Sztuka dyskusji: Triki retoryczne, cz. 1

No dobrze, mamy już omówione podstawowe kwestie w sztuki dyskusji. Czas zająć się „mięskiem” na który większość czytelników czekała, czyli omówieniem konkretnych trików retorycznych. Jak je wyłapać i co z nimi zrobić?


Zanim zaczniemy, jedna ważna uwaga – duża część osób stosujących triki retoryczne nie jest świadoma tego, że to robi. Same przyjęły swoje swoje opinie w oparciu o zasłyszane argumenty. Argumenty te mogły być oparte na trikach retorycznych. Dziś, przedstawiając swoje opinie, powtarzają zasłyszane argumenty, nie będąc świadomymi ich wadliwości. Dlatego gdy wskażesz im konkretne rzeczy, które robią, mogą wciąż czuć się oburzone i nalegać, że tego nie robią – bo przecież tylko powtarzają w to co wierzą. Najlepiej wtedy na spokojnie wytłumaczyć, że ta argumentacja której używają, czy tego chcą czy nie, kwalifikuje się jako taki a taki trik retoryczny.

No dobra, ale dość już wprowadzeń, czas na retorykę!


Chochoł (straw man fallacy) – tytułowy chochoł to słomiana kukła, często używana np. na demonstracjach. Przylepiamy jej twarz wybranego polityka lub biznesmena, palimy i to niemal tak, jakbyśmy spalili tego polityka. Zwycięstwo! Sukces! A do tego bez wysiłku i zagrożenia, wszak kukła nie będzie się bronić!

W dyskusji technika chochoła działa dość podobnie. Bierzemy stanowisko rozmówcy i wypaczamy je tak, by dało się je łatwo obalić. Obalamy to wypaczone stanowisko. Ogłaszamy wszem i wobec, że obaliliśmy pierwotną tezę rozmówcy.

Np. Jeśli ktoś wskazuje, że są ważniejsze kryteria jakości szkoleń niż to, jak uczestnicy się bawili, możemy „zchocholić” jego stanowisko na „On twierdzi, że szkolenia powinny być nudne!” i po obaleniu tej tezy uznać, że sprawa została załatwiona.

Odpowiedzią na chochoła jest jasne wskazanie, że nasze stanowisko było inne i oczekiwanie odniesienia się do tego stanowiska.

Uwaga! Czasami, zwłaszcza w codziennej dyskusji „chochoły” powstają zupełnie niecelowo – po prostu rozmówca nie zrozumiał dobrze naszego stanowiska i dyskutuje z jego zreinterpretowaną wersją („Skoro powiedział X, to musi myśleć Y, więc od razu będę dyskutować z Y.”) Warto być czujnym na takie sytuacje i je odpowiednio wyjaśniać.


Śliskie zbocze (slippery slope, odwołanie do konsekwencji) – gdy coś leży na śliskim zboczu góry, nie możesz tego przesunąć tylko trochę. Takie drobne przesunięcie MUSI doprowadzić do pełnego zjazdu, aż na sam dół.

Dość popularny we wszelkich dyskusjach związanych z moralnością, argument śliskiego zbocza opiera się na stwierdzeniu, że jeśli zgodzimy się na dane ustępstwo X, to absolutnie musi ono doprowadzić do określonych długoterminowych i negatywnych konsekwencji Y. W efekcie zgadzamy się tak naprawdę nie na X, a na Y, a skoro Y jest niedopuszczalne, to również X musimy odrzucić. Np. „Jeśli dziś zgodzimy się na śluby homoseksualistów, to zaraz będziemy się musieli zgodzić na związki pedofilskie i zoofilskie”.

Oczywiście w rzeczywistości X i Y nie są ze sobą powiązane i zgoda na X nie musi znaczyć zgody na Y, a odpowiedzią na technikę śliskiego zbocza powinno być wskazanie tego.


Prawopośrodkizm (fałszywa równowaga) – założenie, że prawda zawsze musi leżeć gdzieś po środku prezentowanych stanowisk. Tak naprawdę forma lenistwa intelektualnego, gdy nie chce nam się dochodzić do faktów i wolimy iść na skróty. Technika ta jest również popularna w mediach, które szukają kontrowersji i sporów, a nie czują obciachu stawiając przeciw siebie np. naukowca od lat zajmującego się tematem szczepień i laika którego wiedza pochodzi z google i youtube.

