Chyba każdemu, w czasach gdy był mały i bawił się w piaskownicy, zdarzyło się przeżyć sytuację, w której ktoś przywoływał na pomoc starszego brata lub siostrę. Oni sami mogli nie być w stanie czegoś zrobić, ale mieli rodzeństwo, w którego moc ufali całkowicie.

Skoczmy do przodu 20-30 lat i okazuje się, że wiele osób wciąż zachowało taką mentalność.  Nawet, jeśli nie mieli nigdy starszego rodzeństwa. (A może zwłaszcza wtedy, w formie kompensacji? To w sumie ciekawy temat na jakieś badanie.) Wciąż poszukują czegoś większego, na czym mogliby się oprzeć:

– podświadomości („Potęga Podświadomości” J. Murphy’ego)

– wszechświata („Sekret” Rohndy Bryne; „Radykalne Wybaczanie”)

– Boga (Anonimowi Alkoholicy i podobne organizacje oparte o program 12 kroków)

– hipnotyzera, który „zahipnotyzuje ich i zaprogramuje”

Itp.

W każdym z tych przypadków następuje mniejsze lub większe odrzucenie własnej odpowiedzialności za swoje życie i przeniesienie jej na coś lub kogoś innego. W każdym z tych przypadków „wołamy brata”, zamiast wziąć kontrolę nad swoją sytuacją i zrobić z nią to co zdołamy: sami.

Być może takie rozwiązanie ma też jakieś zalety. Może ludziom łatwiej jest zamienić jednego „starszego brata” na drugiego, bez przejmowania całej odpowiedzialności na siebie. Dla mnie przykrym jest fakt, że sporo takich publikacji „starszobratowych” jest jednocześnie punktem pierwszego kontaktu z tematyką zmiany osobistej. Dowiadują się, że można myśleć inaczej niż dotąd myśleli (co jest moim zdaniem pozytywne), ale jednocześnie wiąże te możliwości innego myślenia z Wielkim… przepraszam, ze „starszym bratem” (co już takie pozytywne wcale nie jest).

Dlatego moja propozycja jest taka – przyjrzy się swoim „starszym braciom”, jeśli takich masz i zastanów się, czy naprawdę potrzebujesz w nich wierzyć? Czy potrzebna jest Ci bajka, że Twoja podświadomość wszystko magicznie za Ciebie załatwi, jeśli tyko będziesz do niej mówił odpowiednio? Czy może lepiej jest przyjąć, że to Ty sam odpowiadasz za swoje życie i nie potrzebujesz żadnych „starszych braci”, żeby trzymali Cię za rękę?

Co ważne – nie zachęcam tutaj do tego, by stać się nagle zatwardziałym ateistą. Jeśli wierzysz w Boga, albo nawet we wszechświat czy podobny ogólnik – nie ma sprawy, nic mi do tego. Raczej zachęcam do trzymania się ducha starego bliskowschodniego powiedzenia: „Chwała Bogu, ale przywiąż swojego wielbłąda do płotu.”


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis