentni od lekarzy z wieloletnim stażem, nawet jeśli ci ostatni się dokształcali. Jednym czynnikiem będzie tu na pewno bardziej aktualna wiedza, którą dostali ludzie tuż po studiach, ale kluczowym, wg. wielu badań, wydaje się być wręcz stopniowy spadek kompetencji lekarzy z biegiem czasu. Była jednak jedna grupa, u której ten efekt się nie pojawiał i w której nowi lekarze byli wyraźnie słabsi niż doświadczeni.

Była to chirurgia.


Co różni chirurgię od innych dziedzin opieki medycznej?

Bezpośredniość informacji zwrotnej.

Lekarz oglądający rentgeny płuc pacjenta i próbujący rozpoznać czy te dziwne kształty to nowotwory czy nie rzadko kiedy ma możliwość bezpośredniej weryfikacji czy trafił dobrze, czy nie. Traci zwykle kontakt z danym pacjentem, a jeśli nawet ma jakieś informacje, to z opóźnieniem na tyle dużym, że jego mózg nie jest w stanie łączyć dobrze faktów i usprawniać zdolności rozpoznawania wzorców. Co innego chirurg, który przynajmniej część istotnych informacji zwrotnych ma jak na dłoni.


Problem z większością typowego ćwiczenia jest taki jak u powyższych lekarzy. Trenujący nie dostają informacji zwrotnych. Nie wiedzą co dobrze zrobili, a co źle. W efekcie wydajność takiej nauki jest bardzo słaba, może być wręcz ujemna. (Wyobraź sobie np. coacha, który uznaje, że jeśli klient już do niego nie wrócił, to znaczy, że jego problem został rozwiązany. Niekiedy faktycznie tak będzie, ale coach ten nauczy się też wielu bardzo złych nawyków.)


Drugi rodzaj treningu, to coś, co Ericsson nazwał purposeful practice, co moglibyśmy przetłumaczyć jako „zamierzone ćwiczenie.”

Zamierzone ćwiczenie to już szczebelek wyżej w hierarchii skutecznego treningu. Trenujący daje sobie konkretne wyzwania w trakcie treningu oraz mierzy postępy. Np. szachista rzuca wyzwania coraz silniejszym przeciwnikom i z nimi grywa. Ten rodzaj treningu jest zdecydowanie lepszy od normalnego ćwiczenia, wciąż nie jest niestety aż tak skuteczny, jak to możliwe. Dlatego nawet ten poziom ćwiczenia nie ma jasnego przełożenia na wyniki w danej dziedzinie.


Takie przełożenie – na poziomie 1:1 – ma natomiast trzeci rodzaj treningu. Deliberate practice, wspomniane „celowe ćwiczenie„. Np. w przypadku szachistów takim ćwiczeniem okazała się analiza dotychczasowych meczów mistrzów, próby przewidywania kolejnych ruchów, weryfikacje swoich przewidywań i analiza gdy były nietrafne.

Choć szczegóły tego rodzaju treningu różnią się w zależności od dyscypliny, istnieje szereg jasnych kryteriów, które pozwalają nam stwierdzić, czy mamy do czynienia z celowym treningiem.



Przerwa na reklamę ;)


Początek semestru? Początek roku szkolnego? Chcesz wesprzeć w nauce siebie, lub swoich bliskich? 

Kurs Skuteczna Nauka, w 100% oparty na konkretnych, przebadanych rozwiązaniach, to prosty przepis na przyśpieszenie i usprawnienie procesu uczenia się. Tak, żeby ucząc się krócej zapamiętywać więcej. E-kurs dostępny na MindStore, tylko 79 zł za pełen program.


Wracamy do artykułu :)



Czym jest i jak działa celowe ćwiczenie?

1. Podstawowa kwestia, którą trzeba zrozumieć w kontekście celowego ćwiczenia – ludzie nie zwiększają ogólnych kompetencji, tylko kompetencje szczegółowe. Lekarz rozwija swoje umiejętności konkretnie jako chirurg lub konkretnie jako onkolog. Stanie się lepszym onkologiem prawdopodobnie nie przełoży się, albo przełoży się w bardzo niewielkim stopniu, na rozwój kompetencji chirurgicznych u tej samej osoby.