W rzeczywistości prawda wcale nie musi leżeć po środku, choćby dlatego, że rozmówcy mogą startować ze stanowisk o różnym stopniu ekstremizmu. Dla przykładu w dyskusji n.t. mniejszości etnicznych przeciwnik może przyjąć pozycję -8 w skali od -10 do +10.  To -8 to: „Najlepiej by ich było wystrzelać albo w kajdany, ale że się nie da, to wywalić z powrotem do Afryki!”. Tymczasem zwolennik przyjmie pozycję +2 – „Warto mieć świadomość możliwych problemów i im przeciwdziałać, ale ogólnie korzyści przeważają straty.”

„Środek” między tymi dwiema pozycjami wypada na -3, a więc jest zdecydowanie skrzywiony przez to, że jedna z osób była skrajnym ekstremistą, a druga próbowała podchodzić do sprawy racjonalnie.

Rozwiązaniem na prawopośrodkizm jest nazwanie go i wyjaśnienie czemu jest absurdem.


Ad personam (ad hominem, argument do osoby) – argumenty tego typu opisywałem już szerzej w poprzednim poście, więc nie będę tu przedłużał. Wszelkie argumenty dotyczące osoby prezentującej dane stanowisko – jej podejścia, motywacji, cech osobowościowych – nie mają żadnego znaczenia. To czy ktoś argumentuje z dobroci serca i idealizmu czy z czystej złośliwości i chęci szerzenia anarchii nie ma najmniejszego znaczenia. Stosy inkwizycji były pomysłem idealistów – płomienie miały oczyszczać winnych, a katów nie kalać, bo krew nie była rozlewana. Dlatego znaczenie ma wyłącznie słuszność lub niesłuszność argumentów które dana osoba stawia i w reakcji na ad hominem należy na to wskazywać.


Dalsze techniki w kolejnych częściach cyklu.


Powrót do strony cyklu.



Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Igor

    Co do śliskiego zbocza. W tym jest ziarnko prawdy, gdyż jeśli za stanowiskiem X jest argument A , a za stanowiskiem Y jest też argument A to ktoś może powiedzieć ,,Jeśli zgodziliśmy się na X przez A, to bądźmy konsekwentni i zgódźmy się na Y”, co oznacza że to jest dobra metoda na pokazanie słabości argumentu, a wtedy strona przeciwna powinna dać kontrargument do Y, mówiąc ,,Poczekaj, przecież przy Y występuje kontrargument B, którego nie ma przy X”

  • Katarzyna

    Ciekawy artykuł, ale wydaje mi się, że to chwyty erystyczne a nie retoryczne.

    • Formalnie rzecz biorąc tak, jednak termin „erystyka” w zasadzie uległ zanikowi w powszechnym rozumieniu, zlał się w jedno z retoryką.

  • Michał Kurzyński

    Ostatnio miałem dyskusję z osobą która stosowała trik ad hominem. Dobrze że znałem to wcześniej, mogłem się skutecznie bronić wskazując że jego odpowiedz jest właśnie atakiem ad hominem a nie adresuje właściwego problemu.
    Po 3-4 atakach ad hominem i moim wskazaniu tego ataku, oponent nagle ucichł.
    Obserwatorzy naszej debaty (która odbyła się na g+) w większości doszli do wniosku (czy słusznego?) że najwyraźniej nie miał żadnych konkretnych argumentów przeciwko mojej tezie :)

  • Anna

    Zastanawia mnie kwestia przyczyn używania przez ludzi takich „trików”… czy jest opcja zupełnej „nieświadomości” ich stosowania? Używania trików niejako jako pewnego utrwalonego schematu prowadzenia rozmów? Rozumiesz, szukam odpowiedzi na pytanie celowości stosowania kilku z podanych trików, zakładając dobre intencje i sympatyczne nastawienie rozmówcy (stosującego „triki”).

    • Anna

      Wracając do tekstu zauważyłam, że napisałeś „Zanim zaczniemy, jedna ważna uwaga – duża część osób stosujących triki retoryczne nie jest świadoma tego, że to robi.”
      Odpowiedź jest zbyteczna