Pamiętasz badania nad (nomen-omen) pamięcią, od których wszystko się zaczęło? Student z którym pracował Ericsson był w stanie dojść do zapamiętywania stu cyfr, to prawda… Ale jego zdolność zapamiętywania np. listy zakupów nie uległa zmianie.

Podobny efekt widzimy np. u doświadczonych szachistów, którzy dużo lepiej niż laicy przywołują ustawienia figur na szachownicy (kilkanaście-kilkadziesiąt figur przywołanych prawidłowo kontra kilka przywoływanych przez laików), ale TYLKO jeśli zapamiętywane ustawienie jest „legalne” z perspektywy partii szachów. Innymi słowy, jeśli np. biały miałby nagle dwa hetmany, albo dwa gońce na czarnych polach, wyjątkowa pamięć szachistów zawodzi. Przywołują figury jedynie ze skutecznością laików.

Innymi słowy – rozwijamy zawsze dane, konkretne kompetencje. Oczywiście, niekiedy między poszczególnymi kompetencjami może być nieco wspólnej przestrzeni. Jeśli jesteś dobrym koszykarzem, to i w siatkówce poradzisz sobie lepiej, niż startując od zera. Nie będzie to jednak transfer 1:1.

Co więcej, w toku treningu umiejętności, gdy napotkamy przeszkody, należy do nich podejść w zindywidualizowany sposób, skupiając się na tych konkretnych kompetencjach ,których braki stanowią największą przeszkodę do dalszego postępu. Np. w toku treningu pamięci rozwój w pewnym momencie zupełnie przyhamował. Okazało się jednak, że gdy zmieniono tempo podawania cyfr z „co sekundę” na nieco wolniejsze, badany student zaliczył solidny skok wyniku. Sugerowało to, że napotkana bariera nie była limitem pamięci, a zdolności integracji nowych liczb do utworzonej struktury. Gdy skupiono się na przyśpieszeniu procesu integracji, udało się po raz kolejny przekroczyć dotychczasowe wyniki, już w normalnym tempie.

To jeden z powodów, dla którego w celowym ćwiczeniu przydaje się trener. Pomoże nam zidentyfikować nasze największe problemy i bariery, po czym skupić na ich przekraczaniu. Samemu da się wprawdzie takie bariery znaleźć, ale jest to wyraźnie trudniejsze.


2. Skoro już wyizowaliśmy konkretną umiejętność, którą chcemy trenować, kolejnym istotnym kryterium jest możliwość pomiaru swoich wyników i uzyskiwania regularnych informacji zwrotnych co do działania. Jeśli nie wiesz, czy Ci wychodzi lepiej z treningu na trening, to marnujesz czas.


3. Marnujesz również czas, jeśli ćwiczysz na niskim  poziomie. Celowy trening jest trudny. Bardzo, bardzo trudny. Nie będzie Ci wychodziło raz za razem, będziesz non stop trenował na szczycie swoich możliwości i ponad nim – więc raz za razem ponosił porażkę. To nieprzyjemne i wyczerpujące – choć może być też satysfakcjonujące, gdy już wyjdzie.

Dobra wiadomość jest taka, że takie sesje treningowe stają się nieco łatwiejsze (czy może raczej, nieco bardziej znośne) z biegiem czasu. Zawsze jednak stanowią duże wyzwanie nawet na poziomie zwykłego zmęczenia i wyczerpania.


4. Celowy trening wymaga skupienia. Nie da się go odbębnić. Wymaga też refleksji po zakończeniu całego procesu treningowego, przeanalizowania tego co działało, a co wymaga poprawy. To jeden z powodów, dla których jest tak męczący i wyczerpujący. Ale to też jeden z powodów dla których jest tak skuteczny.


5. Celowy trening wydaje się działać przede wszystkim przez stopniowe wzbogacanie i rozbudowywanie mentalnych struktur trenującego. Te struktury – sposoby na jakie kodujemy dane tematy i przetwarzamy je. Im bardziej rozbudowane struktury, tym bardziej złożone sytuacje jesteśmy w stanie przewidywać. Inaczej też sortujemy informacje i dostrzegamy więcej kluczowych kwestii, których laicy nie widzą. Jesteśmy w stanie, dosłownie, zmieścić więcej takich struktur w głowie na raz – bo są bardziej skondensowane w naszej pamięci operacyjnej. Jesteśmy też w stanie dużo lepiej przewidywać (w ramach naszej dziedziny specjalizacji). Np. doświadczeni piłkarze, gdy zapauzuje się im nagranie meczu i zapyta o to co wydarzy się dalej z piłką, dużo lepiej niż laicy przewidują kolejne zagrania.


Nie są to wszystkie kryteria celowego ćwiczenia, ale są to zdecydowanie najbardziej istotne. Co kluczowe, w praktycznie każdej weryfikowanej dziedzinie to ilość celowego ćwiczenia okazywała się być decydującą kwestią jeśli chodzi o kompetencje eksperckie. Nie było tu wyjątków – „beztalenć” które mimo długich godzin celowego treningu miały kiepskie wyniki, ani też „talentów”, którzy krótko trenowali, a wyczyniali cuda. Koniec końców, wszystko – na poziomie eksperckim – sprowadzało się do treningu. Niekoniecznie w słynnej dawce 10.000 godzin, spopularyzowanej przez Gladwella, ale niespecjalnie prawdziwej (np. w przypadku lekarzy mówimy raczej o kilkunastu tysiącach, w przypadku mniej rozwiniętych dyscyplin zaledwie o kilku). Ale koniec końców, na poziomie eksperckim nie dało się mówić o predyspozycjach -tylko o treningu.


Czy to znaczy, że nie ma między ludźmi różnic? Cóż, mogą być, tylko nie w typowym rozumieniu. Po pierwsze, mówimy tu o poziomie eksperckim. Na poziomie laików różnice indywidualne mogą być i to wyraźne, dające komuś dużą przewagę nad innymi laikami. Różnice te zanikają dopiero w obliczu ogromu pracy niezbędnej do stania się ekspertem.

Po drugie, ludzie mogą się potencjalnie różnić zdolnością do zmotywowania się do celowego treningu. Jak mówiliśmy, jest on trudny i niesatysfakcjonujący. Jeśli ktoś ma problemy z motywacją i długoterminowym zaangazowaniem, celowy trening nie jest dla niego.

Po trzecie, mogą być indywidualne różnice w tym ile celowego ćwiczenia możesz znieść w ciągu dnia. Jak już wspominałem, taki trening jest trudny i wymagający. Jeśli jedna osoba jest się w stanie optymalnie skupić przez np. 4 godziny, a druga przez 4 godziny i 30 minut… To wydaje się to niewiele, ale te godziny szybko się mnożą i mogą prowadzić do istotnych różnic.

No i po czwarte, czysto praktycznie – ludzie się różnią zasobami. Wychowanie w rodzinie muzyków da dużo lepsze podstawy do celowego treningu śpiewu w dzieciństwie, niż wychowanie w rodzinie amuzykalnych programistów. Wychowanie w rodzinie majętnej da dostęp do nauczycieli, sprzętu treningowego, miejsc do ćwiczeń, itp. którego nie będzie miała osoba z ubogiej rodziny. Odziedziczenie dużych pieniędzy lub znalezienie sponsora umożliwi trening w czasie, który inni ludzie zużyją na zarabianie na życie. To dość kluczowe różnice.


Jak więc widzisz, celowy trening to dużo bardziej złożona niż zwykłe „ćwiczę w zdecydowany sposób”. To o tyle problematyczne, ze wiele osób podejmujących się replikacji prac Ericssona zdaje się nie rozróżniać między celowym ćwiczeniem i innymi formami treningu. Tymczasem sam Ericsson wprost przyznaje, że sumaryczny czas treningu nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko czas celowego ćwiczenia. Niewielu jego krytyków starało się jednak tą – jakże istotną zmienną – uszanować. Dlatego też choć co jakiś czas pojawiają się też publikacje krytyczne wobec koncepcji Ericssona, to niestety gdy tak się dzieje, wykładają się na tej podstawowej kwestii metodologicznej. Na ten moment koncepcja celowego ćwiczenia wydaje się więc być solidnie uzasadniona w tych badaniach, które faktycznie weryfikują stawiany postulat.



Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis